Krzysia Górniak String Orchestra to nowy projekt cenionej gitarzystki jazzowej Krzysi Górniak, w którym jej autorskie kompozycje zyskują nowe orkiestrowe brzmienie. W nagraniach oprócz gospodyni wzięli udział kontrabasista Michał Jaros, perkusista Marcin Jahr, zaś partie smyczkowe wykonały skrzypaczki Malwina Hendzel i Małgorzata Kucharek, Jagienka Jaskólska, która zagrała na altówce oraz Zuzanna Konstantynowicz na wiolonczeli. Całe przedsięwzięcie powstało także dzięki pomocy znakomitych aranżerów. Kogo? Tego między innymi dowiecie się z rozmowy z naszą cenioną gitarzystką.
Co było impulsem do stworzenia String Orchestra i nagraniu Twoich kompozycji w anturażu właściwie orkiestrowym?
Inspiracją do powstania albumu „Krzysia Górniak String Orchestra” były koncerty, które zagrałam podczas trasy z orkiestrami filharmonii w Sopocie, Kielcach i Zamościu, kiedy promowaliśmy album „Tribute to Nat King Cole” z 2015 roku. Wówczas kompozycje „Friendship” i „Emotions” po raz pierwszy wykonywałam w tak dużym składzie – był to dla mnie przełom. Pomyślałam wtedy, jakże przyjemnie i pięknie brzmi moja muzyka w takim aranżu. Także improwizacja w dużym zespole smyczkowym wydaje się niezwykle inspirująca.
Czyli czekałaś niemalże dekadę, by ten projekt zrealizować?
Tak, projekt przez długi czas leżał przysłowiowo w szufladzie. Dopiero dwa lata temu prof. Klaudiusz Baran, były rektor Uniwersytetu Muzycznego w Warszawie, zachęcił mnie do realizacji nagrania. Aranżacje zostały dopracowane przez Andrzeja Mikulskiego, a Michała Jarosa poprosiłam o napisanie trzech aranżacji do najnowszych kompozycji: „Sea Salt On My Lips”, „Talking Rain” i „Strawberry Kisses”, które wykonujemy z naszym trio. W ten sposób album stał się swego rodzaju wielowymiarową suitą, w której jazzowe trio prowadzi orkiestrę przez różnorodne opowieści.
A jak było z pozostałymi 4 kompozycjami? (wymieniłaś 5, a na płycie jest 9)
Kompozycje „Moments”, „Spring”, „The Storm Is Looming Ahead” i „Meditation” pochodzą z płyty „Moments” z 2016 roku i zostały zaaranżowane przez organistę i improwizatora Andrzeja Mikulskiego. Doskonale dopełniają cały album.
Nie licząc wspomnianych „Friendship” i „Emptions”, czym kierowałaś się, sugerując Michałowi i Andrzejowi napisanie aranży orkiestrowych akurat do tych utworów?
W tamtym czasie, czyli w 2015 roku współpracowałam ze wspomnianym Andrzejem Mikulskim – graliśmy razem w składzie Event Horizon ESC z Gniewomirem Tomczykiem, dlatego poprosiłam go o przygotowanie aranżacji. Z kolei Michał Jaros od wielu lat współtworzy ze mną i Marcinem Jahrem Krzysia Górniak Trio. Znam jego osobowość twórczą, talent i wrażliwość muzyczną, dlatego miałam intuicję, że to dobrze zabrzmi i wniesie do całości nowy charakter. Dzięki temu zmienia się koloryt aranżacji, a także różnicuje się sposób prowadzenia zespołu smyczkowego, co buduje ciekawą i wielobarwną suitę muzyczną.
Mam wrażenie, że Twoje kompozycje nabrały dodatkowej melancholii, dzięki tym aranżom smyczkowym. Tak jakby zyskały jeszcze pełniejszy wymiar emocjonalny.
Myślę, że coś w tym jest. Smyczki naturalnie wnoszą pewną miękkość i głębię brzmienia, która sprzyja wydobywaniu bardziej subtelnych emocji, także tej melancholii. Dla mnie było ciekawe obserwować, jak te same kompozycje zaczynają 'oddychać’ inaczej w takiej przestrzeni – jakby zyskiwały więcej miejsca i czasu na wybrzmienie. Nie powiedziałabym, że zmienił się ich charakter, raczej ujawniły się nowe warstwy emocjonalne, które wcześniej były mniej wyeksponowane.
Miałaś jakieś założenia jeśli chodzi o własne partie, czy raczej zdałaś się na pomysłowość aranżerów?
Wszystkie kompozycje na albumie są mojego autorstwa i wykonujemy je w Krzysia Górniak Trio. Partie gitarowe aranżuję samodzielnie, natomiast brzmienie i formę trio wypracowujemy wspólnie. Smyczki stanowią swego rodzaju dopełnienie – poszerzają nasze współbrzmienie, budują przestrzeń i dynamikę. Jednocześnie improwizacje oraz charakterystyczny sound trio pozostają w pełni oryginalne.
Skoro tyle czekałaś na realizację tego projektu, to czy nie myślałaś, by włączyć do niego więcej kompozycji?
Uważam, że album jest zamkniętą całością. Utwory naturalnie wypływają jeden z drugiego i łączą się ze sobą energetycznie. Myślę też, że na koncertach ten materiał będzie bardzo dobrze funkcjonował jako spójna całość – możemy grać zarówno krótsze, jak i dłuższe wersje improwizacji, w zależności od potrzeby. Nie wykluczam jednak, że w przyszłości powstaną kolejne aranżacje, które poszerzą ten repertuar.
No właśnie – ten projekt może mieć wiele 'odsłon’, bazując na całym Twoim repertuarze
Myślę, że jest to projekt ponadczasowy, który może być wykonywany przez wiele lat – w zależności od zapotrzebowania. Jestem obecnie w trakcie składania ofert do różnych orkiestr i zespołów smyczkowych. My jesteśmy gotowi i z chęcią zagramy koncerty – aranżacje są już w pełni przygotowane. Przyjeżdżamy w trio i możemy zagrać z każdym zespołem smyczkowym, który zagra ten repertuar.
A czy wykonanie z pełną orkiestrą pod batutą dyrygenta również wchodzi w grę?
Oczywiście, tak to jest napisane, żeby w ten sposób to grac przy większych składach, dyrygent jest tutaj niezbędny.
Gdzie zatem będzie można Was usłyszeć na żywo w pierwszej kolejności?
Mam nadzieję, że projekt będzie prezentowany zarówno w filharmoniach, jak i na festiwalach muzycznych, ale można go wykonywać wszędzie tam, gdzie na scenie znajdzie się miejsce dla odpowiedniego składu – minimum ośmioosobowego zespołu.

