„Memories” Krzysi Górniak jest jakby skrojone na miarę naszych czasów. Niezamierzone, a jednak tym bardziej aktualne jest motto płyty: „Kruchość losu jest częścią życia i czym bardziej zdajemy sobie sprawę z nieuchronności przemijania, tym bardziej doceniamy czas, który nam pozostał.”

Rozmawialiśmy z Krzysią Górniak, m.in. o nowym albumie. Zachęcamy do lektury wywiadu.


Niedawno wydałaś swój najnowszy album zatytułowany „Memories”. Tytuł dość wymowny, ale czy faktycznie zawarłaś na niej wspomnienia? Jeśli tak to, jakie?

Podczas tworzenia muzyki, która została nagrana na płycie „Memories” miałam w sobie taką nostalgiczną energię, związaną ze wspomnieniami tego, co już minęło. Muzyka była tworzona tu i teraz na gorąco w procesie życia i doświadczeń, lecz łączyła się z osobami i wydarzeniami, które odeszły. Miało to dodatkowo, swój szczególny wydźwięk w czasie premiery płyty, na początku kwietnia, gdy świat zatrzymał się, a my zmuszeni zostaliśmy do izolacji i zastanowienia się na celem i sensem naszego życia. Motto płyty, niezamierzone, a tym bardziej teraz aktualne, brzmi: „Kruchość losu jest częścią życia i czym bardziej zdajemy sobie sprawę z nieuchronności przemijania, tym bardziej doceniamy czas, który nam pozostał.” Z każdym utworem wiąże się pewna historia, która jest uchwycona w teraźniejszości, lecz pełnymi garściami czerpie ze wspomnień i marzeń. 

Strawberry Kisses, pierwszy singiel z płyty, został napisany w czerwcu 2019, jest to czas truskawek, krótki i ulotny moment w roku szczególnej zmysłowości, który kojarzy mi się z czasem pocałunków.  Impulsem nie jest tu jakieś konkretne wydarzenie, lecz nostalgia powodowana czymś, co się wydarzyło, a nie ma kontynuacji. Sweet Almonds, drugi singiel z płyty napisany w maju 2019, moim zdaniem jest jeszcze bardziej zmysłowy, to wspomnienie podróży nad morze. Na wszystkich swoich albumach prezentowałam głownie utwory instrumentalne. Tym razem potraktowałam głos jak jeden z instrumentów i śpiewając unisono z gitarą, wyczarowałam melodię, która jest charakterystyczną, centralną częścią kompozycji. Sweet Almonds to marzenie senne, kojarzy mi się z pocztówką muzyczną do sceny z filmu, w którym Sophia Loren i Marcello Mastroianni jadą razem kabrioletem w południowym słońcu wzdłuż górzystego wybrzeża morza śródziemnego. Sea Salt On My Lips, utwór na ¾ z charakterystycznym folkowym motywem kwartowym, przypomina mi podmuchy wiatru na jachcie, gdy żegluję. To wspomnienie wrażenia, gdy na oceanie czy morzu podczas żeglowania osadza się sól na ustach od morskiej bryzy. Jest tutaj wolność, niezależność i adrenalina. Balladę Touch of Your Soul napisałam w sierpniu 2018 pod wpływem emocji, jakie, wywołała we mnie śmierć Grzegorza Grzyba, wybitnego perkusisty, który był częścią mojego zespołu przez ostatnie kilka lat i z którym nagrałam płytę „Moments”. My Indian Summer napisałam we wrześniu 2019. Było wtedy około 30 stopni, atmosfera takiego niesamowitego letniego rozleniwienia, ale w powietrzu unosiła się już nostalgiczna nuta początku jesieni. Coś bezpowrotnie odchodziło i pozostanie na zawsze już tylko wspomnieniem. Utwór ten zadedykowałam mojemu przyjacielowi, który odszedł po ciężkiej chorobie. Travel to kompozycja napisana na wspomnienie przepięknej podróży do Włoch z moją przyjaciółką. Jest tam motyw o bieganiu po lotnisku, motyw o zwiedzaniu miasta i motyw, gdzie odpoczywamy nad morzem. Cardamom Coffee jest napisany pod wpływem wspólnych rozmów przy kawie na próbach u mnie w domu. Kawa z kardamonem jest ulubionym przysmakiem moich kolegów z zespołu. 

