To było show w stylu Nigela Kennedy’ego. Głośne, rozrywkowe, przebojowe. Grano muzykę Hendrixa, nie zabrakło więc klasyków: „Third Stone From the Sun”, „Little Wing”, „Fire”, „Foxy Lady”, „Drfiting” czy „Crosstown Traffic”.

Sam Nigel zdawał się być w wyśmienitym nastroju. Uśmiechał się, żartował, przybijał żółwiki z członkami zespołu, głównie z Mike Sternem, który trochę został w cieniu teatru jednego aktora. Improwizacje Kennedy’ego na elektrycznych skrzypcach były głośne, potężne, pełne życia i ekspresji.

Na prawie sam koniec zostawiono utwór Komedy „Crazy Girl”, w którym fenomenalne solówki zagrali na gitarach Mike Stern i jego żona Leni. Był więc ogień, było mnóstwo improwizacji, a przede wszystkim dobrej energii.