Krystyna Stańko nie po raz pierwszy kłania się twórczości Chicka Corei. Tym razem nagrała ze swoim sekstetem płytę wyłącznie z kompozycjami zmarłego pianisty. „Tribute To Chick Corea” ukaże się w pierwszej połowie listopada, a wokalistka już dziś opowiada o tym, co znaczy dla niej dorobek Corei i jaki miała pomysł na jego interpretację.

Twórczość Chicka Corei była jednym z najważniejszych impulsów, które spowodowały, że związałaś swoje muzyczne życie właśnie z muzyką jazzową. Przypuszczam więc, że ten tribute nie wynika tylko z faktu, że Chick Corea odszedł?

Utwory Chick’a Corei są obecne na moich albumach od wielu lat. Znalazły się m.in. na „Novos Anos” z 2016 r., czy „Aquarius” z 2019 r. Śpiewałam jego kompozycje jeszcze w czasie studiów na Wydziale Jazzu w Katowicach. Było to dawno temu… Natomiast Chick Corea odszedł w 2021 r., pozostawiając po sobie wspaniała, bogatą twórczość…

Czemu więc wzięliście w sekstecie na warsztat akurat lwią część płyty „Return To Forever”?

Mogę powiedzieć od siebie, że z pewnością obecność Flory Purim odegrała tu znaczącą rolę. Z nagraniami Return To Forever zetknęłam się jako bardzo młoda dziewczynka. Właśnie głos brazylijskiej wokalistki Flory Purim, a także specyficzne, wtedy bardzo nowoczesne brzmienie zespołu zrobiły na mnie kolosalne wrażenie.

Pomysł więc wyszedł wyłącznie od Ciebie?

Tak, zaproponowałam, żebyśmy nagrali płytę z utworami Corei, ponieważ ta muzyka jest ze mną od dawna i chciałam to ująć w jednym projekcie. Muzycy, z którymi mam przyjemność współpracować, również niezwykle doceniają tego wybitnego artystę. Nie trzeba było nikogo namawiać. A jako że mieliśmy już kilka utworów w repertuarze, mogliśmy rozwinąć skrzydła i nadać utworom własny rys. Na tym mi bardzo zależało. Korzystam oczywiście z potencjału muzyków, a są nimi świetni instrumentaliści: Dominik Bukowski, który jest wirtuozem wibrafonu, zagrał także na marimbie, kalimbie. Można także usłyszeć xylosynth, na którym zagrał w jednej kompozycji. Marcin Wądołowski pięknie zagrał na gitarze elektrycznej. Szymon Łukowski poza saksofonami, które są jego domeną, zagrał również na flecie, a w mojej niezastąpionej sekcji są jak zawsze Paul Rutschka na basie i Mikołaj Stańko na perkusji.

Te 7 utworów, to jedyne, które nagraliście przy okazji tej płyty?

Tak, planujemy poszerzyć repertuar na koncertach o jeden utwór. Ale jeszcze nad tym pracujemy. Premiera odbędzie się 9.11.2025 w Radiu Gdańsk, czyli moim drugim domu, gdzie od ponad 13 lat mam swoją autorską audycję.

Mimo bogatego instrumentarium, potraktowaliście je dość nienachalnie. Mam wrażenie, że w waszym wykonaniu te utwory Chica Corei mają jeszcze inny wymiar… spokoju.

Dziękuję. Myślę, że to bardzo ważne, żeby w utworach, które często dobrze znamy, przekazać własnego ducha, intencję, a jednocześnie odnieść się z estymą do tych wybitnych kompozycji. Przede wszystkim warto podkreślić, że w moim zespole nie ma instrumentów klawiszowych. Ten fakt ma duże znaczenie w kształtowaniu brzmienia.

Xylosynth i wibrafon 'zastępują’ klawisze – dają też cieplejsze brzmienie. O to chodziło?

Nie mieliśmy tego typu podejścia, żeby czymkolwiek zastępować instrumenty klawiszowe, albo cokolwiek ocieplać (śmiech). Pewnie wszystko wyszło naturalnie…

Wokalnie też spokojniej prowadzisz frazę, nie ma przesadnej artykulacji.

Flora Purim prowadziła swoje frazy szeroko i spokojnie. Różni nas z pewnością barwa, typ głosu i wiele innych niuansów. Jej wysoki głos szybował swobodnie… Mój też jest 'niespieszny’, ale są utwory, w których artykulacja jest naprawdę wymagająca. Tempo, ekspresja, improwizacja, to kolejne ważne zagadnienia, które stawiają przed wokalistą niełatwe zadania. Dla mnie mierzenie się z tym, to z jednej strony wyzwanie, a z drugiej ogromna frajda i przyjemność!

I pewnie dlatego „Sometime Ago” jest takie ekspresyjne?

Taaak!

Czy płyta ukaże się na winylu?

Planujemy wydanie płyty winylowej w lutym. Zagramy też kilka koncertów z tej okazji.

Śpiewasz nie tylko z sekstetem, ale i w mniejszych składach. Stanowi to dla Ciebie wyzwanie jako wokalistki?

Czasami mamy również przyjemność występować z orkiestrą… To jest wielkie święto… Ale ja uwielbiam też granie w małych składach. Mamy wtedy dużo przestrzeni na ażurowe, subtelne brzmienie, pełne niuansów. W sumie każdy z z tych składów ma swoje walory, a sekstet daje mi teraz dużo energii. Ogromnie mnie cieszy!