To miał być jeden z najważniejszych koncertów tegorocznej wiosny.

Wieczór rozpoczął set Culture Revolution. Projekt założony przez saksofonistę Sylwestra Ostrowskiego i trębacza Keyona Harrolda ma już na koncie jedną płytę – wydaną w ubiegłym roku „When You Are Here”. Na albumie pojawili się także m.in. Paulina Przybysz, Aga Czyż, Abel, Jermaine Holmes, czy Pharoahe Monch. I właśnie materiał z tego krążka był podstawą setu grupy. Począwszy od „Revolution”, czyli pomysłu na bazie „Etuidy Rewolucyjnej” Chopina, przez pięknie płynący „When You Are Here”, w którym dołączyła Paulina. Zaś w „Lyric” skład na scenie wzmocnił raper Pharoahe Monch (który chwilę wcześniej brawurowo wykonał swój klasyczny numer „Simon Says”). Po kolejnej zmianie przy mikrofonie Jermaine Holmes przepięknie zaintonował „Wayfaring Traveller”, w którym popłynęli z Pauliną. To była bardzo porządna rozgrzewka przed główną częścią wieczoru.


Po kilkuminutowej przerwie za klawiszami zasiadł R.C. Williams – wieloletni współpracownik Badu. Dołączają także The Baduist, czyli chórzyści LaLa Johnson, Durand Bernarr i Terron Austin. W tle słychać dźwięki „Caint Use My Phone (Suite)” i chwilę później wchodzi ona – Królowa neo-soulu Erykah Badu, jak zwykle w zaskakującej kreacji.

Tym razem postawiła na gruby brązowy płaszcz, złotą błyszczącą perukę i biały kapelusz z ogromnym rondem, który zrobiony był chyba z bloku technicznego, by w miarę upływu czasu zostać w czarnym dresie. Kiedy jednak zaczyna śpiewać „Hello”, z tekstem „Hello It’s Me” Todda Rundgrena, okazuje się, że nic się nie zmieniło. Jej głos nadal brzmi potężnie, czysto i po prostu pięknie. Całość rozkręca się na dobre od bujającego „Out My Mind, Just in Time” i pulsującego „I Want You”.

Erykah od pierwszych chwil łapie świetny kontakt z publicznością, a ta reaguje na każdy jej gest i słowo. Piękna atmosfera robi się w „On & On”, które płynnie przechodzi w „… & On”. Zaskakująco wypada natomiast przyjemna i ciepła wersja „Love Of My Life”. Kapitalnie wybrzmiewa punktujące „Time’s A Wastin'”. Zaś przy „Appletree” publiczność pląsa przy znanym rytmicznym podkładzie. Kolejnym zaskoczeniem jest „The Healer”, w którym ponownie tego wieczoru na scenie pojawił się Pharoahe Monch.

Zmysłowy „Kiss Me On My Neck” płynnie przenika w „Window Seat”, a koncert sięga apogeum przy „Tyrone” – wyczekiwanym przez wielu, jednym z największych przebojów artystki. Szkoda, że Erykah zaśpiewała tylko jedną zwrotkę, choć wynagrodziła to poniekąd rozciągniętą częścią finałową tego utworu, drocząc się przy tym nieco z publiką. Jeszcze jedno zaskoczenie przynosi wykonanie „Think Twice”, do którego na solo na trąbce wyszedł do przodu Keyon (w oryginalnym nagraniu tę partię zagrał nieodżałowany Roy Hargrove). Set główny zamknęła świetna wersja „Bag Lady”. Na bis z kolei artystka wraz z zespołem uraczyli nas wspaniałą wersją „Green Eyes” oraz solidnym „Danger”.

To był koncert, na który większość widowni zgromadzona tego wieczoru w Netto Arenie oczekiwała od lat.

Królowa neo-soulu dowiodła, że bezapelacyjnie zasługuje na ten tytuł. Wiek jej nie straszny, liczy się to, co oddaje jej publiczność, a ta po tak fenomenalnym koncercie nie ma prawa narzekać.