Najlepsze jazzowe albumy 2014 roku

Mijający rok był bardzo bogaty w dobre płyty jazzowe. Wybraliśmy te najlepsze według nas. Przed Państwem TOP 40.

1. Marcin Wasilewski Trio / Joakim Milder „Spark Of Life”

Po prostu najlepsza. Piękne kompozycje, świetne interpretacje znanych utworów i niesłychane improwizacje. Najlepsze polskie trio gra w kwartecie. Z wyśmienitym efektem.

2. Jarrett/Hayden „Last Dance”

Żal serce ściska, że z wiadomych powodów, panowie już więcej ze sobą nie zatańczą. Ogromnie wrażliwa i dojrzała płyta. Tylko dla dorosłych.

3. Vijay Iyer „Mutations”

Pierwsza płyta Vijaya dla ECMu i nie mogło być inaczej – od razu mocny strzał. To jedna z najdziwniejszych, a zarazem najbardziej wymagających płyt roku.

4. Wacław Zimpel To Tu Orchestra „Nature Moves”

Nieskończona ilość warstw i ścieżek dźwięku podana w jednym bulgocącym kotle. Tytuł zdaje się doskonale opisywać muzykę zawartą na albumie. Jest tu coś niesłychanie pierwotnego i bliskiego natury. Co wrażliwsi ulegną hipnozie..

5. Wadada Leo Smith „The Great Lakes Suites”

To więcej niż muzyka. To filozofia. Każdy utwór na tym dwupłytowym wydawnictwie opowiada o innym wielkim jeziorze. Można więc, przy okazji zapierającej dech w piersiach podróży duchowej, uzupełnić również braki z geografii.

6. Adam Bałdych/ Yaron Herman „New Tradition”

Duet dwóch wielce utalentowanych improwizatorów. Jest tu wszystko: od brawury po kontemplację.

7. Ambrose Akinmusire „The Imagined Savior Is Far Easier To Paint”

Ambrose zgłębia kolorystykę muzyki. A my jesteśmy prości ludzie, nie wiedzieliśmy nawet, że tyle kolorów istnieje.

8. Brian Blade & the Fellowship Band „Landmarks”

Wspaniałe brzmienie i przestrzeń. W jednym dźwięku zdaje się kumulować cała historia jazzu.

9. Dave Holland and Kenny Barron „Art of Conversation”

Gdyby wszyscy potrafili rozmawiać ze sobą tak jak to robi Kenny z Davem, rychło rozwiązalibyśmy problem pokoju na świecie.

10. Kroke “Ten”

Może gdyby ta płyta nie nazywała się „Ten” znalazłaby się na innym miejscu w tym zestawieniu. Płyta światowego formatu, szkoda że zespół wciąż w Polsce niedoceniany.

11. Tyshawn Sorey „Alloy”

Nieprawdopodobna dynamika, umiejętność grania czasem i przestrzenią to największe atuty zespołów Tyshawna Soreya. Amerykański perkusista nie zawodzi i tym razem dostarczając swoim fanom doskonały materiał.

12. Hiromi “Move”

Hiromi na płytach to nie to samo, co Hiromi na koncertach. Ale i tak jest wulkan energii, precyzja, skrzynka dynamitu, Anthony Jackson i przepiękne „Firefly”.

13. David Virelles ”Mboko”

Wyróżniamy tę płytę nie tylko ze względu na najdłuższą w tym roku nazwę. To niezwykle osobista, medytacyjna i mocna pozycja.

14. Craig Taborn & Diego Barber „Tales”

Craig Taborn znowu to zrobił. Jest mroczny i znów błąka się po ciemnych zakamarkach ludzkiej duszy. Tym razem w duecie z wirtuozem gitary klasycznej. Efekt olśniewa, a jednocześnie niepokoi.

15. Rafał Sarnecki „Cat’s Dream”

Szalenie zgrabny album. Z niezwykle świeżo brzmiącym kompozycjami gitarzysty-lidera. Tytuł sugeruje, że to sen jakiegoś kota, a to po prostu Nowy Jork spotyka się ze słowiańską fantazją. Świetne!

16. Matthew Shipp “Root of Things”

Kolejny album Matthew Shippa. Tyle w zasadzie wystarczyłoby napisać, żeby ten album znalazł się w każdym podsumowaniu roku. To naprawdę złożona muzyka, balansująca gdzieś na granicy awangardy i tradycji, z charakterystycznym pulsem, tworząc niepowtarzalny, nieco mroczny, klimat.

