“Jestem bardzo dumna z tej płyty…” – wywiad z Idą Zalewską

Ida ukończyła Liceum Plastyczne oraz Animację Kultury na UW. Nie zdobyła pierwszych miejsc na konkursach takich jak: Złota Tarka w Iławie, Pamiętajmy o Osieckiej w Warszawie i innych. Zdobyła za to pierwsze miejsce w świetlicowym konkursie Lambady w szkole podstawowej jak również wygrała ekspres do kawy na festiwalu Malwy.

Przez kilka lat Ida śpiewała w akustycznym bluesowym trio Terraplane. Z nimi zaśpiewała na największych festiwalach bluesowych w Polsce: Rawa Blues, Olsztyńskie Noce Bluesowe, Jimiway i innych. Teraz śpiewa z własnym kwintetem, w którego skład oprócz Idy wchodzą: Kuba Płużek, Szymon Mika, Kuba Dworak i Damian Niewiński. Z nimi nagrała płytę “Storytelling”, której premiera odbyła się 18 lutego 2016r.

“Storytelling” wydała słowacka Hevhetia. Jak to się stało, że podpisałaś z nimi kontrakt?

Po nagraniu płyty “Storytelling” szukałam wydawcy. Jedno z polskich wydawnictw było zainteresowane płytą, z relacji znajomych wiedziałam jednak, że warto rozejrzeć się i wziąć pod uwagę również słowacką Hevhetię. To wydawnictwo posiada już renomę i wydali już sporo polskiego jazzu, a warunki kontraktów oferowane przez Jano Sudzinę są przyjazne artystom. Wysłałam więc nagrania do Jana i okazało się, że materiał bardzo się spodobał. Wydawca spoza Polski dał szansę dystrybucji  i zaprezentowania się zagranicznej publiczności. W sierpniu tego roku zagraliśmy na HevhetiaFest w Koszycach, na wiosnę 2017 r. szykuje się dłuższą trasa koncertowa w Czechach, więc to fajnie procentuje.

Jak długo trwały prace nad albumem?

Dość szybko udało nam się zebrać i napisać piosenki na płytę. Część materiałów musiałam odkopać, wyszperać w starych zeszytach, mailach itd. Teksty są autorstwa mojego i Joanny Majorkiewicz, niektóre z nich przeleżały w szufladzie parę ładnych lat. Musiały dojrzeć podobnie jak ja, zarówno jako kobieta i jako artystka. Przy okazji pracy nad płytą wróciłam do nich i okazało się, że pasują do koncepcji. Nad muzyką pracowałam z Kubą Płużkiem, który skomponował większość utworów i napisał piękne aranże, nie tylko do swoich utworów ale też kompozycji Jerzego Małka i Bogdana Hołowni. One również znalazły się na Storytelling. Kiedy piosenki były gotowe zaczęliśmy próby z zespołem. Do mojego duetu z Kubą dołączyli jeszcze Szymon Mika, Kuba Dworak i Damian Niewiński. Młoda, ale doświadczona i energetyczna ekipa. Ludzie, z którymi lubię nie tylko grać ale też przebywać. Granie w zespole i wspólne kombinowanie nadało ostateczny kształt utworom i całej płycie. Podsumowując, z jednej strony prace trwały dość krótko, bo kilka miesięcy, z drugiej wykorzystywaliśmy i przetwarzaliśmy częściowo materiał, który powstawał na przestrzeni kilku lat.

Album jest nagrany w języku polskim i angielskim, dlaczego nie tylko w języku polskim?

Od kiedy pamiętam słucham głównie artystów anglojęzycznych. Jazz, blues, soul to wszystko muzyka amerykańska, więc język angielski wydaje mi się w śpiewaniu naturalny i wygodny. Jednak od jakiegoś czasu coraz bardziej skłaniam się do śpiewania po polsku. To wydaje mi się trudniejsze, nie daje takiej swobody i luzu ale pozwala na większą szczerość i bardziej bezpośredni przekaz, lepsze też zrozumienie przez odbiorców. Kiedyś śpiewanie po polsku mnie krępowało, łatwiej było zaśpiewać “I love you” niż “kocham cię”, za językiem angielskim można było się schować, grać trochę kogoś innego. Teraz dążę do tego żeby opowiadać prosto i otwarcie dlatego skłaniam się do pisania i śpiewania po polsku.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z jazzem i wokalistyką?

Odkąd pamiętam chciałam zajmować się śpiewaniem ale były to marzenia z rodzaju: chcę być strażakiem albo królewną i codziennie na śniadanie jeść tort. W mojej rodzinie nie ma żadnych muzycznych tradycji więc pomysł wysłania mnie np. do szkoły muzycznej nigdy się nie pojawił. Dopiero w wieku kilkunastu lat zaczęłam uczyć się śpiewu i występować na koncertach w domu kultury itd. Na początku nikt oprócz mnie jakoś nie dostrzegał we mnie materiału na wokalistkę. Nie słyszałam co prawda tekstów w stylu “daruj sobie” ale też nikt specjalnie się moim śpiewaniem nie podniecał. Nie przytrafiła mi się żadna z historii w rodzaju “sprzedawała cebulę, odkryli ją i teraz jest gwiazdą”. Wszystko działo się stopniowo, aż w końcu nagrałam pierwszą płytę “As sung by Billie Holiday”, a później kolejną.
Im jestem starsza, im dłużej śpiewam, tym bardziej jasne jest dla mnie to, że robię to głównie dla siebie. Liczy się przede wszystkim potrzeba ekspresji i przyjemność jaką daje muzyka, również możliwość dzielenia się tymi historiami, przeżyciami i energią z publicznością jest bardzo ważna. To niesamowite i upajające uczucie kiedy na koncercie śpiewasz i czujesz ze słuchający cię ludzie rozumieją o co chodzi, są w tym z tobą. Emocje, które przekazujesz docierają, rezonują i budzą też coś w nich. Dlatego koncerty są dla mnie takie ważne, ten dialog między mną i muzykami na scenie i dialog między mną a publicznością.

Czy w pełni jesteś zadowolona z efektu końcowego jakim jest album „Storytelling”?

Tak. Jestem bardzo dumna z tej płyty i jest dla mnie bardzo ważna. Pewnie można było coś zrobić lepiej, ładniej zaśpiewać, zmienić coś w tekście itd. ale ja nie mam w sobie ciśnienia żeby to co robię było perfekcyjne. Wręcz przeciwnie, perfekcja i doskonałość kojarzą mi się z nudą, sztucznością i skrępowaniem. Chciałam żeby ta płyta była prawdziwa, żeby było tam miejsce też na przypadek i niedoskonałość a przede wszystkim chciałam żeby przekazywała i wywoływała emocje. Myślę, że to kwestia wieku, doświadczeń, dojrzałości i zaakceptowania, że nie muszę być jak Beyonce, Stevie Wonder i Tina Turner w jednym, żeby to co robię miało wartość. Dziesięć lat temu skupiałam się bardziej na gimnastyce wokalnej, na tym żeby tak wymiatać żeby ludziom opadały szczęki. Teraz zaczynam mieć poczucie, że stopniowo znajduję swój własny język w muzyce i tworzę przestrzeń, w której ta gimnastyka staje się zbędna a bardziej niż poruszanie cudzych szczęk liczy się poruszanie uczuć. Śpiewanie piosenek ze “Storytelling” wymaga ode mnie zawsze pewnej odwagi i przełamania się. Na co dzień jestem przyzwyczajona do tego żeby “trzymać fason”, być dzielną, podchodzić z dystansem do pewnych spraw a te piosenki bardzo wprost opowiadają o trudnych, smutnych, czasem zawstydzających sytuacjach i emocjach. Pozwolenie sobie na taką otwartość, wręcz ekshibicjonizm w niektórych momentach, jest trudne ale wyzwalające.

Jakie masz dalsze plany wydawnicze/koncertowe?

Na razie pracuję nad tym żeby zagrać jak najwięcej koncertów z materiałem z płyty “Storytelling”. We wrześniu planujemy realizacje klipu do kolejnego utworu “Piosenka o niemyśleniu”, cieszy mnie też wizja wiosennych koncertów w Czechach. Jeżeli chodzi o plany wydawnicze to z pewnością za jakiś czas nagram kolejną płytę ale póki co koncentruję się na obecnych wyzwaniach.

Czy na następnym albumie usłyszmy jakieś duety?

Jeżeli chodzi o duet wokalny to być może pojawi się ktoś z kim poczuję prawdziwą muzyczną chemię i wpadnę na pomysł wspólnego śpiewania ale chyba najlepiej czuję się w śpiewaniu sama. Piosenka to swego rodzaju odrębna rzeczywistość, którą tworzy się przy każdym wykonaniu i nie wiem czy umiałabym to dzielić z kimś. Lubię móc opowiedzieć historię od początku do końca.
Co innego duet z instrumentalistą. Dużo śpiewam w duecie z pianistą Kubą Płużkiem i w ogóle duet z pianinem lub z gitarą to coś co bardzo lubię. Wiele koncertów w tej chwili gramy właśnie z Kubą w duecie.

Który utwór z płyty jest Ci najbliższy i dlaczego właśnie ten?

Chyba “Piosenka o niemyśleniu”. To jest taka bardzo “moja” piosenka. Trochę z dystansem i z przymrużeniem oka ale mówi o czymś trudnym i bardzo dla mnie prawdziwym. Jak większość piosenek na płycie ta też opowiada o rozstaniu i o tym jak za wszelką cenę staramy się smutek, tęsknotę i inne dla nas niewygodne i trudne uczucia ukrywać przed samymi sobą i otoczeniem. Zamiast po prostu usiąść, przyznać, że jest nam cholernie źle, płakać czy zrobić cokolwiek co byłoby adekwatne do sytuacji, udajemy że nic takiego się nie stało, chodzimy jak trybiki w maszynie realizując plany, uśmiechamy się i wkładamy wiele trudu w osiągnięcie stanu niemyślenia. A to i tak nie działa.