Na dniach ukaże się kolejny krążek w dorobku amerykańskiego zespołu folkowo-jazzowego – Beirut. Wydawnictwo swoją premierę zapowiedzianą ma na 29 sierpnia, płyta zatytułowana została „The Rip Tide”. Podejrzewam, że wielu z Was zastanawia się dlaczego, akurat o tym zespole piszemy. Odpowiedź jest prosta, każda muzyka jest ważna, każda niesie ze sobą jakiś przekaz, podobnie jest z Beirutem.

Najnowszy krążek będzie czwartym w karierze zespołu, od wydania „March of The Zapotec” minęło blisko 2 lata. Zespół w tym czasie wrócił do korzeni, do muzyki, którą znamy z pierwszego krążka „The Gulag Orkaster”. Bałkańskie rytmy, fascynacja wokalisty muzyką europejską jest bardzo odczuwalna, jednakże nie jest to folk w najczystszej postaci. Każda płyta Beirutu jest żywa, emocjonalna, ekspresywna, a głos wokalisty Zacka Condona jest często hipnotyzujący. Wyraża największe emocje drzemiące w człowieku. Czy musimy się wsłuchiwać, w momencie, kiedy mamy styczność pierwszy raz z Beirutem. Wydaje mi się, że nie, od razu jesteśmy w stanie stwierdzić podoba mi się, nie podoba mi się. Fascynacja zespołem jest jednokierunkowa, na tak lub na nie. Jest to muzyka, która śmiało mogłaby być tłem, jak nie motywem przewodnim filmów Emira Kustiricy. Sam Bregović z swoim słynnym „Kalasznikovem” mógłby oddać hołd grupie Zaca Condona. Tym samym jaka jest ich najnowsza płyta? Dobra, rewelacyjna, a może szkoda zaprzątać nią sobie głowę. Dla mnie najlepiej na początek posłuchać pierwszej płyty Beirut, a na niej zwrócić uwagę na tytułowy „The Gulag Orkaster”,  oraz „Brandenburg”, „Bratislava”. Drugi longplay najlepiej ocenić sami. Dla mnie nie jest tak rewelacyjny, jak pierwsza płyta zespołu, jednakże jest bardzo dobra zarówno muzycznie jak i emocjonalnie pozostawia nam wielkie pole do namysłu. Ja zwróciłem uwagę na 3 piosenki z tej płyty: „Nantes”, tytułowy „The Flying Club Cup” oraz „Un Dernier Verre (Pour La Route)”. Tak można się zachwycać dwiema płytami zespołu. 3 krążek, który jest EPką z 2009 roku pozostawia dużo do życzenia. Nie każdy, nawet największy fan zespołu jest w stanie przez niego przebrnąć. Czemu się tak stało? Czemu taki spadek formy?, zawsze można spekulować, tworzyć ideologię, historię, które nie zawsze są prawdziwe. Mnie osobiście płyta „March of The Zapotec” zawiodła, ale nie w całośći, jeden utwór godny naszej uwagi „My Wife”.