17. Steve Lehman „Octet, Mise En Abîme”

Niejednemu się zakręci w głowie w trakcie słuchania tego albumu. Gęsto tu od dźwięków i gwarno. Technicznie wprost wyborne

18. The Bad Plus “The Rite of Spring”

Jazzowa interpretacja słynnego i kontrowersyjnego dzieła Igora Strawińskiego. Przypominamy, że słynny rosyjski kompozytor w trakcie premiery tego dzieła został obrzucony pomidorami. Dzisiaj niemal sto lat od sławetnej premiery utwór w dalszym ciągu mają potencjał zaskakiwania. I to w najlepszym tego słowa znaczeniu. Słowem, raj dla wielbicieli połamanych rytmów i wszelkiego rodzaju dysonansów.

19. Marc Ribot Trio „Live at Village Vanguard”

Podpora nowojorskiej sceny muzycznej, gitarzysta Marc Ribot daje czadu w legendarnym Village Vanguard razem z Henrym Grimesem i Chadem Taylorem. Repertuar? Stare utwory Alberta Aylera („The ghost” i Johna Coltrane („Sun Ship”). Rewelacja!

20. Pierończyk Adam Quartet „A-Trane Nights”

Zapis koncertu, który odbył się w Berlinie w A-Trane International Jazz Club w 2008 roku. Aż dziw bierze, że ten materiał tak długo musiał czekać na swoje wydanie. Adam Pierończyk to marka sama w sobie, a zarejestrowany na albumie wieczór tylko potwierdza jak utalentowany, biegły technicznie i wszechstronny to saksofonista i lider. Mnóstwo tu przestrzeni, wolności i niebagatelnych improwizacji.

21. Jachna/Tarwid/Karch “Sundial”

Jeden z najciekawszych debiutów na polskiej scenie improwizowanej. Doświadczony trębacz Wojciech Jachna (uczeń Piotra Wojtasika i Andrzeja Przybielskiego) razem z dwoma młodszymi od siebie muzykami Grzegorzem Tarwidem na fortepianie i Albertem Karchem na perkusji tworzy jedno z najbardziej niecodziennych nagrań w ostatnich kilku latach polskiego jazzu. Otwarte improwizacje, kameralny forma, swingujące korzenie i rockowy brud. Pozycja obowiązkowa dla fanów grania free.

22. Jumaane Smith “I Only Have Eyes for You”

Muzyk, który na co dzień gra w zespole Michaela Bublé. To jego debiut, mocny debiut. Miejmy nadzieję, że nim nie zakończy solowych podbojów rynku jazzowego.

23. Tony Bennet & Lady Gaga „Cheek to Cheek”

Lady Gaga śpiewa standardy jazzowe. To już wystarcza za sensację. Dodajmy, że robi to z legendą amerykańskiej piosenki Tonnym Bennetem i że między duetem wyraźnie iskrzy. Mieszanka wybuchowa!

24. Piotr Wojtasik Quartet “Amazing Twelve”

Mamy tu międzynarodowy to band w składzie z wybitnym saksofonistą altowym z Węgier Victorem Tothem, Michałem Barańskim na kontrabasie i amerykańskim perkusistą Johnem Betschem. Błyskotliwe granie nawiązujące do neo-bopu, jazzu lat sześciedziesiątych czy muzyki etnicznej. Kawał solidnego jazzu.

25. Jerry Léonide “The Key”

Jeden z debiutantów na liście. Jerry Leonide pochodzi z Mauritius, wyspy na Oceanie Indyjskim oddalonej o 1300 km od wschodniego wybrzeża Afryki. Jak podkreśla sam muzyk w wywiadach jazz jest dla niego jazz kluczem, dzięki któremu może przełożyć muzykę i doświadczenia ze swojej rodzinnej wyspy na uniwersalny język. Wychodzi mu to doskonale. „The Key” to płyta niezwykle lekka, z oddechem, śpiewna. Warto zapamiętać to nazwisko, bo za kilka lat może być o nim naprawdę głośno.

