Chociaż Abel Tesfaye aka The Weeknd karierę zaczął dopiero w 2010 roku, wydał już trzy mixtape’y, a także zdobył uznanie milionów słuchaczy na całym świecie, dzięki czemu wyrobił sobie markę. 10 września ukaże się jego debiutancki album studyjny – „Kiss Land”, wyprodukowany przez takie osobistości, jak DannyBoyStyles, Jason „DaHeala” Quenneville czy Silkky Johnson. Przepełniony brzmieniami alternatywnego R&B krążek, od razu przypadł mi do gustu.

Jak mówił sam artysta:

Kiedy myślę o „Kiss Land”, myślę o przerażającym miejscu. Miejscu, w którym nigdy nie byłem, i które jest mi obce. (…) „Kiss Land” przypomina horror.

Słuchając materiału zawartego na płycie ostatnią rzeczą, jaka przyszła mi do głowy, była katastrofa, czy też wspomniany horror. Na pewno dużym atutem albumu jest jego tajemniczość. „Professional”, pierwszy utwór z płyty, wprowadza słuchacza od samego początku w trance’ową, hipnotyzującą atmosferę. Bardzo dobry wokal, w którym słychać czasami inspiracje Michaelem Jacksonem, został odziany w alternatywne dźwięki oraz ciekawy klimat. „Króla Popu” usłyszeć można także w „Wanderlust”, który jest jedną z najbardziej radiowych propozycji płyty – nic dziwnego, w końcu nad utworem pracował popularny ostatnio w rozgłośniach Pharrell Williams.

Zaletą albumu jest świetny dobór singli. Zarówno „Live For” nagrany z gościnnym udziałem Drake’a (który dodał szczypty rapu do całości), czy niezwykle dynamiczny „Belong to the World” przepełniony elektroniką, świetnie oddały to, co znaleźć można na płycie – niebanalne teksty (m.in. o zakochaniu się w nieodpowiedniej osobie, o czym opowiada „Belong…”), oryginalne brzmienia alternatywnego R&B oraz ciepły głos The Weeknd. Trzeci z singli, tytułowy „Kiss Land” również okazał się wartą uwagi propozycją, jednak jego dość jednoznaczny momentami tekst może być irytujący.

Jak na każdej płycie, na „Kiss Land” znalazły się także utwory, które zepsuły pozytywny odbiór. Poza irytującym tekstem w tytułowym singlu, najsłabszym ogniwem albumu okazały się „Adaptation” czy „Love in the Sky”. Oba zapowiadały się na spokojne, trance’owe kompozycje, które jednak przez ponad cztery minuty niczym mnie nie zainteresowały. Co innego można powiedzieć o „Pretty”, którego największą zaletą były dodatki w postaci szeptów, chórków oraz francuskojęzycznego outro.

Debiutancka płyta The Weeknda z pewnością zostanie pozytywnie odebrana przez krytyków. Jej największym plusem jest ciekawa barwa głosu Abela Tesfaye’a, interesujące rozwiązania muzyczne oraz niezwykle hipnotyzująca atmosfera, którą tworzą wszystkie utwory. Nie obyło się bez słabszych punktów, takich jak „Adaptation” czy „Love in the Sky”, patrząc jednak na wszystkie dziesięć propozycji, a także na utwory zawarte w mixtape’ach, nietrudno się domyślić, że o The Weekndzie usłyszymy jeszcze nie raz.