“Poruszam się teraz po jeszcze innym obszarze związanym z muzyką…” – wywiad z Sampha

Sampha przeszedł długą drogę od pierwszych produkcji w swojej sypialni, aż po współpracę z Drakem, czy Solange. Właśnie ukazał się jego długogrający debiut Process, a już 19 marca artysta ponownie wystąpi w Polsce w ramach festiwalu World Wide Warsaw. Nam udało się porozmawiać z nim o procesie twórczym od nieco innej strony…

“Process” jest bardziej atmosferycznym, delikatnym, wręcz kruchym dziełem w stosunku do Twoich poprzednich nagrań. Wiem, że pracowałeś nad tą płytą od 2014 i zastanawiam się, czy właśnie ta delikatność tego materiału była zakładana odgórnie, czy wyniknęła z procesu twórczego?

To wynikło naturalnie, natomiast ogromny wpływ na taką formę tych utworów miały teksty do nich. Miałem problem z wyrażeniem tego, co we mnie siedzi i rzeczywiście zajęło mi kilka lat znalezienie odpowiedniego sposobu do przekazania takich myśli. Uznałem, że taka delikatna, a nawet intymna forma będzie najlepsza, by najlepiej objawiła moją wrażliwość.

Płytę nagrywałeś w ośmiu studiach.  Czemu aż w tylu?

To w dużej mierze była kwestia logistyczna związana z moim miejscem zamieszkania. Poruszałem się po obszarze wschodniego i zachodniego Londynu, więc wszystkie te studia znajdowały się w pobliżu, a nie były drogie. Poza tym dobrze po jakimś czasie było zmienić scenerię. Zresztą to były moje pierwsze doświadczenia studyjne, bo wcześniej realizowałem nagrania wyłącznie w mojej sypialni (śmiech).

Myślałem, że zależało Ci na znalezieniu odpowiednio brzmiącego studia, stąd te nagrania realizowałeś w kilku miejscach.

O tak, zdecydowanie to także było powodem. Nie zawsze wiedziałem czego mogę się spodziewać w danym miejscu. Na przykład w jednym studiu chciałem nagrać partie bębnów, ale okazało się, że w innym da się je zarejestrować gdzie indziej i będą brzmiały jeszcze lepiej. Podobnie było z brzmieniami fortepianu, które – jak wiesz – są dla mnie niezwykle istotne. Być może te 8 studiów to jakieś wariactwo, natomiast powiem Ci, że z perspektywy dwóch lat, które poświęciłem na sprawdzenie tych miejsc, wcale tak tego nie odbieram.

A skąd wziął się pomysł na ucinanie głosów w pogłosie, które słychać w utworach „Blood On Me” i „Under”?

Kiedy zająłem się muzyką i jej produkowaniem, zacząłem się bawić różnymi efektami, także wokalnymi. Te cięcia wyszły na pewnym etapie eksperymentowania. Bardzo mi się spodobały i naturalnie stwierdziłem że muszę je wykorzystać. Dodają pewnego odrealnienia i senności, które w połączeniu z aranżami tych utworów, wywołują ciekawy efekt. A skoro zwróciłeś na nie uwagę, to znaczy, że spełniają swoją funkcję.

Wiem, że miewasz problem z zapamiętaniem tytułów albumów artystów, których słuchasz. Przyznałeś także, że zdarzało Ci się pomijać dokonania artystów, na które zwracano Ci uwagę. Tak podobno było z Kanye Westem, z którym potem współpracowałeś. Czy to się zmieniło? Zagłębiasz się w muzykę innych artystów? 

To się nadal specjalnie nie zmieniło. Poruszam się teraz po jeszcze innym obszarze związanym z muzyką, niż kiedyś, ponieważ jestem dużo aktywniejszym twórcą. Nadal słucham mnóstwo muzyki, natomiast nie zgłębiam obsesyjnie twórczości poszczególnych artystów. Myślę, że mam tak jak większość ludzi – słucham sporo płyt, ale tylko parę z nich zostaje ze mną na dłużej. W ciągu roku potrafię wskazać ledwie kilka pozycji, które rzeczywiście poruszyły moją wyobraźnię, czy w jakiś inny sposób mnie dotknęły. A przy obecnym zalewie muzyki bardzo ciężko jest zwrócić nie tylko moją, ale także uwagę innych słuchaczy.

Współpracowałeś dotąd z wieloma artystami m.in. ze wspomnianym Kanye Westem, Solange, Drakem, czy Frankiem Oceanem. Spotkałeś się z nimi wszystkimi w studiu, czy współpraca obyła się drogą internetową?

Ze wszystkimi spotkałem się osobiście w studiu. Oczywiście niektóre rzeczy ustalaliśmy finalnie drogą internetową, ponieważ nie mieliśmy tyle czasu, by dokończyć prace w studiu. Tak było na przykład z Drakem, z którym najpierw się poznałem, złapaliśmy wspólny przelot, potem zaczęliśmy pracować razem w studiu i dokończyliśmy pracę online.

A czy zostało jeszcze coś Kid Novy w Samphie? 

Oczywiście. Zdecydowanie tak! Kid Nova tkwi we mnie cały czas. To dziwne, bo sporo ludzi teraz pyta: „Sampha? Co to za gość? Gdzie jest Kid Nova?” (śmiech). A przecież ciało jest to samo. Zmienił się tylko podpis (śmiech).

19 marca ponownie zagrasz w Warszawie. Wiem, że to trasa promująca „Process”, ale czy usłyszmy też Twoje starsze nagrania np. z „Dual”?

Tak, jak najbardziej. Zagram sporo moich starych pianistycznych popisów (śmiech). A tak serio – nie masz pojęcia, jak cieszę się na ten koncert. Kiedy występowałem w Polsce po raz pierwszy, spotkałem się z bardzo miłym przyjęciem i akceptacją. Energia zwrotna, którą otrzymałem wówczas od publiczności buzowała we mnie jeszcze kilka dni i bardzo mnie wsparła. Nigdy tego nie zapomnę i czekam z radością na ten koncert.

Dziękuję bardzo za rozmowę i do zobaczenia!