26. Danilo Pérez “Panama 500″

Ta płyta jest jak Panama, rodzinny kraj wszechstronnego pianisty. Splatają się na niej kultury z każdego zakątku świata. To nie tylko mieszanka jazzu i europejskiej muzyki klasycznej. Znajdziemy tu także liczne odniesienia do muzyki argentyńskiej, brazylijskiej i innych południowoamerykańskich idiomów, a także do dźwięków rodem z Karaibów czy latyno-hiszpańskich. To nieprawdopodobna mieszanka, pełna energii i muzycznej wirtuozerii.

27. Michał Wróblewski Trio „City Album”

Cała trójka gra raz dynamicznie i przewrotnie, a raz subtelnie i bardzo lirycznie. Zebrany materiał stanowi ekspresyjną całość, która jest wartością tej płyty, albowiem pozwala słuchaczowi na głęboką refleksję, która dotyczy zresztą nie tylko tego, czego doświadczymy, jako odbiorcy, ale również tego, czego mógł naszym zdaniem doświadczać autor w swoim procesie twórczym.

28. Pat Metheny Unity Band “Kin”

Trudno powiedzieć, pewnie nawet najstarsi nie pamiętają, kiedy Pat zaskoczył ostatnio, którymś ze swoich nagrań. Kontynuacja projetku Unity Band z Chrisem Potterem na saksofonach. Lepsze niż poprzedniczka.

29. Takuya Kuroda “Rising Son”

Trębacz, dobrze znany ze współpracy z Jose Jamesem, który również nagrywa dla Blue Note Records. Kuroda, nagrał znakomity album, obok, którego nie można przejść obojętnie.

30. James Farm „City Folk”

James Farm udowadnia, że słuchanie jazzu może być łatwe i przyjemne. Klarowne i gładkie brzmienie, wpadające w ucho melodie okraszone są doskonałymi improwizacjami Joshua Redmana i Aarona Parksa.

31. Jimmy Greene “Beautiful Life”

Bardzo osobista i emocjonalna pozycja. Dzieło dedykowane córce muzyka, która zginęła w masakrze w Sandy Hook. Płyta mimo tragizmu towarzyszącego jej kontekstu – mimo wszystko optymistyczna.

32. Rafał Rokicki Trio „Chopin Revisited”

Trudno zliczyć, która to już płyta polskiego zespołu jazzowego grającego muzykę Chopina. Rafał Rokicki ze swoim triem (Michał Kapczuk – kontrabas, Paweł Dobrowolski – perkusja) w 2014 roku wykonuje ją w sposób wpadający w ucho, przystępny i melodyjny, trafiając do szerokiego grona słuchaczy.

33. Jason Moran „All Rise”

Gwiazda współczesnego jazzu, pianista Jason Moran odkurza stare nagrania przedwojennego mistrza stride’u Fatsa Wallera. Zawadiackie, łobuzerskie i brawurowe zagrywki tego drugiego – zostały całkowicie zdekonstruowanee. Tu wszystko budowane jest na nowo, na współczesną modłę – powolne, rozmyte, nowoczesne, klubowe brzmienie.

34. Kuba Płużek “First Album”

Twórczość Płużka charakteryzuje wielka muzyczna wyobraźnia, idealne panowanie nad instrumentem i piorunująca siła wyrazu. To wszystko sprawia, że jego debiut po prostu musiał okazać się sukcesem.

35. Bogna Kicińska „The Maze”

Świetny debiut i nadzieja na kolejną polską gwiazdę za Oceanem.

36. Myrczek & Tomaszewski “Love Revisited”

Znakomita płyta! Nie tylko świetnie zaśpiewana ale również zagrana!

37. Barbra Streisand “Partners”

Barbra powraca z albumem wypełnionym po brzegi balladami, które każdemu umilą nawet najgorszy dzień. W nagraniach wzięło udział wielu znakomitych artystów.

38. Jamie Cullum “Interlude”

Jamie wraca ze świetnym, jazzowym albumem, chyba najbardziej jazzowym. Znakomitość!

39. Jeff Ballard “Time’s Tales”

Ballard znany był do tej pory jako etatowy sideman. A w szczególności z bycia wieloletnim członkiem tria Brada Mehldaua. To jego pierwsza płyta jako lidera, a do dyspozycji ma nie lada grajków w osobach m. in. Lionela Louke’a i Miguela Zenona. Wśród znakomitych, rytmicznie pokręconych i energicznych utworów znajduje się również cover Queens of the Stone Age.

40. Fred Hersch “Floating”

Staromodny i romantyczny, ale zawsze zachwycający. Coś między Billem Evansem a Theloniousem Monkiem.