Florian Arbenz doskonale wie, że nie w jednostce, a we współpracy siła. Dlatego też postawił sobie za cel wyprodukować serię kolaboracji z różnorodnymi, cenionymi i ambitnymi artystami. Cała seria ma zawierać 12 albumów, a pierwszy z nich „Conversation #1: Condensed” ujrzał właśnie światło dzienne. Znajduje się na nim 10 kompozycji, z których 6 jest autorstwem lidera. 

Arbenz jest znanym szwajcarskim perkusistą udzielającym się w projektach sesyjnych, jako towarzysz koncertowych i festiwalowych wydarzeń oraz jako znakomity mentor i inspirator. Do pierwszej części tej 12 etapowej podróży dołączył do niego trębacz Hermon Mehari i gitarzysta Nelson Veras. Oboje są cenionymi muzykami. Francuz Mehari zdobył już uznanie zarówno w Japonii, Australii jak i rodzimej Europie, Veras z kolei jest szalenie rozchwytywanym brazylijskim specem od gitary klasycznej, który od wielu lat mieszka we Francji z powodzeniem nawiązując co rusz nowe realizacje muzyczne. 


Cała trójka stworzyła album ambitny i lekkostrawny za razem. Takie współprace trzech odrębnych muzycznych osobowości czasami skutkują nadmierną ekspresją. „Conversation #1: Condensed” jest fantastycznie zbilansowane pod względem udziału każdego z tych muzyków. Perkusja lidera nadaje ojcowską aprobatę, gdzie trąbka i gitara mogą wyeksponować swoje najlepsze walory. Już pierwsza kompozycja „Boarding the boat” ukazuje charakterek i nieszablonową integrację trzech instrumentów. Łamane metrum, dysonanse i improwizacje nie powodują jednakże zmęczenia zaskakując nieco rozrywkowym groove. Choć każde z nich idzie własnym torem to słychać, że ubrani są te same jazzowe kolory i mnie to się bardzo podoba. Ciekawe jest „Groove A”, gdzie gitara leniwie sączy swój motyw, perkusja gna pełna energii, a trąbka faworyzuje dalsze improwizacje. Słuchając dalej jest coraz lepiej. Oto „Olha Maria” sentymentalną melodią uwypukla dialog Verasa i Mehariego, a Arbenz jak obserwator podtrzymuje wszystko delikatną obecnością. Na tym nie kończy się sentymentalizm, gdyż w „Vibing With Mr Feldman” nabiera ono bardziej majestatycznego wyrazu. Zdecydowana większość materiału jest z kolei pełna energii i bogatej wirtuozerii. „In medias res” jest tego najlepszym przykładem, gdzie Arbenz mógł dobitnie ujawnić swoje możliwości. Moje ulubione „Race Face” z repertuaru Orbette Colemana wypełnione jest natomiast free jazzem nasiąkniętym latynoskim vibem. Zaraz za nim znajdujemy dość „amerykańskie” „Dedicated to the quintessence” i ono właśnie jest moim punktem kulminacyjnym tego albumu.

Uwielbiam wydawnictwa, w których można odkrywać wyjątkowych muzyków, pełnych ambicji i kunsztu wirtuozerii. Zdecydowanie należy do nich Florian Arbenz, który mam nadzieję, że kolejnymi projektami swojej serii zaskoczy tak samo jak tym pierwszym. Jest to album nieoczywistego jazzu, pełnego opowieści, zaskoczeń i zabawy interpretacją. Jednocześnie jest przyjemnie melodyjny i spójny w koncepcji całości. Porządny twórczy jazz z elementami free i latino. Szczerze godne uwagi! 

Ocena płyty: