“Wybierałam piosenki, które mnie poruszają…” – wywiad z Dorotą Miśkiewicz

Do swojego nowego projektu pod nazwą „PIANO.PL” Dorota Miśkiewicz zaprosiła znakomitych muzyków. Postawiła w nim jednocześnie na nieoczywisty, a często i trudny repertuar. Koncert z tym programem odbył się 16 maja w Teatrze Muzycznym Roma, a niedawno ukazał się zapis tego wydarzenia w formie płyty audio i DVD. O kulisach jego powstania i licznych niuansach w nim zawartych Dorota Miśkiewicz opowiedziała mi osobiście.

Kiedy przeczytałem Twój wstęp w książeczce, dotyczący genezy tego projektu oraz o tym, jak dobierałaś pianistów jazzowych, podążających niejako linią Krzysztofa Komedy, czy Fryderyka Chopina, to pierwszy na myśl przyszedł mi Leszek Możdżer – grający tu zresztą. Czy możesz zdradzić, spośród ilu pianistów wybierałaś tych, którzy znaleźli się na „PIANO.PL”?

Pianistów, którzy mogliby się znaleźć w tym projekcie, a których znam, jest kilkudziesięciu. Wszyscy są wybitnymi instrumentalistami. Musiałam jednak znaleźć klucz, według którego będę wybierała. Była nim chęć zaprezentowania różnych pokoleń, a tym samym ukazania pewnej ciągłości w polskiej pianistyce jazzowej. Z jednej strony jest pokolenie najstarsze, które reprezentuje Włodzimierz Nahorny, czy Andrzej Jagodziński, a z drugiej strony to młodsze, z którego wywodzą się Dominik Wania, czy Piotr Orzechowski. No i oczywiście jest też moje pokolenie muzyków, do których zalicza się wspomniany przez Ciebie Leszek Możdżer, a także Marcin Wasilewski, czy Krzysztof Herdzin. Do tej jazzowej braci postanowiłam też dołączyć kilka mniej jazzowych akcentów, czyli Lutosławski Piano Duo, które zagrało na cztery ręce, Tomka Kałwaka pokazującego brzmienia syntezatorowe, czy Grzegorza Turnaua – tym razem w roli pianisty.

Każdy z pianistów nadał swój własny sznyt tym aranżacjom. Począwszy od Włodzimierza Nahornego, przez Marcina Wasilewskiego, aż po Bartka Wąsika. Wiem, że utwory wybierałaś samodzielnie i subiektywnie, a jak rozdzielałaś je między aranżerami? Mogli wybierać spośród Twoich typów, czy raczej zasugerowałaś konkretny utwór danemu pianiście?

Wybierałam piosenki, które mnie poruszają, które są piękne i ważne dla mnie, a przede wszystkim są polskie. Powstały w różnym okresach czasowych – najstarsza jest przedwojenna, najnowsza sprzed kilkunastu lat. Oczywiście chciałam, żeby – w mojej ocenie – poszczególne utwory pasowały do danego pianisty. Poza tym zasada była taka, że nikt z pianistów nie gra własnej kompozycji. Wyjątkami są tutaj Włodzimierz Nahorny, z którym na bis zagraliśmy „Jej Portret” oraz „Wolny Przekład z Szekspira” w wykonaniu Grzegorza Turnaua. Te utwory były zupełnie nie przećwiczone i nie przygotowane wcześniej.

Oprócz pianistów, wsparli Cię także panowie z Atom String Quartet. Jak wyglądała ich rola w tym projekcie, nie licząc „Mazurka C-Dur Op. 24 Nr.2”, którego zaaranżował Mateusz Smoczyński?

Każdy z pianistów aranżował po swojemu. Ja dawałam utwór i podawałam tonację, a pianiści aranżowali tak, jak każdy z nich czuł. W związku z tym chłopcy z Atom String Quartet dostali gotowe nuty. Podobnie zresztą było ze mną, co oznaczało, że też musiałam się dostosować do tych aranżacji, których być może nie przewidywałam. To było jednak bardzo przyjemne doświadczenie. Na przykład Michał Tokaj zadzwonił do mnie i zapytał, czy może napisać „Krótką Bajkę” w metrum nieparzystym. Okazało się, że to nie jest do końca takie łatwe.

