„Warschauer Strasse” to nowy album Oli Błachno – wokalistki jazzowej i kompozytorki, która zamienia podróż w muzyczną opowieść o człowieku, ruchu i potrzebie wolności. Berlin i Warszawa spotykają się tu na jednej trasie — tej emocjonalnej, wewnętrznej, dalekiej od polityki i ideologii, za to bardzo bliskiej doświadczeniu. Album został napisany na oktet: wokal/elektronika, fortepian, kontrabas, perkusja i kwartet smyczkowy. Trzon zespołu tworzą wybitni muzycy warszawskiej i berlińskiej sceny jazzowej: Arseny Rykov (fortepian), Johannes Metzger (perkusja) oraz Michał Aftyka (kontrabas) – wszyscy będący kompozytorami i liderami własnych projektów. Gościem specjalnym albumu jest Andrzej Jagodziński. W poniższej rozmowie Ola opowiedziała o procesie powstawania materiału i jego specyficznej złożoności.
Gdzie zaczęło się „Warschauer Strasse” – w Berlinie, czy w Warszawie?
Projekt „Warschauer Strasse” (bo na samym początku myślałam o nim, jak o projekcie, a nie o albumie) zaczął się w Berlinie. Tam zrodził się pomysł całości. Dużym czynnikiem, który popchnął mnie ku napisaniu tej muzyki było Elsa-Neumann-Stipendium, czyli roczne stypendium miasta Berlin, które otrzymałam jako jedna z dwóch stypendystów w kategorii muzyka. W moim przypadku było to stypendium kompozytorskie, dzięki któremu mogłam ‘pozwolić sobie’ na napisanie i zrealizowanie muzycznego marzenia, którym było napisanie muzyki na większy skład jazzowy, tj. oktet. Wiedziałam też od początku, że chcę stworzyć muzyczną opowieść, która łączy dwa bliskie memu sercu miasta – Warszawę i Berlin.
I od razu wymyśliłaś 'trasę’ tych kompozycji między tymi miastami?
Nie, to był dłuższy proces. Generalnie cały album jest dość konceptualny – na początku starałam się podejrzeć i zrozumieć, jak dawni kompozytorzy imitują podróż, czyli jak za pomocą różnych środków kompozytorskich, prezentują muzycznie odgłosy, zwalniania, przyspieszania pociągu, odgłosy lokomotywy itd. Głównie mówię tu o muzyce tzw. industrialnej i o kompozytorach tworzących w pierwsze połowie XX wieku takich jak: kompozytorzy z Grupy Sześciu: Arthur Honegger czy Steve Reich. Dopiero później zastanawiałam się nad tym, jaką trasę chcę zawrzeć, tzn. jakie nazwy stacji warszawskiego i berlińskiego metra/pociągu wybrać tak, by mogły stać się nazwami utworów. Wybrałam takie, które są dla mnie osobiście stacjami-symbolami. Wszystkie utwory („Zoo”, „Dworzec Centralny”, „Alexanderplatz”, „Praga” itd.) mają w sobie jakiś leitmotiv związany z danym miejscem, ale też pod płaszczem pewnych tematów, przewija się luźno motyw podróży i wolności, które w całym materiale nawzajem się przenikają i uzupełniają. Bo warto tu dodać, że podróż w „Warschauer Strasse” jest dla mnie synonimem wolności.
Dobór składu też pozostawał Twoim wolnym wyborem?
Tak, miałam w głowie to, że chcę, aby jazzowej sekcji rytmicznej towarzyszył klasyczny kwartet smyczkowy, który będzie ‘odpowiedzialny’ za muzyczną imitację podróży.
A zespół jazzowy jak dobierałaś?
Jeszcze wtedy mieszkałam w Berlinie, więc naturalnym było dla mnie dobrać skład z muzyków z berlińskiej sceny jazzowej (i klasycznej). Z pianistą i perkusistą studiowałam w Berlinie na wydziale jazzu i stamtąd się znaliśmy.
Rozpisałaś sama wszystkie kompozycje na wszystkich instrumentalistów, czy oni też w tym brali udział?
Sama pisałam muzykę i aranżowałam od początku do końca – od pomysłu do końcowej realizacji. Muzycy zaczęli być częścią muzyki od prób, gdy już powstał cały materiał. Ale poza napisaniem nut, powiedzmy sobie szczerze – to muzycy dają czemuś życie, interpretują nuty, a także improwizują i to jest też zawsze duży wkład muzyczny.
To są momentami dość złożone kompozycje – robiliście dużo podejść?
Kilka prób, niedużo. A w studio – chciałoby się mieć więcej czasu, ale biorąc pod uwagę 8 osób w zespole, niestety nie mogliśmy sobie pozwolić na wiele dni pracy w studio. Tak, więc wszystko porządnie, acz nieco na szybko. Na szczęście mam świetnych muzyków (śmiech)!
Andrzej Jagodziński dostał wybór kompozycji?
Nie, wyboru niestety nie miał (śmiech). Zrobiłam dwie aranżacje ballady „Warschauer Strasse” i miałam marzenie właśnie, żeby wykonać ją w duecie z Panem Andrzejem.
Te utwory mają zmienne aranże i cała kompozycja potrafi zmienić aurę w ciągu kilku sekund. Przypuszczam, że na etapie ich aranżowania, były jeszcze bujniejsze?
Nie były bujniejsze, ale w trakcie się zmieniały. Przeważnie w procesie komponowania dochodzi do wielu zmian. Mam do teraz szczątki fragmentów, które były napisane, ale jednak po drodze doszło do pewnych zmian. Ja wspomniałam: komponowanie to proces – podejmujemy jakieś wybory, ale dopiero po jakimś czasie wiemy, czy były to dobre wybory i czy nagle w ostatniej chwili musimy coś zmienić, czy nie.
Będziesz wykonywała tę płytę w całości na koncertach?
Tak, podczas koncertów wykonujemy zawsze całą podróż muzyczną. Jeszcze mam mini marzenie, żeby móc koncertowo również zaprosić gościnnie Pana Andrzeja do wykonania właśnie naszej wersji utworu „Warschauer Strasse”
Tytułem puenty: gdzie jest Ci dziś bliżej: do Warszawy, czy do Berlina?
Z racji tego że mieszkam aktualnie w Warszawie oczywiście bliżej mi do Warszawy. Pewnie nie tylko z tego względu – w Warszawie urodziłam się, tutaj mam przyjaciół i rodzinę, ale Berlin zawsze będzie mi w jakiś sposób bliski – to miasto dało mi wymarzoną szkołę, dużą ilość jazzu, wiele możliwości, wspomnień, przyjaciół oraz wiele, wiele dobra, o którym zawsze mówię. Te dwa miasta zawsze będą w moim sercu.


