„Nigdy nie mieliśmy akademickiego podejścia do jazzu – większość z nas dorastała grając w zespołach DIY – więc to surowość, energia i absolutna wolność tej muzyki przemówiły do nas w pierwszej kolejności” – mówi perkusista High Pulp Bobby Granfel.

„Kiedy połączysz nas wszystkich razem, nasze brzmienie jest nie tyle fuzją, co syntezą” – dodaje Granfelt. „Jest tu wiele różnych osobowości pochodzących z różnych miejsc, a my wykorzystujemy to wszystko jako paliwo do stworzenia czegoś, co jest całkowicie nasze”.

Jest coś wyzywającego, coś całkowicie wyzwalającego w niezwykłym debiucie wydanym przez ANTI Records zatytułowanym „Pursuit of Ends”. Czerpiąc z punk rocka, shoegaze’u, hip-hopu i muzyki elektronicznej, eksperymentalny jazz zespołu jest jednocześnie vintage’owy i futurystyczny, nawiązujący do wszystkiego, od Milesa Davisa i Duke’a Ellingtona po Aphex Twina i My Bloody Valentine. Utwory balansują pomiędzy drobiazgową kompozycją a spontanicznością, a występy są wręcz wirtuozerskie, napędzane przez surowe, ekstatyczne przebiegi waltorni, które omijają gęste linie basu i oszałamiającą perkusję. Choć kolektyw z Seattle skupia się wokół sześcioosobowej grupy, na płycie korzysta również z szerokiej sieci współpracowników, ściągając do współpracy gości specjalnych, takich jak gwiazda saksofonu Jaleel Shaw (Roy Haynes, Mingus Big Band), harfistka Brandee Younger (Ravi Coltrane, The Roots), nominowany do nagrody GRAMMY trębacz Theo Coker i klawiszowiec Jacob Mann (Rufus Wainwright, Louis Cole), którzy pomagają rozszerzyć granice ich i tak już rozległego dźwiękowego wszechświata. Rezultatem jest bujna, filmowa kolekcja, która jest równie nieprzewidywalna, co wciągająca – porywający instrumentalny album, który potrafi przemówić do teraźniejszości bez wypowiadania ani jednego słowa. 

„W tych utworach staraliśmy się uchwycić, jak to jest istnieć pośród tego całego chaosu i zamieszania, które się wokół nas rozwija” – mówi Granfelt. „Muzyka była naszym lekarstwem”.

W ciągu ostatnich kilku lat muzyka była dla High Pulp czymś więcej niż tylko lekarstwem, była także źródłem wspólnoty. Zespół narodził się z luźnych, cotygodniowych jam session organizowanych w historycznym Royal Room w Seattle. W składzie znaleźli się: klawiszowiec Antoine Martel, szalony naukowiec ze ścianą syntezatorów modularnych i zamiłowaniem do partytur filmowych i abstrakcyjnych pejzaży dźwiękowych; klawiszowiec Rob Homan, którego wrodzona zdolność do przetwarzania, dekonstrukcji i ponownego składania materiału w locie graniczy z cudem; basista Scott Rixon, nawrócony ze świata metalu i hardcore’u, z nieskazitelną wrażliwością popową i bezinteresowną zdolnością służenia utworowi; saksofonista tenorowy Victory Ngyuen, akolita Pharoah Sandersa, mający ucho do porywających solówek najwyższej jakości; saksofonista altowy Andrew Morrill, którego śmiałe tony i nieustraszona wrażliwość harmoniczna przyniosły mu reputację pchającego starą szkołę w XXI wiek; i wreszcie Granfelt, którego perkusja inspirowana hip-hopem i bebopem stała się fundamentem całego projekt.

Album można zakupić, tutaj.