“Ciągnie mnie w stronę ostrzejszych brzmień” – wywiad z Piotrem Zioła

Piotr Zioła to jeden z najbardziej obiecujących piosenkarzy ostatnich miesięcy. Po wydaniu debiutanckiego albumu pt. “Revolving Door” artysta wyrusza w jesienną trasę koncertową. Mieliśmy okazję porozmawiania z nim i zapytania o szczegóły tworzenia płyty oraz o plany zawodowe na kolejne miesiące. 

Wydałeś debiutancki album pt. „Revolving Door”. Ponoć bardzo długo go nagrywałeś. To prawda?

Gdybym miał określić czas powstawania tej płyty, to zacząłbym od pierwszego spotkania z producentem, Marcinem Borsem, bądź nawet chwilę wcześniej. Wtedy faktycznie miesiące zamieniłby się w lata. Pierwszym utworem, który wyprodukowaliśmy wspólnie, był “As I’m Meant to Be“. To był test, który obaj zdaliśmy i byliśmy gotowi do dalszego działania. Marcin zaproponował stworzenie całego albumu, jednak praca na dobre ruszyła dopiero po podpisaniu kontraktu z wytwórnią Warner Music. Piosenka, o której wspomniałem znalazła się na krążku w niemal niezmienionej formie.

Jak właściwie poznaliście się z Marcinem Borsem?

Gromadząc autorski materiał pomyślałem, że w końcu warto skonfrontować go z profesjonalistą. Tym sposobem zacząłem szukać odpowiedniego producenta, który doceni jakość starego brzmienia. Wybór wydawał się prosty. Trafiłem do Wrocławia, gdzie poznałem Marcina i jego analogową świątynię. Mieszkałem wtedy w Opolu, więc odległość między nami nie była kłopotliwa. Umówiłem się na spotkanie, przedstawiłem mu swoje pomysły i chwilę później zabraliśmy się do pracy!

Piotr Zioła: Naprawdę doceniam to, że mam kogoś, na kim mogę zawsze polegać

Dość tajemniczo mówisz o udziale w “jednym z programów rozrywkowych”. Przypomnijmy czytelnikom, że wystartowałeś w przesłuchaniach do jednej z edycji programu “X Factor”. Nie wspominasz tego epizodu dobrze?

Udział w programie uświadomił mnie, że jak najszybciej muszę zacząć pracę nad własnym dorobkiem. Kilka lat później nagrałem debiutancki album i to właśnie na nim dzisiaj chciałbym się skupić w naszej rozmowie.

Często podkreślasz, że jedną z osób, która pomagała Ci we wkroczeniu na rynek muzyczny, był Twój ojciec, gitarzysta basowy. Czego Cię nauczył?

Rodzice od samego początku bardzo mnie wspierali, zachęcali do rozwijania pasji i zaszczepili we mnie miłość do muzyki. Liczę się z ich zdaniem. Do dzisiaj w pierwszej kolejności prezentuję im szkice najnowszych piosenek. Naprawdę doceniam to, że mam kogoś, na kim mogę zawsze polegać.

W dzieciństwie też wspierali Cię muzycznie? 

Odkąd pamiętam tata rejestrował moje pierwsze popisy wokalne. Później rodzice zapisali mnie na lekcje fortepianu w szkole muzycznej. Zrezygnowałem na piątym roku nauki. Wtedy zdecydowałem się, że będę śpiewać i od tamtego czasu podążam właśnie w tym kierunku.

Po lipcowym koncercie w Warszawie, który zagrałeś w “Plażowej”, chwilę rozmawialiśmy. Przyznałeś wtedy, że chciałbyś, by Twój drugi album był bardziej rockowy. Myślałeś już o materiale na płytę?

