Michael Kiwanuka nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Skromny, bardzo utalentowany, nikogo nie udający. To było moje drugie spotkanie z artystą, i tak jak było za pierwszym razem, tak na Pohoda Festival pytał publiczność czy jest gotowa na prawdziwą muzykę. Oczywiście, bardzo licznie zgromadzona publiczność, chórek odpowiedziała „Yes”. I zaczęła się magia…

Michael Kiwanuka nie jest zwyczajnym artystą. Od samego początku idzie własną drogą, nie zważając na namowy wytwórni czy innych. Komponuje co chce, śpiewa jak chce – i jest to cudowne.

Oczywiście największy aplauz dostał utwór „Cold Little Heart”, ale ku mojemu zaskoczeniu równie dobrze przyjęty został „Black Man in a White World”. Nie zabrakło nowości. Michael z zespołem wykonali również „Money”, w nieco zmienionej aranżacji, bardziej akustycznej.


Michael Kiwanuka to brytyjski gitarzysta i wokalista, nazywany nowym Marvinem Gayem. Sam o sobie mówi, że w życiu „marzył o projektowaniu, a skończył z instrumentami”. Kiwanuka tworzy muzykę alternatywną, choć inspiruje go soul. W jego sztuce można odnaleźć nawiązania do twórczości Billa Withersa czy Boba Dylana.

Debiutancki album artysty, zatytułowany „Home Again”, ukazał się na rynkach muzycznych 12 marca 2012 roku. Od razu trafił na listy najlepiej sprzedających się krążków między innymi w Norwegii, Wielkiej Brytanii, Austrii oraz Portugalii. Brytyjscy krytycy muzyczni nazwali wokalistę „bardzo obiecującym piosenkarzem, wyrastającym na ikonę soulu. Co ciekawe, Kiwanuka zaczynał od supportowania Adele, podczas trasy koncertowej na rok przed wydaniem swojego longplay’a.