Przez chwilę była dla mnie tylko dziewczyną od Kinder Bueno. Potem stała się Belgijką, która nagrała dobrą płytę, a wczoraj totalnie zauroczyła mnie swoją naturalnością i dziewczęcym wdziękiem. Skromna i delikatna, przeżywająca z zamkniętymi oczami każdą piosenkę, ale jednocześnie wytwarzająca kulę ciepłej energii rzuconej do publiczności. Oto ona – 23-letnia Selah Sue, która 7 marca została owacyjnie powitana w Stodole.

Zaskoczyliśmy ją znajomością tekstów i gorącym przyjęciem. A artystka tylko radośnie mrużyła oczy podczas uśmiechu i podskakiwała przy bardziej energetycznych partiach.  Pomiędzy Selah Sue, a publicznością iskrzyło. Szczególnie gdy wykonywała wszystkim znane utwory z debiutanckiej płyty: „This World”, „Raggamuffin”, „Fyah Fyah” czy „Crazy Vibes”. Wtedy udowadniała jaki ma talent i charyzmę, a my z kolei pokazywaliśmy jej, jak  bardzo się nam to podoba. Mnie osobiście wzruszyły piosenki „Summertime” oraz „Mommy”, bo w lirycznej odsłonie artystka nabierała rumieńców i pokazywała wielką wrażliwość. Fajna i skromna dziewczyna z sąsiedztwa, chciałoby się powiedzieć. Z chęcią pogadałbym z nią o chłopakach i pożyczyła ciuchy na imprezę. Nie dziwne więc, że 1,5 godzinny koncert zakończył się bisem.

Nie dziwne jest też to, ze sam Prince zaprosił ją do supportu własnego koncertu w Antwerpii. Świat widzi w niej z kolei następczynię Lauryn Hill (zresztą  utwór „Black Part Love” Selah miała okazję wykonać 7 marca)i Erykah Badu, a porównuje z Duffy lub Amy Winehouse. Ja myślę jednak, że połączenie jej naturalności z soulem, emocją , Jamajką, rockiem, a nawet i hip-hopem jest jedyne w swoim rodzaju. I wciąż ulega zmianom. Na sam koniec, przed zaśpiewaniem „Choke” z repertuaru Addicted Kru Sound artystka zapowiedziała: Nie wiem, czy lubicie dubstep i trochę elektroniki, ale teraz zaprezentuję wam coś nowego, myślę, że wam się spodoba! Spodobało się – i to bardzo! Czekamy na więcej, Selah!