W erze komputerów, szybkiego trybu życia i żądzy pieniądza wielu zapomina o złapaniu oddechu, spojrzeniu na wszystko z dystansu oraz o wierze w lepsze jutro. O tym wszystkim przypomina słuchaczom Benjamin Clementine swoją debiutancką płytą długogrającą zatytułowaną „At Least for Now„.

benjamin clementine

Na krążku znalazło się łącznie jedenaście lirycznych kompozycji nagranych w bardzo kameralny, skromny sposób. Część z nich jest kompletnie nieznana słuchaczom, a inne pojawiły się już na dwóch EPkach wokalisty: „Cornerstone” z 2013 i „Glorious You” z 2014 roku. Jak sam podkreśla, inspiracją do napisania samego albumu okazały się jego trudne doświadczenia życiowe i przeprowadzka z Londynu do Paryża, gdzie prowadził życie bezdomnego. W każdym z numerów emocjonalnie łamiący się głos Clementine’a w połączeniu z brzmieniem fortepianu tworzy wzruszającą całość.

Słychać to już w pierwszych utworach – „Winston Churchil’s Boy” czy „Then I Heard a Bachelor’s Cry„, które oprócz niezwykle poruszającej linii melodycznej zawierają także piękną warstwę liryczną. A ta broni się na całym albumie. Teksty takich numerów, jak „Cornerstone„, „Quiver a Little” czy singla „Nemesis” podnoszą na duchu, motywują do działania i pokonywania swoich słabości.

Jak przyznał w rozmowie z JazzSoul.pl sam Clementine, głównym przekazem mającym płynąć ze wszystkich utworów zawartych na płycie jest nadzieja.

Życie jest trudne (…). Przestaliśmy być istotami ludzkimi, nie potrafimy docenić tego, że ktoś daje nam to, czego potrzebujemy. Ludzie są słabi (…). Ja także taki byłem. Teraz jestem trochę silniejszy, ale nadal jestem słaby.

Największą siłą artysty jest jednak to, że z tej słabości wyłuskał moc, którą podzielił między wszystkie kompozycje zawarte na krążku, co w efekcie dało niesamowicie elektryzującą mieszankę. Z jednej strony otrzymaliśmy spokojne, wyciskające łzy z oczu utwory takie, jak „The People and I„, „Cornerstone” czy „St-Clementine-On-Tea-And-Croissants” nagrane przy bardzo skromnym tle instrumentalnym, aby z drugiej skontrastować je z bardziej dynamicznymi, motywacyjnymi „Nemesis„, „Condolence” czy „Adios” z piękną partią skrzypiec na drugim planie.

Istotnym elementem całego wydawnictwa jest również okładka. Jak tłumaczył Clementine:

Widać na niej chłopaka ściskającego w dłoni połówkę jabłka. Teraz, jeżeli Ci powiem, że ten chłopak trzyma drugą część tego jabłka w drugiej ręce to uwierzysz mi? Czy po prostu uznasz, że wierzysz tylko w to, co widzisz? Ja wierzę w to, że czasem wystarczy tylko usłyszeć, aby to poczuć i w to uwierzyć. (…) To mój świat i wszystko, co będzie na mnie wpływało – przynajmniej na razie. Zanim zacząłem myśleć o życiu po śmierci, Niebie i całej reszcie, musiałem polegać na tym jabłku, moim świecie, świecie, w którym nie zawsze jest łatwo. Istotne są też kolory wykorzystane na okładce: (…) niebieskie tło symbolizuje Paryż, a czerwone drzwi – Anglię.

Całość pięknie podsumowuje ostatni numer z płyty, „Gone„, który okazał się ulubionym utworem samego Clementine’a. Pełen emocji kawałek wzbogacony o piękny tekst oraz ozdobiony charakterystycznym, ciepłym głosem Benjamina stworzył bardzo emocjonalną całość. I taki jest cały album „At Least for Now”. Teraz pozostaje nam jedynie czekać na drugą płytę artysty, która – jak przyznał sam Clementine – powoli powstaje.