“Czasem różne niepozałatwiane sprawy się kumulują…” – wywiad z Kortezem

14 i 15 października Kortez zagrał dwa koncerty w stołecznym Palladium. Spotkaliśmy się z nim, by poniekąd podsumować jego dotychczasowe dokonania, zapytać o nadchodzące koncerty i muzyczne plany na przyszłość.

Widziałem Cię w zeszłym roku na “Off-Festivalu”, gdzie w pełnym słoncu grałeś sam. Czułem się trochę, jak w westernie. Rozumiem, że od tego czasu skład się w naturalny sposób powiększył?

Tak, teraz jest nas piątka chłopaków, więc siłą rzeczy inaczej to wyglada. Na bębnach gra Marcin Ułanowski, na gitarach Lech Matecki oraz Krzysiek Domański na basie i Kuba Galiński na klawiszach. I siłą rzeczy ten materiał brzmi teraz trochę inaczej. Nie chodzi o to, by angażować 20 osób w nagrania na płycie, a potem próbować je włączyć również do grania na żywo. To nie ma sensu. Dlatego jest silna podstawa, w której gramy te utwory na koncertach, a ja mam ogromne wsparcie ze strony chłopków na scenie.

Przy “Bumerangu” korzystałeś z pomocy wielu osób. Czy to jest tak, że słuchasz propozycji innych i po prostu wybierasz te, które najbardziej Ci odpowiadają, czy jednak to Twoje pomysły są punktem wyjścia i raczej reszta się dostosowuje?

To jest tak, że jeżeli coś u mnie jest punktem wyjścia, to raczej nie dam sobie tego przegadać i odebrać. A jeżeli nie mam pomysłu, to wtedy chłonę i mogę wybierać lepszy, bądź gorszy pomysł, który mi siądzie i potem się wkurwiać, że ja na to nie wpadłem (śmiech).

A czy na przykład w przypadku tekstu Mesa do “Z Imbirem” to raczej on pisał pod Ciebie jeśli chodzi o akcentowanie, czy też sam narzucił Ci swoją formułę?

Mes napisał ten tekst dokładnie pod melodię, którą wymyśliłem. Po prostu wsadził w nią słowa. Ja piszę w zasadzie gotowe rzeczy, a teraz już jestem na takim etapie, że sam sobie to wszystko produkuję i wyłaniam. Także zawsze jest mniej więcej skończona forma, jeżeli daję coś komuś do posłuchania. I zwykle nie ma w tym tekstu, albo jest po angielsku, albo jakiś “pigeon” po finlandzku lub po norwesku (śmiech). Dopiero wtedy, jak ktoś chce się w to włączyć, to zaczyna działać. I to jest ekstra.

Na płycie słychać różne instrumenty np. banjo lub harfę. To była Twoje sugestia, czy tych, którzy na nich zagrali?

To Lechu Matecki zasugerował, że może przywieźć do studia te wszystkie instrumenty, bo to on w zasadzie na gra na wszystkich instrumentach strunowych. Gdy nagrywaliśmy tę płytę, zwiózł chyba wszystkie gitary, jakie tylko miał, po to, by sprawdzić, która będzie najlepiej “siedzieć”, jak ją nagrać i którego mikrofonu do niej użyć. W “Ludziach z lodu” rzeczywiście dograliśmy harfę. Lechu to taki mistrz, która kuma to wszystko najbardziej i zależy mu na brzmieniu. Ja nie kumam, że czasem trzeba zmienić gitarę, żeby coś zabrzmiało lepiej (śmiech). Ostatnimi czasy jednak też sam zacząłem się nad tym zastanawiać i coraz głebiej wchodzić w te tematy produkowania i nagrywania w studio. I zaczynam widzieć, że rzeczywiście czasem dana gitara może nie pasować (śmiech).

Przyznaję, że trochę zdziwił mnie garnitur na okładce płyty “Bumerang“. Jakoś w ogóle mi się z nim nie kojarzysz.

(śmiech) Chodziło o ruch. Intensywny ruch w garniturze, czyli w czymś, w czym zwykle takiego ruchu nie wykonujesz. To był pomysł Agaty Trafalskiej, autorki zdjęć. Ja rzeczywiście nie lubię chodzić w garniturach, ale załapałem ten pomysł. Natomiast bardzo lubię mundury.

Z kolei “Minialbum” brzmi już trochę inaczej, niż “Bumerang”. Czy to zapowiedź zmian, które przyjdą?

“Minialbum” powstał na życzenie i prośbę bardzo wielu osób, które po prostu chciały mieć dłuższe wersje tych piosenek. Poza tym po drodze dochodziły mi też kolejne utwory. Na przykład w momencie, gdy wyszła moja pierwsza ep-ka “Jazzboy Session”, to nie było jeszcze piosenki “Z Imbirem”. Potem doszła jeszcze chociażby “Ćma barowa”. Stąd powstał pomysł, by zebrać te wszystkie wersje i wydać je na “Minialbumie”.

A nie kusiło Cię, żeby oddać te kawałki innym i wypuścić na przykład ich remiksy?

Była taka propozycja, ale chyba nikt nie sprostał realizacji. Zależy też kto miałby się za to zabrać. Ale np. Kuba Karaś z The Dumplings zrobił remiks “Od dawna już wiem”, który puszczamy po koncertach, albo podczas podpisywania płyt. To fajna wersja bez wokalu, z samą muzyką.

A nowa płyta kiedy?

Na wiosnę, ale z dużym znakiem zapytania. Życie pisze dość dziwne historie. Czasem różne niepozałatwiane sprawy się kumulują, przychodzi kryzys, więc trzeba je na bieżąco rozwiązywać. I działać dalej. Zobaczymy jak to będzie. Materiał jednak na bieżąco powstaje, bo ostatnio praktycznie nie wychodzę ze studia.

Od 18 października w sprzedaży jest dwupłytowy album koncertowy. Można go zakupić tutaj.