Debiutancki album Basi Małeckiej, zatytułowany po prostu „Agnieszka”, to hołd dla Agnieszki Osieckiej, ale nie w formie kolejnego nostalgicznego wspomnienia. Małecka nie próbuje wcielać się w legendę – raczej rozmawia z nią po cichu, po swojemu. W rezultacie powstała płyta pełna ciepła, subtelności i muzycznej dojrzałości, jakiej rzadko spodziewamy się po debiutach.


Już od pierwszych dźwięków słychać, że to nie jest klasyczna interpretacja Osieckiej. Zamiast teatralnego dramatyzmu i kabaretowej maniery dostajemy nowoczesne brzmienie z pogranicza soulu, jazzu i lekkiego popu. Aranżacje są miękkie, gładko płynące, a wokal Basi — intymny, pełen spokoju i ciepła. Czasami szepcze, czasem delikatnie przyspiesza, ale nigdy nie narzuca się słuchaczowi. Dzięki temu teksty Osieckiej oddychają nowym powietrzem, jakby zostały napisane właśnie dziś.

Na tle innych projektów z piosenkami poetki ten wyróżnia się konsekwencją. Produkcja jest przemyślana — każdy instrument ma swoje miejsce. Perkusja i bas budują stabilny rytm, klawisze dodają lekkości, a sekcja dęta subtelnie podkreśla emocje, zamiast je przytłaczać. Utwory takie jak „Zielono mi” czy „Bossanova do poduszki” nabierają tu świeżości, a „Mój pierwszy bal” staje się intymną miniaturą o dorastaniu i melancholii.

Momentami można odczuć, że aranżacje są aż zbyt wygładzone — brakuje im odrobiny surowości, która mogłaby wydobyć dramatyzm z tekstów Osieckiej. Ale ten wybór wydaje się świadomy: Małecka wyraźnie stawia na spokój i delikatność, nie na ekspresję. Jej interpretacje to bardziej rozmowy przy nocnej lampce niż sceniczne monologi.

Całość trwa nieco ponad pół godziny — wystarczająco, by wejść w klimat, a jednocześnie nie zmęczyć. Płyta jest spójna, ciepła i bardzo kobieca w najlepszym znaczeniu tego słowa: łagodna, ale pewna swojej wrażliwości.

„Agnieszka” to piękny debiut — dojrzały, nastrojowy i szczery. Basia Małecka nie próbuje „poprawiać” Osieckiej, lecz proponuje własny dialog z jej twórczością. To płyta, której dobrze się słucha wieczorem, z herbatą, kiedy potrzebujemy chwili wytchnienia.

Ocena płyty: