Zespół Groovosophers powstał w Krakowie w marcu 2023 roku, kontynuując tradycję zespołu Goddard Quartet/Quintet, założonego w 1997 roku na warsztatach jazzowych w Chodzieży. Na przestrzeni lat, muzycy spotykali się w różnych składach i gatunkach muzycznych, a w 2023 postanowili spełnić swoje marzenia i połączyć siły we wspólnym projekcie tworząc własny energetyczny materiał. 1 lipca 2026 odbyła się premiera na streamingach podwójnego albumu koncertowego z Satishem Robertsonem – „Live at Zajezdnia Kultury” nagranego i współprodukowanego przez Zajezdnię Kultury w Pleszewie. 15 lipca album ukaże się na podwójnym winylu. O szczegółach tego wydawnictwa w poniższej rozmowie opowiedział gitarzysta Filip Goddard Wyrwa
W ubiegłym roku wydaliście album „Groovosophers”, a teraz wychodzi album koncertowy „Live at Zajezdnia Kultury”. Niezłe tempo.
Tak, mało tego, zespół istnieje 'jedynie’ od marca 2023 roku, a jeszcze jesienią zmienił się basista, tak, że płytę studyjną przygotowaliśmy po niecałym roku grania razem. W 2023 roku zagraliśmy 2 koncerty, w 2024 11, a w 2025 21. Na płytę zaprosiliśmy Satisha Robertsona, trębacza z Nowego Jorku (i James Carter Quintet), z którym zagraliśmy dwie trasy koncertowe, międzynarodową w lecie i krajową jesienią, z której to ostatniego koncertu pochodzi właśnie nagranie live.
I to jego obecność spowodowała, że chcieliście zarejestrować ten koncert?
Plan był oryginalnie taki, żeby zarejestrować letnią trasę, ponieważ mieliśmy swojego realizatora, graliśmy 10 koncertów w 11 dni w 7 krajach, ale nasz dźwiękowiec pochorował się i dotarł z nami jedynie do Wiednia (koncerty graliśmy w Krakowie – 2, Sosnowcu, Brnie, Wiedniu) i plan upadł, pomimo, że koncerty z dnia na dzień były coraz lepsze i nagrania, które mamy są świetne, jednak bootlegowe. Jesienią jechaliśmy natomiast bez realizatora, ale wiedząc, że w Zajezdni Kultury jest dobry sprzęt, poprosiłem realizatora (Marcela Kraszkiewicza), żeby zarejestrował na ślady cały koncert. Tak, że nie było efektu czerwonej lampki, bo właściwie nie wiedzieliśmy, że ten materiał będziemy wydawać. Kiedy go dostaliśmy do ręki, okazało się, że brzmi świetnie i tak pojawił się pomysł wydania, szczególnie, że na żywo brzmimy bardziej energetycznie niż w studio. Zajezdnia również zapaliła się do pomysłu i jest współproducentem albumu.
Płyta „Groovosophers” ma 48 minut. Tymczasem „Live at Zajezdnia Kultury” liczy dwa razy więcej. Jak dobieraliście zatem program tego koncertu?
Zapraszając Satisha już latem, zapytaliśmy go, czy nie chciałby żebyśmy grali jakąś jego kompozycję – przysłał nam Squad Up, który jest singlem z płyty, ale który można też porównać do jego wersji zarejstrowanej z nowojorskimi muzykami – nieco mu go 'popsuliśmy’. Sam powiedział, że to co zrobiliśmy z jego kompozycją, przeszło jego najśmielsze wyobrażenia. Po nagraniu płyty, pojawiły się także nowe kompozycje, jak obecny na płycie „Kilimanjaro Blues (For Grzechu)”, z którym wiąże się anegdotka o wyjeździe naszego Hammondzisty na najwyższy szczyt Afryki w lutym 2025 roku czy „Patysłowski”, który ostatncznie na płycie się nie znalazł, trochę z powodu długości trwania LP, a trochę z powodu problemów technicznych na nagraniu. Zależało nam, żeby materiał był nagrany naprawdę na żywo, więc tak właśnie jest na płycie. Żeby „Patysłowski” nadawał się do wydania, wymagałby ingerencji w zarejestrowany materiał, więc z niego zrezygnowaliśmy. Do tego „Nothing Personal” Dona Grolnicka, z którego zrobiliśmy reggae, no i nie bez znaczenia jest na pewno długość improwizacji – na płycie założyliśmy sobie ramy, a tu wszystko było naturalnie, na żywioł.
Jak w ogóle doszło do zaproszenie Satisha Robertsona?
Nasz hammondzista, Grzegorz Madej, kiedy akurat nie wspina się na Kilimanjaro 😉, jeździ w różne zakątki świata. W październiku 2024 kiedy pracowaliśmy nad przygotowaniem nagrań debiutanckiej płyty, pojechał turystycznie do Nowego Jorku, gdzie na koncercie w Harlemie usłyszał Satisha. Kiedy wrócił, opowiedział nam jak fantastycznego muzyka spotkał i nasz saksofonista, Tomek Karaszewski wpadł na pomysł żeby zaprosić go na płytę. Zbiegiem okoliczności, na przełomie października i listopada Satish w ramach europejskiej trasy koncertowej z James Carter Quintet grał dwa koncerty w Polsce. Na wariackich papierach, 30 października, we trzech pojechaliśmy zobaczyć genialny koncert kwintetu Jamesa Cartera w Ostrowskim Centrum Kultury. Udało się spotkać Satisha osobiście i porozmawiać o współpracy. Co więcej, udało się nam zsynchronizować nagrania tak, że 18 listopada weszliśmy do studia, 19-go wysłaliśmy ścieżki do Satisha, a 20 listopada nagrał swoje fantastyczne partie w Record House Studio w Queens, NYC i odesłał do nas (czasem technologia umożliwia magię!). Tak, że ciągle będąc w studio, dostaliśmy nagrania Satisha i muzyka była kompletna. Z Satishem się zaprzyjaźniliśmy do tego stopnia, że kiedy w marcu bieżącego roku zadzwonił, że niespodziewanie będzie grał 3 koncerty w Londynie i okolicach z The Fatback Band, z dnia na dzień wsiadłem do samolotu i spotkałem się tam z nim. Obecnie dopinamy wrześniową trasę z Satishem, w ramach której zagramy m.in, na festiwalu Jazzathome w belgijskim Mechelen czy krakowskim festiwalu Huta Jazzu.
To brzmi, jakby został 6 członkiem zespołu
Tak właściwie jest. Na płycie studyjnej i w ramach letniej trasy grał z nami jeszcze jeden gość, Patryk Zakrzewski, wspaniały perkusjonalista z Katowic. Jednak logistyka związana z podróżowaniem w 7-osobowym składzie i właściwie dwoma zestawami perkusyjnymi była mocno utrudniona. Grając przedostatni koncert na JazzFest. SK w Trenczynie na Słowacji, powiedziałem Satishowi, że czuję się jakbyśmy z nim byli pełnym zespołem. Po trasie, napisałem też dla niego kompozycję, „We Have A Brother”, którą mam nadzieję zarejestrujemy na następną płytę. Na pewno z Satishem! Planujemy też specjalne miejsce, które jest obecnie remontowane, w którym zamierzamy organizować live sesje, zapraszając różnych gości oraz publiczność, na wzór nagrań Snarky Puppy „We Like It Here” – nagrywać na żywo audio i wideo…
Jak zatem będziecie faktycznie godzić koncerty logistycznie, bo w sumie trochę trudno określić w jakim składzie danego dnia zagracie?
Na co dzień gramy w kwintecie, pojedyncze koncerty – jak np. nadchodzące na Summer Jazz Festival 4 lipca czy 19 lipca na scenie Letnie Granie przy Dworku Białoprądnickim (oba w Krakowie). Jednak organizując trasę, jak dotąd każdorazowo wokół zaproszenia na festiwal, latem 2025 – było to zaproszenie na Zelenkovac Festival w Bośni i Hercegowinie, a jesienią występ w Zajezdni Kultury oraz Sącz Jazz Festivalu w Starym Sączu. Wtedy finansowo jesteśmy w stanie dopiąć sprowadzenie Satisha. Koszty sprowadzenia go na jeden koncert byłby astronomiczne… Satish pasuje do nas nie tylko dlatego, że trąbka i saksofon, to para właściwie idealna, ale stał się też katalizatorem, otworzył nas, przestaliśmy się stresować, otworzyliśmy się na Muzykę. Myślę, że słychać różnicę pomiędzy płytą studyjną a koncertową, choć i do debiutu mam w dalszym ciągu sentyment – to jakby realizacja marzeń, bo z Tomkiem, naszym saksofonistą poznaliśmy się w 1997 roku na warsztatach w Chodzieży i 6 lat graliśmy razem z różnymi muzykami. Po 20 latach, hammondzista Grzegorz Madej zapytał mnie czy nie chcielibyśmy wrócić do takiego grania. Następny telefon był do Tomka i tak się to potoczyło. Znalazłem zdjęcia z naszego ostatniego koncertu w 2003 roku jako Goddard Quartet. Okazało się, że pierwsza próba Groovosophers miała miejsce dokładnie 20 lat + 1 tydzień od niego.
Po tylu latach grania stres?
Tomek twierdzi, choć nikt z nas mu nie wierzy, że przez te 20 lat nie grał na saksofonie. Stąd początkowo odczuwał stres i może nam się nieco udzielało. Poza tym, wychodząc na scenę z własnym materiałem, zawsze jest pewna niewiadoma, jak zostaniemy przyjęci. Szczęśliwie, reakcje publiczności są często bardzo gorące, co nas bardzo cieszy i powoduje, że gra się jeszcze lepiej. Nasza sekcja rytmiczna, perkusista Grzegorz Bauer i basista Marcin Essen, to zawodowcy, tak że ich to raczej nie dotyczy. Ja grałem przez te 20 lat w różnych zespołach, progresywnym Hipgnosis (pierwsze dwie płyty i gościnnie na ostatniej z 2021), w latach 2009-2012 z Grzegorzem Bauerem współtworzyliśmy skład Twelve Moons grający muzykę King Crimson (dwa razy napisała o nas oficjalna strona zespołu), a w 2021 roku nagraliśmy z klawiszowcem Przemysławem Piekarzem płytę „Light Entanglement Machine (LEM) 2021″, która dostała nagrodę polskiej płyty progresywnej roku nadawanej przez stowarzyszenie Progress z Gniewkowa i zagraliśmy jako gwiazda na Festiwalu w Toruniu. Prowadziłem też swój hardrockowy skład Xposure (zagraliśmy m.in. trasę z Riverside w 2014 roku). Grzegorz Madej grywał cały czas w Krakowie i okolicach, spotykaliśmy się na scenie. Tak, że poza Marcinem Essenem, z każdym z muzyków grałem już kiedyś, jesteśmy paczką przyjaciół i czasem próby przeradzają się w towarzyskie spotkania, a zawsze jest mnóstwo śmiechu i pozytywnej energii.
No właśnie – zauważyłem, że Twojej gitary tudzież syntezatora gitarowego jest na obu płytach nie za wiele.
Dla mnie najważniejsza jest muzyka, myślę całościowo, kompozycyjnie. Zapraszając Satisha, musi być miejsce dla niego. Grając w sekstecie, żonglujemy solówkami żeby nie zamordować publiczności. Na płycie koncertowej nie gram solówek w dwóch utworach, na płycie studyjnej tak samo, podobnie nasz klawiszowiec. Kiedy gramy w kwintecie te proporcje są nieco inne. Planując płytę, szczególnie studyjną, mieliśmy plan, żeby się dobrze tego słuchało i mam nadzieję, że tak jest 😉. Na płycie koncertowej jest 90 minut materiału, a jeszcze zrezygnowaliśmy z dwóch utworów – wspomnianego „Patysłowskiego” i „Starlight Troopera”, co oznacza, że materiał ocierał się o dwie godziny… potrzebna byłaby jeszcze jedna strona winyla 😉
Myślicie już o nowym materiale studyjnym?
Tak, właściwie materiał mamy gotowy. Mamy sporo nowych utworów – obok wymienionych już „Squad Up”,
„Kilimanjaro Blues”, „Patysłowskiego”, są kompozycje, które gramy już na żywo – moja kompozycja „Groov’Oberek Maharaja” (inspirowany podróżą Grześka Madeja do Indii), „Six Seven by Nine Tomka”, którego tytuł wziął się ze zmiennego metrum i kolejne kilka kompozycji, których jeszcze nie skończyliśmy wspólnie aranżować. Są także „Ballad For Eva” i „MDK40”, które 'nie zmieściły się’ na debiucie. Tak, że zdecydowanie jest z czego wybierać. Osobiście chciałbym nagrać materiał w studio, gdzie miałbym możliwość dogrania np gitary akustycznej podczas kiedy na elektrycznej czy syntezatorze gram 'równocześnie’ temat czy solo, ale jest też pomysł na wspomniane wyżej sesje live. Argument za nimi jest taki, że z publicznością poziom energii będzie wyższy, więc może zamiast płyty studyjnej będzie kolejna koncertowa? Na razie koncentracja była skupiona na wydaniu płyty live i ciągle dopinamy wrześniową trasę. Być może, jeśli zdążymy z miejscem, to zorganizujemy taką live sesję z Satishem w jej ramach…
Rozumiem, że album koncertowy wyjdzie też na winylach?
Obecnie, plan jest, że płyta ukaże się jedynie na podwójnym winylu i na platformach streamingowych. Taki pomysł miał dyrektor Zajezdni Kultury, Przemysław Marciniak, a nam się on spodobał. Ludzie na koncertach często nie kupują płyt CD, bo mówią, że nie mają odtwarzaczy i pytają czy nie mamy na pendrive’ie. Za to płyty winylowe stały się przedmiotem kolekcjonerskim i przeżywają swój renesans. Półtora tygodnia temu dostaliśmy test pressy winyli i brzmią naprawdę świetnie. Tak, że na ten moment 1 lipca płyta ukaże się na streamingach, 15 lipca na winylu (uruchomimy przedsprzedaż, więc może ktoś dostanie nawet przed tą datą). Jeśli zainteresowanie CD będzie, to pomyślimy jesienią o albumie na dwóch płytach kompaktowych. Jesteśmy self-made zespołem, płyty wydajemy przez powołaną przez siebie do życia wytwórnię 4Groove Records i wszystkim zajmujemy się sami, tak, że nie bez znaczenia są też kwestie finansowe.


