8 marca byłam jedną z tych nielicznych osób w Urban Garden, które nie znały jeszcze najnowszej płyty Sofy. Nastawiłam się na totalną spontaniczność, świetną imprezę oraz „Hardkor i Disko” w najczystszej postaci.  Myślicie, że się rozczarowałam? Ani trochę! –  od godz. 21.30 ekipa z Torunia rozśmieszała mnie poczuciem humoru, przyrządzała  na moich oczach muzyczną ucztę z najwyższej półki, a do tego wyśpiewała razem z nami najlepszą imprezę w Warszawie na Dzień Kobiet.  Wszystko to w ramach promocji trzeciego krążka grupy, wydanego 28 lutego 2012, pod wspomnianym już tytułem Hardkor i Disko.

Koncerty Sofy to szaleństwo i dzikie tańce. Nie tylko teraz, gdy zespół postanowił być szczególnie dyskotekowy i przebojowy, ale również przy dwóch poprzednich płytach. Czy to We Broke” z „DoReMiFaSoFa czy Many Stylez z pierwszej płyty o tym samym tytule radości i skokom w powietrze nie ma końca. Teraz zespół poszedł w Hardkor i Disko,  opanowując nim zarówno polskie jak i angielskie piosenki. Wszystkie nowe utwory dają mocne, klubowo-elektroniczne uderzenie, a w tekstach pojawia się abstrakcja i zabawa słowami. Sofa –  bardzo dojrzała muzycznie – śpiewa z dystansu, z nutką ironii, opowiadając o różnych ludziach. Weźmy np. pierwsze z brzegu odrobinę schizofreniczne „Egzorcyzmy Emili Roze” czy „Serpentyny i mydlane bańki”. Ten drugi utwór to kontynuacja klimatu i stylistyki „Ona Movie” . Wszędzie mamy historie, które cała sala zna na wylot i śpiewa jednym tchem, a  mimo to z muzycznego drugiego planu wiadomo, że samym bohaterom nie byłoby wcale do śmiechu. Bardzo podoba mi się to sofowe opisywanie rzeczywistości, gdzieś przez grę słowem, na około. Myślę nawet, że to już znak rozpoznawczy zespołu, który na koncertach puszcza w publiczność kolorowe, lekkie i szampańskie „Serpentyny i mydlane bańki”, a śpiewa często o ważnych sprawach.

8 marca w Urban Garden, moim absolutnym faworytem był utwór „Chłopcy”, gdzie tekst polski miesza się z angielskim, a Tomek Organek śpiewa o chłopcach hardcorowcach i dziewczynach, które ich prowokują wkładając zbyt krótkie sukienki. Numerem dwa jest oczywiście tytułowy „Hardkor i Disko”, bo wtedy klubowa publiczność przestaje kontrolować ruchy i ogarnia ją szał. W warszawskim klubie nie zabrakło też kilku utworów z płyty „DoReMiFaSoFa”, np. pięknej ballady „Would U?”, którą zachwyciła mnie Kasia Kurzawska, będąca bez wątpienia w świetnej kondycji wokalnej. Byłam również pod wrażeniem coverów „Feel Good” Gorillaz oraz „Galvanize” The Chemical Brothers.

Każdy z członków Sofy jest bezapelacyjnym towarem eksportowym. Zawsze gdy idę na koncert skupiam swoją uwagę na kimś innym, bo zespół składa się z totalnych indywidualności. Wczoraj zachwycałam się S.T.U.B.em i miałam ochotę, żeby właśnie Q-tip lub Jay-Z zapukał do drzwi i to zobaczył. Totalne „Hardkor i Disko”! – tylko, że wcale nie chciało się stamtąd uciekać!