Przejdę od razu do rzeczy… Na koncert Rity Ora czekałem pięć lat temu, miała zagrać podczas OWF 2014. Niestety, z przyczyn „osobistych” nie przyjechała do Polski. Minęło 5 lat i zawitała do nas.

Przed wczorajszym występem obejrzałem kilka relacji na YouTubie żeby mniej więcej wiedzieć czego się spodziewać. Było poprawnie. Niestety nic więcej. Tak jak podczas koncertu na Orange. Media zachwycają się nową płytą, tym że Rita jest „feniksem popu”. Serio? Ja tego niestety nie czuje. Największe wrażenie podczas jej występu zrobiły na mnie dziewczyny w chórkach, i to im się należą największe brawa.

Ale nie zrozumcie mnie źle. Nie mówię, że koncert był zły. Był poprawny… Jednak jak na taką gwiazdę, z takim zapleczem tancerzy i innych scenograficznych dodatków to za mało abym mógł się zachwycić. Może Wy mieliście inne odczucia, i fajnie… o to chodzi w muzyce.


Solange… ahhh Solange. Kocham Cię od zawsze, i nie wiem co musiałoby się stać aby to się zmieniło. Był to jej drugi koncert w Polsce, pierwszy odbył się podczas Open’era 2017. Ci co widzieli pierwszy, i wczorajszy, na pewno zgodzą się ze mną – Solange ewaluowała. Wokalnie było bardzo dobrze, tanecznie również, o strojach, show i scenografii nie wspominając. Wszystko na grube 6. Usłyszeliśmy utwory z najnowszej płyty, poprzedniej, jak i największy hit artystki – „Losing You”. Oby szybko wróciła z kolejnym koncertem.


Największym odkryciem pierwszego dnia OWF był koncert SG Lewisa. Jeśli lubicie Disclosure, to jego muzyka na pewno Wam się spodoba. SG Lewis to według prasy jeden z najciekawszych brytyjskich producentów, kompozytorów i dj’ów eksplorujących przestrzeń między sceną alternatywną a kulturą klubową. W 2018 roku wydał aż trzy albumy, które razem stworzyły trylogię poświęconą fazom nocy – „Dusk”, „Dark” i „Dawn”. Pierwsza z nich ukazała się w kwietniu i jest to zarazem płytowy debiut Londyńczyka, który kontraktem związał się z wytwórnią PMR – tą samą dla której nagrywają uwielbiani w Polsce Disclosure i Jessie Ware. Jeśli nie słyszeliście o nim, zapoznajcie się – warto!


Ostatnim koncertem, na który wybraliśmy się pierwszego dnia to Bitamina. Od dawna grupa nazywana jest fenomenem polskiej muzyki. W ogóle mnie to nie dziwi. Nie spotkałem się jeszcze z ich niewyprzedanym koncertem, a namiot podczas OWF był pełen! Publika, która przyszła ich posłuchać w 90% nie była przypadkowa. Doskonale znają grupę i utwory przez co wokalista na scenie był zupełnie zbędny.