Ósmy album magnetyzującej i charyzmatycznej Madeleine Peyroux został napisany w czasie kampani wyborów prezydenckich 2016 roku. Muzyka naszpikowana jest czarnym humorem, sarkazmem, ale także refleksją i współczuciem. Opowiada zarówno o problemach w społeczeństwie, jak i o osobistym stosunku do politycznej sytuacji w Ameryce.

On my own” emocjonalnie i dobitnie rozpoczyna tę muzyczną wędrówkę. Przez odrobinę trywializujące „Down on me” dochodzimy do „Party time”, historii Sally i Boba pośród wszechogarniającej, kolorowej kampanii i plakatów politycznych. „It’s Party Time! Let’s get together – Hearty Party Time!” – słychać w refrenie. Doskonała puenta! Widać, że patriotyzm buzuje we krwi artystki jak cichy, acz rwący strumyk. Tytułowy „Anthem” wyłania się z kolei niczym prawdziwy poemat. Dotyka muzyczną delikatnością, ale co najważniejsze zmusza do refleksji swoją dosadnością słów.

„We asked for signs the signs were sent
The birth betrayed, the marriage spent
Yeah the widowhood of every government
Signs for all to see”

Bardzo mnie cieszy, że poza tym całym patriotyczno – politycznym wydźwiękiem jaki przesyła ten album, jest on przepięknie skomponowany i dopieszczony muzycznie. Madeleine nieustannie kreuje akustyczny, melodyjny jazz ubrany w gru by bluesowy płaszcz. Charakterystyczna dla niej melorecytowana wokalna, nie bez powodu porównywana jest do Leonarda Cohena. Jest ona jednak mniej mroczna, a dużo bardziej radosna. Jestem fanem Peyroux, bo niezależnie od pory dnia i sezonu pogodowego, ona sprawdza się zawsze w punkt. Uniwersalna, ale dla tych co cenią sobie jakość i prestiż.

Producentem jest Larry Klein, a współtwórcami jak i muzykami najnowszego materiału są Patrick Warren, Brian MacLeod oraz David Baerwald, o którym sama piosenkarka wypowiada się tak:

„David jest głównym autorem tekstów kryjących się za całą tą płytą. Jeśli te oryginalne utwory staną w równych szeregach z takimi legendami jak Leonard Cohen i Paul Eluard, to właśnie dzięki niemu. Jestem bardzo wdzięczna za śpiewanie tekstów stworzonych przez Davida i zamierzam je wykonywać na koncertach przez wiele wiele lat”

Myślę, że także przez wiele lat melomani na całym świecie słuchać będą tego albumu, bo piątka wspomnianych artystów stworzyła ponadczasową płytę, która zawsze będzie aktualna. Tak długo jak istnieją różnice społeczno-polityczne, tak długo ten album będzie nosił swoje wartości. Dodatkowo utwór „The ghost of tomorrow” jest idealnym przykładem, że dziedzictwo Elli Fitzgerald i Louisa Armstronga ciągle inspiruje i pobudza do tworzenia równie pięknych piosenek.

„Anthem” Madeleine Peyroux utrzymany jest w klimacie poprzednich albumów. Wszystko brzmi tu znajomo i podobnie, a jednak jest tak pięknie i wrażliwie, że ja czuję się jakbym odkrywał muzykę tej artystki pierwszy raz. Pomysłu nie mam, by wyjaśnić jak ona to robi. Naprawdę nie wiem. Jakąś dekadę temu skradła moje serce i nieustannie trzyma je w swoich muzycznych dłoniach sprawiając, że bije ono szybciej.

Ocena płyty: