Dionne Warwick znana wszystkim z takich hitów jak „Walk on by„, „Say a Little Prayer” oraz „Heartbreaker” udzieliła bardzo emocjonującego wywiadu dla The Guardian, w którym opowiada o swoich relacjach z Donaldem Trumpem, o kondycji świata, komentuje trasę koncertową hologramu Witney Houston, a także opowiada o swojej przyszłości.

„Donald Trump, którego znałam, był bardzo miły. Był dżentelmenem. Nigdy mnie nie zaczepiał. Nie wiedziałam co zrobił z innymi, ale dobrze wiem jak mnie traktował. Koncertowałam w jego hotelu, a on zawsze był dla mnie bardzo uprzejmy. Nie wiem kim stał się dzisiaj. To nie jest mężczyzna, którego poznałam. Kropka. Polityka, religia i seks to trzy rzeczy, których należy całkowicie unikać w rozmowie”.

„Dzisiaj jest najbardziej chaotyczny czas w historii. To okres, w którym wszystko się zmienia. Wszystko przez co obecnie przechodzi świat, emocjonalnie, psychicznie i fizycznie jest teraz w złym stanie. W Stanach Zjednoczonych trwa segregacja, tak samo w Wielkiej Brytanii. Wszędzie jest się segregacja, która od lat jest taka sama.
Nie jestem rewolucjonistką, jestem wykonawcą. Wierzę, że jako pierwsza Afroamerykanka wygrałam Grammy na hermetycznej popowej arenie, która w zasadzie była prawie tylko przeznaczona dla białych. To było wtedy bardzo niespotykane. Byłam prawdopodobnie pierwszą osobą odnoszącą sukces w wielu „białych” dziedzinach”

„Nie mam zdania na temat koncertów z hologramem Whitney. Myślę jednak, że to strata czasu. Spuścizna Whitney, jej muzyka, mówi sama za siebie”.

 „Nic nie trwa wiecznie… tak długo, jak daję ludziom przyjemność, którą wydają się mieć, kiedy przychodzą na moje koncerty tak długo będę starać się to robić. Ale kiedy poczuję, że zarówno wokalnie jak i fizycznie za bardzo się zmieniam, wtedy pozostanie mi już tylko z gracją się wszystkim ukłonić”.