Powoli zbliżamy się do końca podsumowania Fest Festival 2021. Przed Wami nasz trzeci dzień festiwalu. W skrócie: bardzo dużo się działo, koncerty były w zasadzie jeden po drugim, aplikacja do zliczania kroków wariowała tego dnia.

Trzeci dzień rozpoczęliśmy od koncertu Ralpha Kaminskiego i jego nieziemskiej ekipy. Ten młody, bardzo charyzmatyczny chłopak pokazał nam swoją kosmiczną energię wykonując utwory ze swoim dwóch płyt. Do tej pory podchodziłem do Ralpha i jego muzyki z dużą rezerwą, po tym koncercie na pewno się to zmieni. Znakomicie zaplanowany koncert, który był częścią trasy Kosmiczne energie.

Następnie, dość szybkim krokiem, przeszliśmy na inną scenę aby usłyszeć najbardziej zwariowaną dziewczynę na polskiej scenie muzycznej – mowa o Mery Spolsky. Ta artystka dokładnie wie kto i po co przychodzi na jej występ. Nie szczędziła słów o tolerancji, miłości, a muzyka, którą wykonuje jest kropką na „i” jej podejścia do świata.


Mery jeszcze nie skończyła, a na głównej scenie pojawił się legendarny duet Kayah & Bregović, który zgromadził pod sceną kilka pokoleń. Ten projekt znamy na wylot. Jako pierwszy zaprezentował swoje utwory Goran Bregović, następnie dołączyła do niego Kayah. Już nie raz byliśmy wśród publiczności podczas wykonywania „Kalashnikov” czy „Śpij, kochany śpij” – zawsze robi to ogromne wrażenie. Podczas festowego występu, nie zabrakło bisów i wspólnego śpiewania największych hitów takich jak, wspomniane, „Śpij kochanie, śpij” czy „Prawy do lewego”Kayah podczas koncertu zapowiedziała swoją jesienną trasę z Goranem, która odbędzie się w październiku tego roku. 


Po koncercie Kayah i Bregovica pobiegliśmy na Sohn. Mimo początkowych problemów technicznych, koncert można uznać za bardzo udany. Christopher Michael Taylor, bo tak naprawdę nazywa się brytyjski muzyk, przyznał, że jest bardzo szczęśliwy móc ponownie występować. Zarówno on, jak i wielu artystów, którzy pojawili się w line-upie Fest Festival 2021, mieli dwuletnią przerwę w koncertowaniu. Przerwa w ogóle nie była odczuwalna…

Muzycznie Sohn postanowił być powściągliwy w kwestii produkcji, ograniczając utwory do trzech podstawowych elementów. Jego celem było znalezienie głównych elementów kompozycji i upewnienie się, że nagrywa i gra tylko najmocniejszy materiał, który obroni się sam, bez magii studia nagraniowego. Wszystko to dało się wyczuć podczas koncertu. Nie było niczego sztucznego, robionego na siłę – tylko on z zespołem, zmieniające się kolory świateł i hipnotyzujący wokal.


Trzeci dzień zakończyliśmy mocnym djsetem niemieckiego muzyka sceny elektronicznej Paula Kalkbrennera. Przeważnie djset kojarzy się z łupanką, przy której najlepiej mieć założone ciemne okulary… tutaj było zupełnie inaczej, było wielogatunkowo – w skrócie, dla każdego coś miłego.