Już dziś premiera długo wyczekiwanego albumu Kuby Więcka i Pauliny Przybysz. Ich wspólny projekt pt. „Kwiateczki” jest ucieleśnieniem teorii, która definiuje jazz jako wolność. Renesansowa poezja Jana Kochanowskiego rozbrzmiewa dźwiękiem z XXI wieku.

Album „Kwiateczki” to nowe odczytanie „Pieśni świętojańskiej o Sobótce” Jana Kochanowskiego. Kuba i Paulina spojrzeli na „Pieśń…” oczami swojego pokolenia, czego rezultatem jest dwanaście piosenek brzmiących świeżo i współcześnie, chociaż teksty pochodzą z epoki renesansu. Muzycznie jest to zbiór fascynacji i inspiracji Kuby elektroniką i hip hopem, ale u podłoża wszystkiego znajduje się jego Trio i jazz, od którego wszystko się zaczęło.

„Skomponowanie muzyki do tekstu „Pieśni świętojańskiej o Sobótce” Jana Kochanowskiego, od samego początku było dla mnie sporym wyzwaniem. Potraktowałem je jako szansę dla siebie i kolegów z zespołu na zmierzenie się z czymś nowym. Obecność tekstów wiązała się z koniecznością zaproszenia kogoś, kto je zaśpiewa. Kluczowym czynnikiem przy wyborze było to, aby była to osoba działająca na różnych muzycznych płaszczyznach. Tytuł naszej ostatniej płyty – Multitasking – zobowiązywał. Idąc tym tropem, naturalnym wydało mi się zaproszenie Pauliny Przybysz, której fanem jestem od dawna. Paulina śpiewa, rapuje, gra na wiolonczeli. Jako artystka stale poszukuje”. – Kuba Więcek. „Wszystko zaczęło się od moich utworów elektronicznych, do których Paulina dograła wokale. Następnie muzyka ta została zaaranżowana na moje trio z Michałem Barańskim oraz Łukaszem Żytą. Niemniej w trakcie nagrań w studio mieliśmy w głowie brzmienie tej muzyki elektronicznej, która wszystko zapoczątkowała i dzięki temu mogliśmy połączyć dwa światy muzyczne”. – dodaje.

Kwiateczki to rzecz wyjątkowa nie tylko w repertuarze Pauliny Przybysz, ale zarazem zjawisko rzadkie w serii Polish Jazz – pisze Jarek Szubrycht we wstępie do płyty. Od 1965 roku w ramach cyklu ukazały się płyty ledwie czterech wokalistów: Ewy Bem, Stanisława Sojki, Lory Szafran i Marianny Wróblewskiej. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że popis Pauliny na „Kwiateczkach” sytuuje ją poza głównym nurtem wokalistyki jazzowej. Idzie za muzyką i tekstem, czasem rapuje, to znów śpiewa soulowo, albo zbliża się do bluesowego lamentu. Ryzykuje, eksperymentuje, odkrywa.”

„Nie wiem jak to było być poetą w epoce renesansu, ale wiem jak jest być artystką w XXI wieku. Czuję jednak, że naszą funkcją jest nadzieja i polityka miłości. Jej aspiracjami jest przewaga piękna, porządku, harmonii z naturą nad destrukcyjnymi impulsami wynikającymi ze słabości. Piszemy o tym samym od stuleci i dlatego właśnie śpiewanie poezji Jana Kochanowskiego choć w staropolskim, trochę dziwnym dla nas współczesnych języku jest szokująco aktualne. Jeśli się dokładnie wsłuchacie, a może sięgniecie po literaturę i pobawicie się w karaoke, grzebiąc w starej lekturze, usłyszycie ostrzeżenie przed zmianami klimatycznymi a nawet inflacją. Trudy życia kobiet w patriarchacie, piękno i bezwzględność sił natury do których zaleca się podejście pokorne i pełne szacunku również ma tu swoje wybrzmienie.” – Paulina Przybysz

Album zakupicie, m.in. tutaj.

Kuba Więcek nie ma jeszcze trzydziestu lat, a już może się pochwalić trzema albumami opatrzonymi logotypem Polish Jazz. Jego pierwsza płyta „Another Raindrop”, z 2017 roku, była najmłodszym debiutem w historii serii. Więcek przede wszystkim jest saksofonistą i kompozytorem, ale żaden instrument mu niestraszny. Jest również producentem muzycznym, z którego talentu korzystali m.in. raperzy Ten Typ Mes i Koza. Urodził się w 1994 roku w Rybniku, kształcił w Amsterdamie i kopenhaskim Rytmisk Musikkonservatorium. Otrzymał Fryderyka w kategorii Jazzowy Fonograficzny Debiut Roku, a drugi album – zatytułowany „Multitasking”, co dobrze oddaje eklektyczny charakter tej twórczości i temperament jej autora – zwrócił na niego uwagę m.in. opiniotwórczego amerykańskiego magazynu „Downbeat”. Kuba znalazł się tam na liście 25 muzyków jazzowych, którzy będą wykuwali przyszły kształt jazzu.

Paulina Przybysz jest jednym z najbardziej oryginalnych głosów polskiej sceny. Pod szyldem Sistars, u boku siostry Natalii, dokonywała rzeczy niemożliwych, przekonując masową publiczność znad Wisły do niepopularnej tu wcześniej mozaiki z hip-hopu i soulu. Później chodziła własnymi drogami, z zespołem Rita Pax nagrywając kosmiczny indie pop, jako Pinnawela (a ostatnio po prostu pod nazwiskiem) zgłębiając i poszerzając swoje nowosoulowe doświadczenia, ale też zawsze szukała przygód w innych gatunkach muzycznych, od rapu przez jazz i piosenkę literacką po rock.