Jeden z najbardziej wpływowych pianistów jazzowych XX wieku powraca w filmowej opowieści, która świadomie unika schematu klasycznej biografii. „Everybody Digs Bill Evans” w reżyserii Granta Gee trafi 11 września 2026 roku do kin w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Film miał wcześniej światową premierę podczas tegorocznego Berlinale, gdzie został pokazany w konkursie głównym, a jego reżyser otrzymał Srebrnego Niedźwiedzia za reżyserię.
Punktem wyjścia dla filmu jest przełomowy i dramatyczny moment w życiu Billa Evansa. Latem 1961 roku pianista występował w nowojorskim Village Vanguard w legendarnym trio ze Scottem LaFaro i Paulem Motianem. Zarejestrowane wówczas koncerty przeszły do historii jazzu, jednak zaledwie kilkanaście dni później LaFaro zginął w wypadku samochodowym. Jego śmierć była dla Evansa ogromnym ciosem i doprowadziła do okresu wycofania z życia muzycznego.

To właśnie ten moment interesuje Granta Gee najbardziej. Zamiast opowiadać historię kariery od dzieciństwa po największe sukcesy, reżyser koncentruje się na kryzysie, żałobie i twórczym paraliżu. W centrum filmu znajduje się więc nie tyle mit wybitnego jazzmana, ile człowiek, który po utracie najbliższego muzycznego partnera próbuje odnaleźć się poza sceną.
W rolę Billa Evansa wciela się norweski aktor Anders Danielsen Lie. Partnerują mu między innymi Bill Pullman i Laurie Metcalf, grający rodziców pianisty. Scenariusz Marka O’Hallorana powstał na podstawie powieści „Intermission” Owena Martella, która również skupiała się na krótkim, ale niezwykle istotnym okresie w życiu Evansa.
Jednym z najbardziej charakterystycznych zabiegów filmu jest oszczędne wykorzystanie oryginalnych nagrań pianisty. Twórcy nie budują narracji na kolejnych jazzowych standardach i najbardziej znanych kompozycjach Evansa. W dużej mierze zastępuje je subtelna, atmosferyczna muzyka Rogera Gouli. Dzięki temu cisza i nieobecność fortepianu stają się ważnym elementem dramaturgii.
Równie wyrazista jest warstwa wizualna. Zdjęcia Piersa McGraila utrzymane są przede wszystkim w czerni i bieli, ale w filmie pojawiają się także intensywne, kolorowe sekwencje odnoszące się do późniejszych wydarzeń z życia pianisty. Kontrast ten podkreśla fragmentaryczny charakter opowieści i oddaje sposób, w jaki pamięć, trauma i przyszłość przenikają się w świadomości głównego bohatera.
Tytuł „Everybody Digs Bill Evans” jest jednocześnie bezpośrednim nawiązaniem do drugiego albumu pianisty, wydanego w 1958 roku przez Riverside Records. Płyta, której okładkę ozdobiono rekomendacjami takich muzyków jak Miles Davis czy Cannonball Adderley, szybko stała się jednym z symboli rosnącej pozycji Evansa na jazzowej scenie.
Film Granta Gee nie jest jednak pomnikiem wystawionym artyście. To opowieść o cenie wrażliwości, o żałobie i o momencie, w którym talent przestaje wystarczać, by poradzić sobie z rzeczywistością. Twórcy pokazują Evansa w chwili, gdy nie może schronić się za fortepianem i musi zmierzyć się z własnym milczeniem.
Na polską premierę trzeba jeszcze poczekać. Na razie nie ogłoszono ani daty polskiej premiery kinowej, ani rodzimego dystrybutora „Everybody Digs Bill Evans”. Film funkcjonuje już w międzynarodowym obiegu festiwalowym i rozpoczyna regularną dystrybucję w Wielkiej Brytanii i Irlandii, jednak Polska nie znajduje się obecnie wśród oficjalnie zapowiedzianych rynków. Niewykluczone, że obraz pojawi się najpierw w programie jednego z polskich festiwali lub kin studyjnych, ale na ten moment nie ma w tej sprawie oficjalnego potwierdzenia.
„Everybody Digs Bill Evans” trwa 102 minuty i jest brytyjsko-irlandzką produkcją fabularną. Brytyjska i irlandzka premiera kinowa została zaplanowana na 11 września 2026 roku.


