- Recenzje płyt

Tokunbo „Lost & Found”

Tokunbo, niemiecko-nigeryjska wokalistka, tekściarka, kompozytorka wydaje swoje albumy dokładnie co cztery lata tak więc rok 2026 zaowocował jej czwartym wydawnictwem. „Lost & Found” jest dla niej wyjątkowym materiałem. Artystka postanowiła zrobić retrospekcję swojego życia i umieścić w 13 utworach trzydzieści lat pełnych historii, emocji i spełnienia łącząc przeszłość z teraźniejszością. Napisała je spędzając czas i […]

Tokunbo, niemiecko-nigeryjska wokalistka, tekściarka, kompozytorka wydaje swoje albumy dokładnie co cztery lata tak więc rok 2026 zaowocował jej czwartym wydawnictwem. „Lost & Found” jest dla niej wyjątkowym materiałem. Artystka postanowiła zrobić retrospekcję swojego życia i umieścić w 13 utworach trzydzieści lat pełnych historii, emocji i spełnienia łącząc przeszłość z teraźniejszością. Napisała je spędzając czas i skupiając swoje myśli w domku na drzewie gdzieś przy Morzu Północnym co jest bardzo wyczuwalne w tych piosenkach. 

Album do katalogów wydawniczych wpisany został w kategorię jazzową, ale jazzu jest tutaj bardzo niewiele i absolutnie nie jest to żaden przytyk. Muzycznie dużo więcej jest folku, popu ale najbardziej plasuje się on jako akustyczna piosenka autorska. Swoją lekkością i jasnością przypomina Colbie Caillat, wokalnie zbliża się ku Sheryl Crow, ale mnie najbardziej pobudza fakt, że wypełnia lukę jaką pozostawiła po sobie Morcheeba w najlepszym czasie ich kariery. Jednocześnie album jest spójny z wcześniejszymi płytami Tokunbo co pokazuje jak stabilnie czuje się ona w swoim muzycznym miejscu. Ciągle na wysokim poziomie wzmagając zainteresowanie. 


Muzycznie projekt skupiony jest na brzmieniu gitar, na których zagrał Urlich Rode czarując także na ukulele. Perkusją i wszystkimi jej ozdobnikami maluje Matthias ‚Maze’ Meusel. Tokunbo, Urlich oraz Matthias to trio-filar odpowiadające za wszystkie stworzone kompozycje jak i za produkcję całości. Bas jest zarówno elektryczny jak i akustyczny, którym zajął się Christian Flohr, a najwięcej barw wprowadza Anne de Wolff za pomocą skrzypiec, altówki, wiolonczeli i wibrafonu a warto dodać, że jej dziełem są też wszystkie zdjęcia liderki do tego wydawnictwa, które inspirowane są twórczością Fridy Kahlo oraz Pabla Picasso. Uważam, że to jeden z piękniejszych konceptów wizualnych. Na albumie usłyszeć można także duet z Philem Siemersem, z którym to w „Polaroid life” bawią delikatnym aromatem bossa novy. Jeśli ktoś poczuje trochę słońca to prawidłowo.

Teksty są lekkie, emocjonalne i opowiadają zarówno o doświadczeniach artystki jako kobiety mającej tożsamość na dwóch kontynentach, o uczuciach macierzyńskich, jak i potrzebie skupianiu się na przyszłości, którą po sobie zostawimy. Osobiście najmocniej pozostał we mnie utwór „It’s alright” gdzie jakże wprost, ale i dosadnie wybrzmiewa „it’s alright just as it is / and there’s nothing to forgive / it’s a fine line that we draw”.

Największym atutem Tokunbo jest mistrzostwo opowiadania tych historii. Wokal prowadzi melodie nie próbując zmuszać się do wirtuozerii. Śpiewa bardzo uczciwie skupiając na sobie słuchacza dając mu poczucie bezpiecznej relacji, która ani przez chwilę nie zbacza z tej drogi. I choć album klimatem wydaje się być spokojną podróżą przez czas to nie jest to album kontemplacyjny i przytłaczający. Zdecydowaną większością są ballady, ale w kolorach jakże jasnych i pastelowych.

„Lost & Found” jest idealną propozycja dla tych co kochają naturalne dźwięki, autentyczne i uniwersalne teksty, przyjemnie niedominujące melodie i wokal, który przekonuje, łagodzi, wzrusza, a nade wszystko pozostaje w słuchaczu jako przyjaciel, z którym warto się znów spotkać. 

Ocena płyty:

O JazzSoul.pl

Codzienne informacje ze świata jazzu, soulu, funku i R&B: nowe płyty, utwory, koncerty, recenzje i wywiady.

E-mail: mateusz@jazzsoul.pl

JazzSoul.pl © 2026. Wszelkie prawa zastrzeżone.