Od wydania poprzedniej Twojej płyty minęły prawie 4 lata. Co robiłaś w międzyczasie?

Od czasu „Moments” działałam na różnych polach aktywności artystycznej: grałam koncerty i uczestniczyłam w wielu jam sessions, komponowałam, rysowałam obrazy, prowadziłam fundację i żeglowałam- zrobiłam patent na sternika morskiego. Ważnym wydarzeniem był dla mnie koncert w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego w 2017 roku. Zawsze chciałam zagrać w tej sali z powodu jej doskonałej akustyki i to się udało. Cieszę się, że koncert został uwieczniony na wideo i jest dostępny na Youtube, ma dla mnie historyczne znaczenie, gdyż grał tam wspomniany Grzesiu Grzyb. Osobiście w ostatnim czasie przeżyłam chwile zadumy nad sensem i celem życia. Tragiczna śmierć Grzesia doprowadziła do zmiany składu w moim zespole. Pewne rzeczy, które dobrze działały z Grzesiem Grzybem, brzmiały inaczej bez niego.  Dlatego też zaczęłam szukać nowego brzmienia zespołu, zmieniłam skład, chodziło mi o pewną dojrzałość brzmienia, jazzową nostalgiczność, ale też o wielowymiarowość kolorystyczną i dynamiczną.


Każdy album wiążę się z pewnymi etapami powstawania. Jak to było przy „Memories”?

Praca nad płytą zaczęła się w momencie powstawania nowych kompozycji na przestrzeni kilku lat (2017-2019). W międzyczasie dokonywał się proces konstytuowania się nowego składu zespołu. Granie na jam session, poszukiwania muzyków poprzez wspólną improwizację, pozwoliły mi wybrać właściwy skład. 

Muzycy, których można usłyszeć na „Memories” łączy ogromny profesjonalizm, doświadczenie i twórcza lekkość przekazu.  Sercem zespołu jest Marcin Jahr, wybitny perkusista, który profesjonalną karierę rozpoczął w 1987 roku w kwintecie Jana Ptaszyna Wróblewskiego. Na kontrabasie usłyszymy Michała Jarosa, laureata wielu nagród, który w 2019 roku wydał swój autorski album „Floating Bridges”. Na fortepianie możemy usłyszeć dwóch muzyków: Michał Wróblewski, pianista o dużym dorobku artystycznym, aranżer, kompozytor, kreatywny i wizjonerski improwizator, na co dzień współpracujący z Michałem Urbaniakiem oraz Piotr Wrombel, doświadczony muzyk, który bierze udział w wielu projektach jazzowych o zróżnicowanym charakterze, współpracując m.in. z Krzesimirem Dębskim czy Zbigniewem Namysłowskim. Po okresie prób, gdy materiał był już aranżacyjnie zamknięty i zagrany na kilku koncertach weszliśmy do studia. Praca odbyła w dwóch etapach. Pierwsza sesja nagraniowa miała miejsce pod koniec czerwca 2019 r. w Quality Studio w Warszawie, a realizatorem nagrań był Jeremiasz Hendzel. Druga sesja nagraniowa odbyła się na początku października w Studio Chróst w Sulejówku i była realizowana przez Winicjusza Chrósta. Winicjusz Chróst miksował wszystkie sesje, a masterował Jeremiasz Hendzel. 

