Raphael Saadiq jest jedną z najważniejszych postaci kręgu R&B ostatnich 30 lat. Jako nastolatek, w połowie lat osiemdziesiątych, był basistą w zespole Sheili E., często występował z Prince’em. Założył i przewodził grupie R&B Tony! Toni! Tone!, z którą wydał cztery albumy w ciągu dziewięciu lat, ciesząc się hitami, takimi jak „Feels Good”, „Anniversary” i „If I Had No Loot”. Do czasu rozpadu grupy w 1996 roku Saadiq był już znany jako autor tekstów i producent do wynajęcia, pracując, między innymi z D’Angelo – był współautorem dwóch największych hitów piosenkarza, „Lady” i „Untitled (How Does It Feel)”. W 1999 roku założył Lucy Pearl z Dawn Robinson z En Vogue i Ali Shaheed Muhammad z A Tribe Called Quest, a następnie wydał parę albumów solowych; „Instant Vintage” z 2002 roku był nominowany do czterech nagród Grammy.


Wiele z tych projektów wchodzi w skład nowego „Jimmy Lee”, pierwszego albumu Saadiqa od ośmiu lat. Raphael Saadiq przyznaje w wywiadach, że nie chciał tworzyć tego albumu – musiał. Szukając inspiracji do stworzenia idealnej piosenki w stylu vintage soul-love, „Jimmy Lee” stał się jego pasją. Poświęcając płytę bratu, który zginął w wyniku przedawkowania narkotyków, Saadiq prezentuje zestaw brutalnie szczerych, czasami impresjonistycznych medytacji na temat uzależnienia i straty, z nutą pozytywu, która rozprasza smutek i cynizm całościowego przesłania. W jego opowieściach wyczuwa się bunt wobec bezradności pogrążonej w narkotycznych ciemnościach.

 
Jimmy Lee” bada wiele etapów i stron nadużywania niebezpiecznych substancji, rozpoczynając od „Sinner’s Prayer”, utworu, w którym głosem o zabarwieniu desperacji neguje swoje życiowe wybory. Gdzie indziej, „Riker’s Island” zawiera mocne przemówienie aktora Daniela J. Wattsa („In the Heights”, „Motown: The Musical”) o ogromnej liczbie mężczyzn Afroamerykanów uwięzionych w amerykańskich więzieniach. I chociaż inni goście pojawiają się bardzo rzadko, ich obecność jest wyrazista: Lamar, niczym lektor napisów końcowych w „Rearview”, a także muzyk gospel, wujek Saadiqa – Wielebny Baker, autor nieco kościelnego „Belongs to God”.

Nowy album wabi delikatnością i wyszukaniem dźwięków.

Raphael jest bowiem zwolennikiem gry na prawdziwych instrumentach, sam uprawia z niejaką nieśmiałością gitarę. Podobnie jak jego mentor Prince, Saadiq pięknie wykorzystuje melodię i przestrzeń w rytmach przyjaznych dla radia, przechodząc między gatunkami z niezwykłą pewnością i autentycznością. Brzmi równie dobrze, grając łagodny funk („So Ready”) jak i klasyczny soul („Belongs to God”).

Żeby przywrócić do życia atmosferę lat 70., która nasyca „Jimmy’ego Lee”, wiele piosenek kończy się nagle, przerywanych przez lekki szum, jakby słuchacz nagle zmienił staromodną tarczę radiową. Efekt ten sprawia, że ​​od czasu do czasu wkrada się niepokój, wstrząs, nagła zmiana scenerii, która po chwili przechodzi w stylistyczną ulgę. Wszystko to bez wątpienia jest częścią planu Saadiqa. Najwyraźniej nie nakłonił „Jimmy’ego Lee” do ubiegania się o status supergwiazdy ani do zarabiania na niezliczonej ilości tekstów piosenek i produkcji, które gromadził przez dziesięciolecia; zrobił to, aby podnieść na duchu wszystkich, którzy doświadczyli życia z niespokojną duszą, ukochanej osoby.

Ocena płyty: