Bob Moses to kanadyjski duet elektroniczny, który tworzą Tom Howie i Jimmy Vallance. Projekt powstał w 2012 roku, a niedługo potem Bob Moses podpisali kontrakt z wytwórnią Domino. Od tamtej pory chłopakom udało się zgromadzić parę EP-ek: „Hands to Hold”, „Far from the Tree” czy „First to Cry”, a także długogrający album „Days Gone By”. Na przestrzeni kilku lat na scenie Tom i Jimmy mieli okazję wystąpić u Ellen DeGeneres, zdobyć nagrody Grammy oraz nominacje do Juno. 

Do Warszawy Bob Moses przyjechali z najnowszym albumem zatytułowanym „Battle Lines”. Duet zagrał podczas festiwalu World Wide Warsaw.


Jesteście w show businessie od 2012 roku. Jak zaczęła się Wasza przygoda jako Bob Moses? 

Założyliśmy Boba Mosesa w Nowym Jorku. Obaj przenieśliśmy się tam po szkole średniej (oddzielnie; i części studiów w moim przypadku) i mieliśmy studia nagraniowe na Brooklinie, nawet o tym nie wiedząc. Pewnego dnia się spotkaliśmy przypadkiem, nie widzieliśmy się od czasów liceum w Vancouver (chodziliśmy razem do liceum, ale byliśmy tylko znajomymi). Spędziliśmy jeden dzień w studiu Jimmy’ego i od razu poczuliśmy, że doskonale się rozumiemy w muzyce. Przeprowadziłem się do Jimmy’ego w lutym 2011 roku, zaczęliśmy codziennie pracować w jego studiu, a w weekendy chodziliśmy na koncerty i imprezy. W Nowym Jorku istniała wtedy świetna undergroundowa scena muzyki elektronicznej i my staliśmy się jej częścią. Po około roku pracy w studio doszlifowaliśmy nasze kawałki, nawiązaliśmy kontakty, zaczęliśmy grać koncerty i w końcu udało się nawiązać współpracę z lokalnymi DJ-ami i producentami, którzy założyli wytwórnię i chcieli wydać naszą pierwszą EP-kę. Kiedy mieliśmy już kilka gotowych utworów, zaczęliśmy grać coraz więcej koncertów, nasza publiczność rosła, co dało nam możliwość nagrywania jeszcze więcej muzyki i grania więcej koncertów. Reszta to historia, jak to mówią. 

Do tej pory nagraliście 2 albumy studyjne. Jak wyglądała praca nad tymi krążkami?

Każdy pomysł powstawał z impulsu. Impuls może być loopem stworzynym przez jednego z nas, progresją akordów, melodią, dźwiękiem, czasami nawet częścią lub pełnym utworem, który zostanie przyniesiony do studia przez jednego z nas. Czasami zaczynami zupełnie od zera, inspirując się innym utworem, który nam się podoba, i staramy się wymyślić coś nowego. Jest to trochę proces wymiany między nami: tym, który przynosi inspirację, a tym, który to spisuje i dodaje coś od siebie. Nieustannie wymieniamy się tymi rolami. Czasami na jakiś czas zdarza nam się utknąć w martwym punkcie, odbywać filozoficzne dyskusje albo po prostu pójść na kawę, zjeść coś i po przerwie wrócić do tworzenia. Próbujemy wielu różnych rzeczy i pomysłów, żeby sprawdzić, czy możemy wymyślić coś lepszego. Jeśli coś ekscytuje nas obu, to po prostu to wiemy. Pracujemy więc dotąd, dopóki nie znajdziemy czegoś, co nas obu ekscytuje. 


W 2018 roku wydaliście album „Battle Lines”, co było Waszą inspiracją do nagrania tego materiału? 

Nagraliśmy ten album w LA I bylismy bardzo zafascynowani historią Laurel Canyon, gdzie znajdowało się nasze studio nagraniowe. Wielu wspaniałych artystów żyło i nagrywało w tamtych okolicach: Frank Zappa, Joni Mitchell, Neil Young. Mieliśmy studio w domu, który znajdował się na klifie z widokiem na dolinę. To było rewelacyjne miejsce na tworzenie nowego materiału. Jeśli chodzi o tematykę, to w tamtym czasie byliśmy bardzo zainteresowani ruchami społecznymi i politycznymi, które zdawały się burzyć świat i staraliśmy się uchwycić emocjonalne i filozoficzne uczucia, które nam towarzyszyły. Podział, zdrada, poczucie pozostawania w tyle, bezradność, strata, poczucie, że nikt nie chce Cię słuchać ani usłyszeć. Próbowaliśmy pokazać, jak te uczucia wpływają na życie nasze i innych ludzi, których znaliśmy, a także pewnego rodzaju poczucie odizolowania w świecie przecież także bardzo „połączonym”. Zastanawialiśmy się, jak sposób życia jako społeczeństwa może wpływać na ruchy społeczne, których byliśmy świadkami. Znaleźliśmy naprawdę dużo inspiracji, to na pewno!

Jakiej muzyki słuchacie na co dzień?

Ja słucham większości gatunków muzycznych: rock, pop, alternative, hip-hop, wszystkie rodzaje elektroniki, jazz, blues, muzyka klasyczna.

Wskazałeś podobieństwa do innych zespołów; lubisz być porównywany z innymi artystami?

To naturalne, że ludzie porównują różne rzeczy, żeby coś zrozumieć. Nie przeszkadza nam to i zazwyczaj uważamy, że jest to interesujące. Jesteśmy ogólnie bardzo świadomi, jak brzmią nasze utwory, a także które wpływy są w nich najbardziej widoczne. W każdym razie, zawsze miło jest usłyszeć, kiedy ktoś mówi, że piosenka przypomina mu utwór lub artystę, o którym nie pomyśleliśmy. 


W lutym (dokładnie 21 lutego) zagracie w Polsce. Czy możemy się spodziewać niespodzianek podczas Waszego koncertu?

Musicie zaczekać i zobaczyć! Nie gralismy jeszcze z naszymi obecnymi perkusistą i basistą w Europie, więc koncerty z całym zespołem na pewno będą wspaniałym przeżyciem. 

Wywiad zostanie opublikowany już po Waszym koncercie, więc musimy zapytać… czy chcielibyście powiedzieć coś polskim fanom?

Chcemy podziękować za wsparcie, jesteśmy poruszeni i zaszczyceni, że polscy fani cieszą się naszą muzyką. Staramy się tworzyć prosto z serca, być na maksa szczerym, aby ludzie mogli utożsamić się z naszymi utworami, będąc nawet w Polsce, co wydaje się być tak daleko! Aż surrealistycznie. Jeśli ten wywiad zostanie opublikowany po koncercie, to bardzo dziękujemy za zaproszenie.