Felieton: Wielka Kariera Heńka Trąbki #9

 9.      Mężczyzna pod pantoflem

Heniek był w gruncie rzeczy cichy, spokojny i odrobinę nieśmiały. Gdyby nie Ella nigdy nie umówiłby się z jej matką. Odkładałby to w nieskończoność, wyznaczałby sobie nowe terminy. Mówiłby jak zwykle: „zadzwonię do niej jutro do 14”. A zaraz potem „A, może nie. O 14 ona pewnie gotuje obiad. Zadzwonię wieczorem.” Wieczorem przypominał sobie, że ona pewnie je kolację i tak w kółko.

Jednak kobiety w dzisiejszym świecie to prawdziwi łowcy. Prawdziwe łowczynie? Prawdziwe łowce? Do diabła z feministyczną lingwistyką, rzecz w tym, że Ella oraz jej mama zdołały ustalić termin randki tej ostatniej i Heńka. Trąbka nie wiedział jak to się stało. Po prostu podano mu datę, godzinę i miejsce. Chyba nawet nie zdążył przytaknąć – i już był umówiony.

Ich spotkania trwały już od dwóch tygodni. Heniek nigdy nie wychodził z inicjatywą. Nie to, że nie miał ochoty. Miewał takie chwile, kiedy bardzo chciał coś zaproponować i postanowić, ale ona zawsze go uprzedzała. Mówiła głosem nie znoszącym sprzeciwu i pomagała sobie wskazującym palcem wysuniętym we władczym geście. Mógł tylko reagować na wydawane przez nią komendy. „Heniek, pocałuj mnie!” „Heniek, zapłać rachunek i wychodzimy” „Heniek, zagraj mi melodię miłosną na tym swoim saksofonie” Więc w Heńku, zaczął rodzić się niepokój.

Niepokój podsycał Krzysztof. Heniek sam nigdy by mu nie opowiedział co dzieje się na jego randkach, ale Ella nie była taka dyskretna. Cała szkoła wrzała. Plotki snuły się po korytarzach, nauczyciele rzucali mu porozumiewawcze spojrzenia. Obcy mężczyźni klepali go po plecach, kiedy przechodził mimo. Krzysztof zaś mówił wprost:

-Stary, jesteś pantoflarz i każdy to wie. Grasz jak ona ci zagra, jak z nut. A to, stary, zabija w tobie jazzmana. Bo jazz, stary, to jest improwizacja.

Heniek odpychał od siebie te nieprzyjemne słowa i myśli. Starał się nie wpuszczać ich do głębi swojej świadomości. Nie dało się. Taka była prawda. Od tych rozkazów, zakazów i nakazów umierał w nim jazz. Umierał Saksofon. Niedługo umrze nawet Trąbka w nazwisku, bo ona zaciągnie go do ołtarza i każe mu nazywać się odtąd: HENIEK KAPUSTA.

O zgrozo! To być nie może! Trzeba się bronić ile sił! Od teraz to on będzie dyktował gdzie i kiedy się spotykają. Wziął telefon, wykręcił numer i nie pozwolił jej zacząć mówić. Krzyknął tylko: „Piątek, 19, Kino Kijów idziemy na koncert!”. I odłożył słuchawkę.

Bał się, czy przyjdzie. Był przecież taki obcesowy. Ale jego obawy okazały się niepotrzebne. Nadchodziła przed czasem, wystrojona i zadowolona z czegoś niezmiernie. Machała do niego z daleka. Kiedy tylko się przywitali zaczęła chwalić go za jego twardy, męski charakter. „Nie wiedziałam, że taki z ciebie maczo Heniu – mówiła. – A ten Mehldau to podobno niezła gwiazda. Ja się nie znam, ale Ella mówiła. Myślisz, ze będzie rozdawał autografy?”

Miejsca mieli średnie. Heniek chciał chłonąć muzykę całym sobą, ale nie mógł, bo jego partnerka wierciła się w swoim krześle. Twierdziła, że jest niewygodne. Rozglądała się po widowni w poszukiwaniu gwiazd telewizji. Była bardzo rozczarowana, o czym informowała szeptem Heńka. Znów zachował się po męsku – kazał jej milczeć i podziwiać prawdziwą gwiazdę na scenie. Posłuchała go od razu. Wiadomo, ma się ten męski autorytet. Chyba nawet zaczęło się jej podobać. Mehldau powoli kończył. W tym momencie matka Elli wyjęła z torebki zgrabną kamerę i nie kryjąc się specjalnie zaczęła nagrywać. Sąsiedzi oglądali się na nią lekko zbulwersowani. Kiedy na scenie zagrano coś odrobinę bardziej skocznego, pani Kapusta zareagowała pełnym entuzjazmem. Heniek momentalnie poczuł się jak na rockowym koncercie kiedy usłyszał jej głośnie „Oł, jea!”. Mehldau otworzył oczy, odwrócił się i spojrzał z naganą w stronę, z której dobiegł go okrzyk. Wtedy zobaczył kamerę. Stanął jak wryty, wystawił oskarżycielsko palec i wytknął złoczyńcę.

Heniek miał czerwone uszy. Mehldau też, z wściekłości. Nagle zebrał się ze sceny i wyszedł obrażony. Tak oto jedna Kapusta zepsuła trio Mehldau’a. Heniek wstał, błysnął złym okiem i wyszedł nie czekając na nikogo. Koniec tego.

Ciąg dalszy nastąpi, kiedy Heniek ochłonie. Dobił go zwłaszcza fakt, że zdarzenie to zostało opisane na stronie jazzsoul.pl i teraz wie o nim cały świat. Dobrze, że chociaż obyło się bez nazwisk: Relacja z koncertu Brada Mehldau’a w Krakowie