Na swoim najnowszym albumie „Confines”, wydanym 23 maja 2025 roku przez Heavenly Recordings, Pan Amsterdam (czyli Leron Thomas) udowadnia, że granice gatunków istnieją tylko po to, by można je było przekroczyć. To dwanaście utworów, w których jazz spotyka hip-hop, lo-fi, funk, spoken word i nieokiełznaną improwizację.

Już pierwsze minuty płyty pokazują, że Pan Amsterdam wciąż jest artystą wymykającym się definicjom. Brzmienie jest tu surowe, ale eleganckie; nowoczesne, a zarazem pełne retro-charakteru. Syntezatory mieszają się z żywą trąbką, rytm zderza się z free-jazzową przestrzenią, a wokal balansuje między melodeklamacją a półśpiewem. „Confines” brzmi momentami jak nocny jam w klubie, który przerodził się w filozoficzny monolog o absurdzie współczesności.


Jednym z najmocniejszych punktów płyty jest „NYC Town” – pulsujący hymn miejskiego życia, gdzie Pan Amsterdam obserwuje codzienność Nowego Jorku z ironią i czułością. Utwór „Plus One”, z gościnnym udziałem Iggy’ego Popa, to z kolei przewrotna opowieść o ego, sławie i samotności w tłumie. A tytułowy „Confines” stanowi centrum całej konstrukcji – dźwiękowy labirynt, w którym artysta swobodnie przeplata wątki muzyczne i poetyckie, tworząc coś na kształt improwizowanego manifestu wolności.

Leron Thomas nigdy nie był typowym wokalistą ani typowym trębaczem – i właśnie w tej niejednoznaczności tkwi jego siła. Teksty pełne są autoironii, inteligentnych obserwacji i drobnych absurdów dnia codziennego. Zamiast prostych refrenów dostajemy narrację, która płynie jak myśl – czasem lekka, czasem gorzka, zawsze szczera.

Nie da się jednak ukryć, że „Confines” nie jest albumem łatwym. To nie muzyka tła – raczej opowieść, która wymaga skupienia i otwartości. Niektóre utwory bardziej przypominają szkice niż pełne kompozycje, a stylistyczne skoki mogą chwilami dezorientować. Ale to właśnie ten chaos jest częścią uroku Pan Amsterdam – artysty, który konsekwentnie odmawia dopasowania się do oczekiwań.

W rezultacie otrzymujemy płytę, która brzmi świeżo, ryzykownie i osobliwie. „Confines” to album o przekraczaniu granic – nie tylko muzycznych, ale i mentalnych. To propozycja dla tych, którzy w dźwiękach szukają myśli, w rytmie – rozmowy, a w jazzie – wolności.

Ocena płyty: