Maja Kleszcz & IncarNations trzecim albumem „Romantyczność” w pełni ugruntowują swoją pozycję na polskim rynku muzycznym jako gwaranta dobrej jakości. Jakość tę określić można minimum za pomocą trzech kryteriów.

Po pierwsze pełnowartościowe teksty. W ostatnich latach, rzadko kiedy napotkać można na mądre przesłania w piosenkach. Dlatego, jeśli ktoś spragniony jest logicznych tekstów, dających do myślenia to z pewnością odnajdzie je na albumie „Romantyczność”. Słowa do piosenek napisali: Wojciech Krzak (który odpowiadał również za teksty na wcześniejszych albumach zespołu), Bogdana Lebla, Adama Mickiewicza i Agaty Dudy-Gracz. Zgodnie z tytułem po przesłuchaniu płyty dowiedzieć się można o różnych odcieniach niejednoznacznej romantyczności m.in.: łagodnej, pełnej oddania, jak w „Mej Miłości Oddam”, „Zanim Zgasną Światła” i w końcu …rubasznej, mowa o piosence „A Może Miałby Pan Ochotę?” – przaśny tekst i brudne, jazzowe brzmienia twarzą niesamowitą mieszankę, która zachwyca poziomem i smakiem, w jaki sposób można opowiedzieć o pożądaniu i seksie.

Po drugie bezpretensjonalne brzmienia. Muzykę Mai Kleszcz & IncarNations trudno sklasyfikować, zresztą według mnie nie ma takiej potrzeby, bo każda próba zaszufladkowania może być nie tylko ograniczeniem, ale i czasem krzywdząca. Mimo tego nasuwają się zwroty, choć częściowo, określające ich muzykę: dobra, z klasą, solidna. Brzmienia zakorzenione są w większości w korzennym bluesie i folku. Nie brak także jazzowych i swingowych inspiracji.

Po trzecie nieprzeciętny głos Mai Kleszcz. Sposób jej śpiewania charakteryzuje m.in. pełen ekspresji głęboki tembr głosu i specyficzna lekkość frazowania. Stąd też wokal artystki zdecydowanie wybija się na prowadzenie. Mimo tego, nie przyćmiewa jednak wspaniałych, wyżej opisanych, dźwięków.

Powyższe świadczy o sile i wysokim poziomie albumu, dlatego z pełną odpowiedzialnością polecam.

Ocena płyty: