Przemysław Strączek ponownie łączy siły z muzykami z innych krajów i kontynentów. Na płycie „Cultural Concept” tradycja łączy się z jazzem i miesza się z nim, tworząc zupełnie nową jakość. O całości przedsięwzięcia gitarzysta opowiedział nam w poniższej rozmowie.

Nie po raz pierwszy nagrywałeś z muzykami zza granicy. Jak jednak doszło do tego, że na płycie zagrali instrumentaliści z tak różnych krajów jak Senegal, Tajwan, czy Kolumbia?

Swoją współpracę z muzykami z odległych krajów kulturowo względem Polski zacząłem w 2011 roku. Wtedy to dostałem się do finału konkursu w ramach Thailand International Jazz Conference Solo Competition w Bangkoku. Spędziłem tam 10 dni w miasteczku akademickim. Zwiedzałem region, uczestniczyłem w zajęciach tajlandzkiej muzyki tradycyjnej jako słuchacz. Brałem udział w warsztatach jazzowych prowadzonych m. in. przez Danilo Pereza, Kurta Rosenwinkla. Poznałem wielu muzyków z tamtego regionu świata. ten wyjazd bardzo mnie zainspirował do łączenia elementów etnicznych z muzyką jazzową. Najpierw stworzyłem duet gitarowy z gitarzystą z Hong Kongu, Terivierem Cheungiem, z którym nagrałem album „Evans”. Następnie w 2015 roku pojechałem do Singapuru nagrywać płytę z moimi kompozycjami. Do projektu zaprosiłem z muzyków grających na tradycyjnych instrumentach azjatyckich: erhu i guzheng. Bardzo mi pomógł wtedy Yi Zhe Seow kontrabasista z Singapuru. I tak powstała płyta „Three Continents”, którą prezentowałem podczas tras koncertowych w Polsce, Singapurze, Malezji i Chinach. Dzięki temu doświadczeniu szybko nawiązywałem różne kontakty z muzykami z różnych kontynentów,  którzy przebywali czasowo lub tymczasowo Europie co pozwalało mi na współpracę z nimi tutaj. Tak właśnie poznałem tajwańską erhuistkę Chiao-Hua Chang, Kandarę Diebate, muzyka grającego na korze, Ediego Sancheza grającego na instrumentach perkusyjnych. Z tymi muzykami powstała płyta „Cultural Concept”.


A czy przed nagraniem płyty mieliście okazję razem zagrać?

Tak, gramy ze sobą od kilku lat w różnych konfiguracjach. Graliśmy w kwartecie i w trio. Występuję także w duecie z Chiao-Hua Chang. Zbudowaliśmy dobre relacje przez te lata. Przed nagraniem płyty z całym zespołem graliśmy kilka koncertów. Po jednym z nich weszliśmy do studia

Pomysły na wszystkie kompozycje wyszły od Ciebie?

Czuję się kompozytorem i gitarzystą improwizującym w takiej kolejności (śmiech). W moich projektach zależy mi na łączeniu ze sobą instrumentów strunowych z gitarą. Wszystkie kompozycje są moje, za wyjątkiem jednej piosenki, która ukazała się ostatnią na płycie, „Sankoi” autorstwa Kandary Diebate z Senegalu.

Pytam, bo mimo wszystko nie w każdej gitara jest instrumentem wiodącym. Dajesz dużo pola pozostałym instrumentalistom.

Tak, zgadzam się. Jest to dla mnie ważne, aby każdy z muzyków, z którymi gram czuł, że ma wpływ na kształt muzyki, którą gramy. Dzięki temu udaje się uzyskać pewne autentyczne emocje grających muzyków. Pozwalam im na to. Wkładają w całość muzyki swoją historię, swój pierwiastek, na którym mi zależy.

I dzięki temu czuć międzykontynentalność tej muzyki. Frakcja polska, która Cię wspiera, czyli Patryk Dobosz, Maciej Kitajewski, a zwłaszcza Marcin Kaletka, również silnie zaznaczyła swoją obecność

Oczywiście. Jednym z elementów tej płyty jest jeszcze spotkanie świata jazzu ze światem tradycji. To jest bardzo fascynujące, jak niełatwo jest połączyć ze sobą te dwa żywioły. To są zupełnie inne kierunki muzyczne. Z jednej strony improwizacja, harmonia, a z drugiej strony – melodia i kolorystka. Stąd instrumenty perkusyjne oraz perkusja, gitara i erhu, kontrabas, gitara basowa i kora oraz śpiew w języku Mandinka, który również ubarwia całość.

O czym opowiada tekst wspomnianego „Sankoi”?

Kandara Diebate jest griotem, czyli kimś, kto przekazuje z pokolenia na pokolenie tradycyjne pieśni, grę na korze, nauki o życiu, które silnie związane są z tradycją regionu Afryki Zachodniej. „Sankoi” jest o tym, jak żyć w zgodzie z naturą, religią, aby być dobrym człowiekiem. Warto tu wspomnieć, że Kandara jest synem wybitnego senegalskiego korzysty Boubacara Diebate. Można powiedzieć, że kontynuuje jego dzieło.

A jak dostrajaliście do siebie korę i gitarę? Oba mają chwilami bardzo zbliżone brzmienie

Nie zastanawiałem się nad tym. Chyba po prostu dopasowaliśmy się barwowo. Podczas nagrań jak i podczas koncertów Kandara wykorzystuje dwie kory w zależności od tonacji utworu.

Formuła „Cultural Concept” wydaje się dość otwarta. Będziesz ją kontynuował na kolejnych płytach?

Tak, formuła ta daje możliwość kontynuacji w przyszłości podobnych zbliżeń muzycznych. Wcześniejszy projekt pod nazwą Przemek Strączek & Asian Strings Collective był bardziej sprecyzowany (śmiech)


No właśnie, wspomniałeś o koncertach. Gracie na nich wyłącznie materiał z płyty?

Na koncertach gramy przede wszystkim muzykę z płyty „Cultural Concept”, bo na tym nam najbardziej zależy. Natomiast warto podkreślić, że w naszym repertuarze są jeszcze inne utwory, które nie znalazły się na płycie. Gramy przearanżowaną polską pieśń „Zaświeć Niesiądzu”. Utwór ten wspaniale brzmi na koncertach, lecz na płycie do końca nie pasował do charakteru całości. Dlatego musieliśmy z niego zrezygnować. Uwielbiamy go grać na żywo ze względu na energię, która w nim jest. Gramy również utwory Kandary z jego poprzedniej płyty.

A gdzie będzie można Was usłyszeć w najbliższym czasie na żywo?

Właśnie zakończyliśmy naszą mini trasę 22 października. 21 października zagraliśmy w ramach Jazz Crossing Festival w Zielonej Górze, a 22 w ramach JAZZtrzębia w Jastrzębiu-Zdroju. Zespół ten jest bardzo skomplikowany logistycznie. Muzycy na koncerty muszą dojechać z Austrii i odległych terenów Niemiec oraz różnych miast Polski. Jest to skład dość duży, generujący koszty. Każde wydarzenie planujemy z dużym wyprzedzeniem. Na ten moment w perspektywie mamy zaproszenia na koncerty dopiero w sierpniu 2023 roku. Mam nadzieję, że uda nam się wystąpić wcześniej.