Szymona Mikę poznałem dzięki Yumi Ito i ich genialnemu albumowi „Ekual’, do którego często wracam odkąd cztery lata temu miał swoją premierę. Właśnie wtedy zachłysnąłem się tym niezwykłym talentem gry na gitarze, gdzie kunszt i perfekcja zespolone są z elementarną wręcz emocjonalnością, z której powinno czerpać się inspiracje. Szymon równie mocno zachwycił później na albumie kolejnej fenomenalnej wokalistki Agi Zaryan na albumie „Sara”. Zanim dojdziemy do aktualnego „Agma” to po drodze były jeszcze dwa solowe projekty „Attemps” (w całości solo act) oraz „Loud silence” (duet z Piotrem Wyleżołem przy fortepianie, który niezwykle mocno polecam!). Łącznie to już 11 autorskich płyt, a najnowsza jest jak dla mnie bardzo przełomowa.
Mika skompletował do nagrania „Agmy” interesujący kwintet. Gitary jak wiadomo są w kwestii lidera, a reszta to sporo zachwytów. Na kontrabasie Andrzej Święs, którego przecież nie trzeba przedstawiać bo to najwyższa półka polskiego jazzu. Na trąbce zagrał słowacki, bardzo uznany artysta Oskar Török, na perkusji węgierski wirtuoz Péter Somos, a wokalnie ubogaca ten projekt pochodząca z Korei Południowej Song Yi Jeon. Wszyscy z zaangażowaniem zaznaczyli na tym albumie podróż przez spokojne równiny, głębokie, ciemne zakamarki jak i wzbijają się wysoko ponad szczyty. Jest to bowiem bardzo zróżnicowana płyta pod względem klimatu. Pierwsza kompozycja „Sacred” trochę mnie zaniepokoiła, bo naszpikowana bodźcami oderwała mnie od przekonania, że Szymon Mika jest pełen sentymentalizmu jaki znam i uwielbiam. I bardzo dobrze. Efekt zaskoczenia buduje ciekawość pytając co nastąpi dalej. Szymon nie jest tutaj klasycznym liderem, któremu wtóruje dopingująca go drużyna. Oddał sporo przestrzeni na podzielenie się pierwszym planem pozwalając na muzyczne zaprzyjaźnienie z całą ekipą. W „Reinvented” jestem już spokojniejszy gdy wraz z Andrzejem Święsem dokonali wspólnej solówki. Im dalej w „Agmę” tym więcej moich zachwytów. Miękka gra na gitarze, delikatne wokale, wyważony bass i przydymiona trąbka. Całość spięta idealnie wpasowującą się perkusją. Na chwilę tylko zabierają nas jeszcze do harmonicznego wesołego miasteczka w „Wire face” gdzie jest niezła karuzela, ale cała reszta to już delikatne i poukładane przyjemności.
Nie zmienię swojej fascynacji i zamiłowania do solowych albumów Szymona Miki, a nieustannie ukrywać będę się w „Ekual” nagranym z Yumi Ito. Jednocześnie jest to spory przywilej móc celebrować na bieżąco rozwój i premiery Szymona, który niezaprzeczalnie jest w piątce najlepszych polskich gitarzystów jazzowych. „Agma” jest dojrzała, interesująca, bardzo ambitna i co najważniejsze ciągle autorska, co dla mnie jest ekstremalnie istotne. Można przecież za pomocą sztuki poznać artystę od środka, wejść w ocean opowieści, a jak się dobrze zespolić to i zainspirować. Mam nadzieję, że międzynarodowy skład zaowocuje międzynarodową trasą koncertową, bo materiał jest tak dobry, że na żywo będzie owocował jeszcze większym skupieniem u słuchacza. Ja już wypatruję i zamierzam celebrować koncertową drogę Szymona Miki na szczyt, bo słychać, że jest mu to pisane. Wręcz zagrane.


