Felieton: Wielka Kariera Heńka Trąbki #5

5 Praca domowa na piątkę z plusem

Heniek zapomniał o jednej ważnej rzeczy, kiedy zapisywał się do szkoły. Pamiętał doskonale, jak fajnie z kumplami wyjść na przerwę, pamiętał o cennej wiedzy, którą się zdobywa, a nawet o obiadach w szkolnej stołówce z pieczonym kurczakiem i surówka z marchewki. Zapomniał o najważniejszym – o pracach domowych. Ta zmora lat młodości! To wieczne ślęczenie nad książką, zeszytem i saksofonem, kiedy za oknem świeci słońce lub śnieg pada, pokrywając pagórki puszystą, przytulną warstwą. Gdyby pamiętał, w życiu by się do szkoły nie zapisał. Teraz było już za późno i zamiast cieszyć się urokami zimy, życia i całego w ogóle świata – męczył się.

Obłąkany profesor kompozycji pokazał jak daleko sięga jego szaleństwo. Mógł przecież zadać, jak inni, kawałek podręcznika do przeczytania, albo też coś w rodzaju „napisz tysiąc razy: Dobry kompozytor to twórczy kompozytor”. Mógłby i doprawdy nikt by się nie przyczepił. Szkoła tak wygląda, po prostu. A ten – z ambicjami. Może dlatego, że młody jeszcze i naiwny. Heniek kiwał głową nad głupotą profesora i zachodził w głowę jak sprostać jego wybujałym wymaganiom. Na jutro miał skomponować utwór, najlepiej nawiązujący do estetyki free jazzowej. Inspirujący, nowoczesny, kreatywny, poruszający i głęboki. Na jutro!

Rzecz szła nie tylko o ocenę. Najlepszy utwór miał być zaprezentowany w cotygodniowej ogólnopolskiej audycji jazzowej w sekcji „Młoda Polska Nadzieja”. Heniek chciał zwyciężyć! Czuł, że należy mu się to słusznie, jest w klasie najstarszy, najbardziej doświadczony i jest to doprawdy ostatni dla niego moment, żeby znaleźć się w kategorii „Młodość”. Siedział już pięć godzin nad biurkiem. Wydrukował sobie zapisy nutowe chyba tysięcy utworów, nie tylko jazzowych, ale w desperacji nawet popowych hitów. Szukał w nich ukrytych schematów, pomysłu, czegokolwiek, co pozwoliłoby mu stworzyć własne, unikalne dzieło.

Mijał kwadrans za kwadransem. Heniek wypijał kolejne kawy, zagryzane słonymi paluszkami. Nic nie przychodziło mu do głowy! Rysował ćwierćnutę i skreślał ją. Nie mógł ruszyć z miejsca. Dawno już minęła północ. W bloku naprzeciwko pogasły ostatnie światła. Ostatni kinomani wyłączyli telewizory. Minęła trzecia, godzina strachów, a Heniek wciąż miał przed sobą pusty zeszyt do nut. Musiał przysnąć, bo nagle zorientował się, że jest 7:30 i już zaraz, za pięć minut musi wyjść, jeśli nie chce się spóźnić do szkoły.

Nagle przyszło olśnienie! Chwycił zeszyt do nut, chwycił pierwszy z brzegu wydrukowany wczoraj zapis nutowy i przepisał, tylko, że od tyłu. Rzucił okiem, co spisuje. Jakiś Kupicha, coś o głosie anioła.

***

-Odkryłem geniusza! – krzyknął około godziny czternastej Profesor Rakowski. – Odkryłem geniusza pośród was.

Klasa słuchała z napięciem. Pewnie, że każdy chciał wygrać.

-Odkryłem geniusza, choć spodziewałem się dostać banalne, krótkie melodyjki nienadające się do niczego. Nie doceniłem waszego potencjału. Zresztą, szczerze mówiąc, poza jedną pracą, wasze zadania domowe były takie jak się spodziewałem i są już w koszu. Ale pośród was siedzi geniusz! Heńku Trąbko, wstań proszę.

Heniek wstał. Trzęsły mu się nogi i ręce. Był czerwony z emocji na całej twarzy a na czole pojawiły się krople potu. Potem niewiele już pamięta. Uścisk dłoni profesora. Krzyki Krzysztofa: „Jak ty to stary zrobiłeś?!”, przyjacielskie szturchańce kolegów. Telefon do mamy, łzy wzruszenia w jej głosie. Czekanie, czekanie do dnia audycji.

Była! W tle słychać brzęk szkła. Nadają z kawiarni w stolicy. Są już! Są! , przedstawili się, zasiadają, zaczynają. Najpierw jakieś nudy, nic nie mówią o nim, ani słóweczka, omawiają po raz tysięczny dokonania jakichś starych pryków pokroju Theleoniousa Monka, a o Trąbce ani słowa.

– A teraz Macieju nasz cykl „Młoda Polska Nadzieja”, zobacz co tam dziś nadeszło do nas z Prywatnej Szkoły Wybitności?

– Nagranie, interesującego młodego saksofonisty i kompozytora, Przeczytaj Kajtku, bo napisali biało na czarnym i ja nie widzę.

– Heniek Trąbka „Impresje poranne”. Posłuchajmy…

Właściwie to Heniek po raz pierwszy słuchał swojego utworu. Był niezły. Więcej, był diabelnie dobry! Trzy minuty sławy minęły szybko, ale oni jeszcze potem długo kontynuowali zachwyty. Że interesujące brzmienie, że niezwykle oryginalna melodia, że nowe podejście do harmoniki.

A na koniec sam Kajtek Prochyra powiedział swoje:

– Jaram się tym, jaram się tym Macieju!

Rozdzwonił się telefon u Heńka. Mama, babcia, koledzy, koleżanki, starzy znajomi, daleka rodzina. Wszyscy z gratulacjami. I dziennikarze! Żeby wywiady, żeby wypowiedzi, żeby spotkania, bo najnowszy numer zamykają już jutro. Jazz Forum dzwoni, że szukają młodego zdolnego na okładkę.

Ale Heniek musiał odmówić. Z żalem, ale musiał. Co zrobić, na jutro ma strasznie dużo zadane. A okazuje się, że warto robić zadania domowe. Kto by pomyślał.

Ciąg dalszy nastąpi, zwłaszcza, że zbliżają się ferie.