Zastanawiam się, czy jest tu też jakiś klucz, jeśli chodzi o kolejność utworów? Bo mam wrażenie, że lwia część tego repertuaru wypada dość poważnie. Tak romantycznie-chopinowsko.

Brzmi dostojnie także dlatego, że nie ma basu, ani perkusji. I właśnie Atom String Quartet wypełniają tę przestrzeń. Typowa sekcja rytmiczna zasłoniłaby pianistów, a nie o to chodziło. W pewnym sensie to właśnie ASQ są perkusją i basem, bo poza tym, że mieli napisane nuty, to niektóre potraktowali swobodnie. Tak jest na przykład w „Rebece”, gdzie padła sugestia, by chłopcy coś “wystukali”. Tym samym nadali swój rytm. Natomiast, gdy Andrzej Jagodziński przyniósł aranż do „Nie Jest Źle”, to będąc przyzwyczajonym do pracy z muzykami klasycznymi, napisał im cały podkład pod swoją improwizację. Tymczasem oni zasugerowali, że zagrają podkład swobodny, prosząc tylko o funkcje. I na tych funkcjach „uszyli” tak swoje partie, że byli w stanie spokojnie zaakompaniować Andrzejowi.

Zaryzykuję stwierdzenie, że „PIANO.PL” to Twój najtrudniejszy projekt – wykonawczo, muzycznie i artystycznie. A czy nie miałaś wrażenia, że formuła, jaką narzuciłaś sobie w tym przedsięwzięciu nie była zbyt przytłaczająca? 

Na pewno nie jest to album, który będzie podbijał listy przebojów w różnych rozgłośniach radiowych. Do tej płyty potrzeba skupienia. To nie jest „hopsa hopsa”, tylko muzyka naprawdę głęboka. Trzeba przy niej usiąść na chwilę i dać się wciągnąć jej głębi. Nie czuję jednak, żeby to było przytłaczające. Zauważyłam, że mimo tego, że piosenki są w istocie smutne, to gdy ich słucham lub, tym bardziej – gdy je oglądam – to mam wrażenie, że jest jasność w całym koncercie. Nie wiem, na czym to polega. Może z powodu wzniosłości projektu? A może chodzi o to, że są to piękne piosenki, wspaniale zaaranżowane i zagrane.

Natomiast to, co mnie nieco zdziwiło, to forma wydawnictwa. W wersji audio nie ma pełnego programu tego koncertu, który jest na DVD. Mogliście przecież wydać dwie płyty CD i DVD, skoro koncert liczy prawie 2 godziny.

Lubię pewną kompaktowość. Zresztą nazwa nośnika to sugeruje. Dlatego zdecydowałam się na jedną płytę. Cudem udało się zmieścić na niej wszystkich pianistów, ale z kilku piosenek musiałam zrezygnować, m.in. z Chopina, z finału, z bisu… Jedne z piosenek nieobecnych na CD, dostępne są w serwisach streamingowych, inne tylko na DVD. Niektóre piosenki wymagają obrazu, bo np zawierają rozmowy, czy takie muzyczne interakcje, które bez strony wizualnej trochę nie miałyby sensu. Zresztą, niech będzie jakiś bonus z posiadania DVD! Planowana jest także limitowana liczba boxów (160 sztuk) zawierających winyle.

Są w ogóle możliwe koncerty z tym projektem?

Nawet w okrojonym składzie to ma sens. Już mamy terminy na skład złożony z trzech pianistów (żeby móc pokazać trzy różne pokolenia) i kwartetu. To wciąż dużo ludzi na scenie… Mam jednak nadzieję, że i w pełnym składzie uda nam się gdzieś jeszcze wystąpić. Będą na pewno sporadyczne koncerty, bo raczej o typowej trasie koncertowej “PIANO.PL” nie będzie w tym przypadku mowy.