„Memories” jest płytą szczególną, gdyż jest to ostatnia płyta, która wyszła spod ręki legendarnego Winicjusza Chrósta. Zrealizowałam z nim 7 płyt: „Ultra”, “Garden Of Love”, “Emotions”, “Feelings”, “Tribute to Nat King Cole”, “Moments”, “Memories”. Niestety na 5 dni przed premierą po ciężkiej chorobie odszedł. Z tego też powodu, choć niezamierzone, „Memories” ma szczególne znaczenie i jest zamknięciem pewnego etapu w moim życiu.


Jak Krzysia Górniak radzi sobie na kwarantannie? Co najczęściej robisz?

Czasy kwarantanny nie są dla mnie szczególnie uciążliwe, ponieważ mieszkam na mazowieckiej wsi i niewiele się u mnie zmieniło w okolicy. Nadal chodzę na spacery z psem po okolicznych lasach i skupiam się na pracy twórczej. Nie jeżdżę do Warszawy, bo nie mam po co. Nie ma koncertów ani innych kulturalnych wydarzeń, więc postanowiłam ten czas przeznaczyć na osobisty rozwój. Za miejskim gwarem nie tęsknię szczególnie. Tego czego mi brak to jedynie wspólnego grania na żywo.  Życie muzyka to w pewnym sensie życie w izolacji. Procesy twórcze zawsze związane są z pewnego rodzaju samotnością. Codzienne rytuały ćwiczenia na instrumencie to pewnego rodzaju samotność w medytacji.

Każdy muzyk ma swoich idoli. Jakich ma Krzysia Górniak?

Mam wrażenie, że wyrosłam już z idoli, cenię sobie jakość i wirtuozerię w muzyce, a także oryginalność. Muzyki słucham raczej spontanicznie. Ostatnio były w moim odtwarzaczu: Bill Friesell, Cesaria Evora, Pat Metheny, Buena Vista Social Club, Norah Jones, Leszek Możdżer, Aga Derlak, a także kompozytorów takich jak: J.S. Bach, Debussy, Szymanowski, Lutosławski, Górecki, Szostakowicz, Prokofiew. 

Obecnie inspiracji szukam głównie w sobie. Mam wrażenie, że to najlepsza droga do osiągnięcia oryginalnego, niepowtarzalnego języka kompozycji. Oczywiście zawsze zależy mi na melodii, bo tak słyszę muzykę. Piękna melodia pasuje do mojej struktury duchowej. Temat, który można zaśpiewać zostaje w podświadomości, niejako wgrywa się dzięki melodii – tak właśnie słyszę. Muzyka, którą tworzę, ma dla mnie wymiar intelektualnego relaksu, chodzi o to, żeby wprowadzić słuchacza w podniosły duchowo, ale i spokojny, zrelaksowany nastrój. Stąd dużo u mnie przemyślanych zmian harmonicznych, nad którymi myślę długo zanim je zastosuję. Chodzi o sytuację nieoczywistości harmonicznej, a jednocześnie ważne jest, aby zmiany te wchodziły w siebie płynnie, nie powodując dyskomfortu. To jest pewien rodzaj omijania muzycznych oczywistości, gdzie temat jest harmonicznie dopełniony miejscami zaskakującymi strukturami, wówczas całość jest bogata i głęboka.

Wróćmy jeszcze do nowej płyty. Planujesz wydać ją na winylu? 

Tak, myślałam o tym, żeby „Memories” wydać na winylu jesienią 2020. 

Czy po wznowieniu koncertów, planujesz trasę koncertową?

Tak, pracujemy nad trasą koncertową z moim managerem Grzegorzem Stabeuszem. Bardzo brakuje mi koncertów. Granie na żywo ma w sobie niezwykłą, niepowtarzalną energię tworzenia w danej chwili nowych jakości. Ważna jest także wymiana energetyczna pomiędzy muzykami a odbiorcami, to niepowtarzalne chwile.  Mam nadzieję, że niebawem spotkamy się w salach koncertowych i materiał „Memories” będzie można usłyszeć na żywo.