Jest jeszcze za wcześnie, by rzucać konkretne obietnice. Rzeczywiście ciągnie mnie w stronę ostrzejszych brzmień. Rozważam dalszą współpracę z Marcinem. Mamy za sobą kilka lat doświadczeń i znamy się jak łyse konie. Jak będzie, nie jestem w stanie powiedzieć. Na pewno chciałbym nagrać tę płytę z udziałem mojego zespołu.

To spora zmiana w porównaniu z debiutanckim albumem.

Tak, na debiutanckiej płycie z obecnego składu słychać wyłącznie Marcina Ułanowskiego. Marzy mi się moment, w którym całym zespołem wejdziemy do studia i zarejestrujemy materiał w kilka dni. Zwłaszcza, jeśli miałoby to pójść w stronę rockową, to bez zespołu sobie tego nie wyobrażam.

Piotr Zioła: Chcę dać sobie możliwość poznania nowych osób

Czym się będą różniły klubowe koncerty od plenerowych?

Na pewno będą bardziej dopracowane. Koncertami plenerowymi dałem sobie możliwość większego ogrania się, nabrania doświadczenia. Chciałbym pokazać coś nowego, mam nadzieję, że mi się uda. Nie chcę jednak za dużo zdradzać, zachęcam do przyjścia (śmiech). Na warszawski koncert planuję zaprosić gości. Całą rozpiskę koncertową znajdziecie tutaj.

Do października jeszcze trochę. Co będziesz robił w międzyczasie?

Czeka mnie sporo pracy. Oprócz prób do koncertów, szykuję się także do realizacji nowego teledysku, premiery winyla, wspólnego występu na trasie Dawida Podsiadło, gościnnego występu na płycie Wojtka Mazolewskiego oraz Flirtini. Po drodze wydarzy się również kilka niespodzianek.

Nie będziesz pracował z realizatorami poprzednich teledysków?

Nie, jeśli chodzi o obraz za każdym razem współpracuję z kimś innym. Chcę dać sobie możliwość poznania nowych osób.

Poczekaj… najpierw mówisz, że nie chcesz zmieniać producenta. Przy nagrywaniu klipu już chcesz pozmieniać. Skąd wynika ta różnica?

To całkiem inna praca. Wydaję mi się, że przy realizacji klipów ryzyko jest nieco mniejsze. Przy pierwszej płycie pracowałem nie tylko z Marcinem Borsem, ale także z Jurkiem Zagórskim.

Piotr Zioła: zawsze imponowała mi szczerość i niecodzienna osobowość Amy Winehouse

Na scenie jesteś wulkanem energii, a podczas rozmowy mam wrażenie, że jesteś bardzo spokojny i powściągliwy. Scena dodaje Ci odwagi?

Nie wiem, z czego to wynika. Na scenie czuję się zdecydowanie pewniej. Robię to, co kocham. Wywiady nie przychodzą mi łatwo, nie czuję się dobrym mówcą. To obowiązek, który muszę wykonać. Najważniejsza jest dla mnie muzyka.

Praktycznie w każdym wywiadzie pytany jesteś o Amy Winehouse, swoją muzyczną idolkę. Co takiego miała Amy, że uważasz ją za tak wyjątkową?

Zawsze imponowała mi jej szczerość, lekkość, z którą wyśpiewywała kolejne słowa. W dobie przeprodukowanej muzyki pojawił się ktoś, kto zwrócił na siebie uwagę wyłącznie znakomitym głosem i niecodzienną osobowością.

Zdarzają Ci się sytuacje, że popularność przenosi się z alternatywnym scen na życie codzienne i szalone fanki zaczepiają Cię na ulicy, wyznając Ci miłość?

(śmiech) Zdarza się, że podchodzą do mnie poszczególne osoby, ale są raczej opanowane. Zazwyczaj wtedy, gdy przeżuwam coś na mieście, w kawiarniach albo restauracjach. (śmiech) To bardzo miłe i doceniam ich odwagę. Zwykle zamieniam z nimi kilka słów, choć czuję, że słowo “dziękuję” to za mało.

Dziękuję za rozmowę.