Sullivan Fortner powraca z nowym albumem. „Leave That In There” to szósta płyta pianisty wydana pod własnym nazwiskiem i zarazem jedno z jego najbardziej otwartych stylistycznie nagrań. Artysta rozwija tu formułę jazzowego tria, sięgając po organy Hammonda, syntezatory, dodatkowe instrumenty perkusyjne i studyjne dogrywki. Album ukazał się 28 sierpnia nakładem Artwork Records.
Materiał powstał z udziałem muzyków, z którymi Fortner od lat współpracuje na scenie: kontrabasisty Tyrone’a Allena II oraz perkusisty Kayvona Gordona. W sesjach uczestniczył także Jack DeBoe. Punktem wyjścia pozostało wspólne, zespołowe granie, ale finalny kształt nagrań został rozbudowany o kolejne warstwy brzmieniowe. Dzięki temu „Leave That In There” łączy spontaniczność akustycznego jazzu z bardziej eksperymentalnym, momentami niemal studyjno-kolażowym podejściem do aranżacji.
Tytuł albumu dobrze oddaje jego ideę. „Leave That In There” można odczytać jako zachętę do pozostawienia w muzyce tego, co nieoczywiste, niedoskonałe lub pozornie zbędne. Fortner nie dąży tutaj do sterylnej perfekcji. Zamiast tego pozwala, by różne elementy – akustyczne i elektroniczne, tradycyjne i współczesne, osobiste i historyczne – funkcjonowały obok siebie.
Jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla albumu pozostaje Nowy Orlean. Fortner wraca do doświadczeń związanych z huraganem Katrina, który uderzył w miasto, gdy pianista miał 18 lat. Pamięć o tamtych wydarzeniach pojawia się na płycie nie w formie dosłownej opowieści, lecz jako emocjonalne tło kilku kompozycji, między innymi „A Poignant Time” i „Another Poignant Time”.
Nowoorleańska tożsamość albumu jest obecna również w rytmie, harmonii i sposobie budowania napięcia. Otwierający płytę „Sugarcane” przywołuje historię Luizjany i afroamerykańskie dziedzictwo regionu. Z kolei w innych utworach Fortner swobodnie łączy wpływy jazzu, muzyki gospel, funku, karaibskich rytmów i elektroniki.
„Leave That In There” jest również płytą mocno zakorzenioną w historii jazzu. Fortner przetwarza motywy i idee kojarzone z takimi twórcami jak Charlie Parker czy Herbie Hancock, ale nie traktuje ich jako zamkniętych wzorców. Jego kompozycje pozostają w ruchu – mogą być rekonstruowane, rozwijane, skracane i układane na nowo.
Szczególnie osobistym fragmentem albumu jest „A Hymn for Linda”, napisany ku pamięci przyjaciółki artysty, Lindy Payne. Fortner wykorzystuje w nim także własny głos, budując intymny, wielowarstwowy utwór o charakterze hymnu.
Premiera „Leave That In There” przypada na wyjątkowo intensywny okres w karierze pianisty. W 2026 roku jego wcześniejszy album „Southern Nights” otrzymał Grammy w kategorii Best Jazz Instrumental Album. Nowa płyta nie jest jednak próbą powtórzenia tamtej formuły. Fortner wybiera inną drogę – bardziej rozbudowaną, bardziej osobistą i otwartą na brzmieniowe eksperymenty.
Na „Leave That In There” znalazło się 13 utworów: „Sugarcane”, „Que Diablos”, „A Poignant Time”, „Aerobatics Pt. 1”, „Aerobatics Pt. 2”, „Sorcerer’s Stick”, „Swirl”, „T295”, „Number 3”, „12 Gallons”, „Aria II”, „A Hymn for Linda” oraz „Another Poignant Time”.


