Recenzja: Pat Metheny „What’s it all about”
Długo nie mogłem zabrać się za napisanie czegoś o tej płycie, ponieważ ilekroć zaczynałem jej słuchać to… zasypiałem. Trochę mi głupio, bo jest to płyta niewątpliwie zacna. Lecz żeby ją docenić trzeba trochę zwolnić, przestroić się. Przenieść się jakby w inną czasoprzestrzeń, gdzie działają odmienne prawa.

