Pod koniec ubiegłego roku wokalistka Joanna Longić i pianistka Hania Rani, działające pod szyldem tęskno, uraczyły nas wyjątkową płytą zatytułowaną „mi”. Oniryczna muzyka, rozmarzone, bogate aranżacje i niezwykle introwertyczny wydźwięk całości, stawiają obie panie w gronie najlepszych debiutantek ostatnich miesięcy. Nam opowiedziały m.in. o kulisach tworzenia złożonej struktury „mi” oraz za tym, czy tęsknota jest źródłem niewyczerpalnym.

Płyta nosi tytuł „mi”. Słuchając jej jednak, odnoszę wrażenie, że powinna być zatytułowana „nam”

JL: (śmiech) Długo zastanawiałyśmy się nad tytułem tej płyty. Pojawił się nawet pomysł, by w ogóle jej nie tytułować, bo samo słowo „tęskno” niesie tu sporo znaczenia i ładunku emocjonalnego. Doszło jednak do sytuacji, w której obie napisałyśmy do siebie jednocześnie wiadomość o treści: A może „mi”? Okazało się, że to jedyne słowo, które w tym zestawieniu dobrze brzmiało i tak zostało.

HR: Myślę, że ‘mi’ jest bardziej bezpośrednim zwrotem, ‘nam’ definiuje jakąś nieokreśloną grupę ludzi. ‘mi’ jest zatem jakby zwróceniem się do do każdego z osobna, ale też do nas samych – w formie autorefleksji. “Tęskno mi” to sytuacja, z którą każdy może się łatwo utożsamiać i ją poczuć.


Wydaje mi się, że ten album jest ścieżką dźwiękową do jakiegoś filmu, czy nawet snu. Z każdym kolejnym utworem wyświetlały mi się w głowie kolejne obrazy. A czy można go traktować jako koncept?

JL: Najpierw powstawały utwory, a potem zaczęłyśmy się zastanawiać nad ich kolejnością na płycie. I tak wyszło, że te napisane jako ostatnie są na początku, a jeden z pierwszych utworów jako ostatni.

HR: Ten pomysł podpowiedział nam Piotrek Wieczorek, który odpowiada za postprodukcję płyty – mix i mastering. To bardzo wymagający materiał pod względem realizacji i produkcji, bo jest w większości akustyczny. Zamiast pojedynczych ścieżek mamy po kilka par mikrofonów dla każdego instrumentu – nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. To właśnie Piotrek zasugerował, żeby zakończyć album utworem „Układ Sił”, który jest utworem wolnym, bez energetycznego finału, ale jednocześnie niezwykle  emocjonalnym i podsumowującym. Na końcu utworu, wnikliwe ucho usłyszy niepokojący, samotnie brzmiący szum, który pochodzi z naszego syntezatora Juno. W pewnym momencie szum urywa się i zostaje sama cisza. Myślę, że to bardzo wymowny znak oraz dobre zakończenie tego materiału.

Ta płyta jest dość misternie utkana z tych dźwięków. W paru momentach się nabrałem, kiedy leci loop, a kiedy dźwięki wygrywane są za pomocą syntezatora. Do tego jeszcze partie smyczkowe, które są tu wartością dodatnią. Wiem, że syntezatory dogrywałyście osobno, a jak było z partiami smyczków?

HR: Utwory powstawały najpierw poprzez ułożenie melodii przy akompaniamencie pianina. Od początku był jednak pomysł, żeby ta płyta była „utkana” smyczkami i tak właśnie konstruowane były aranżacje. A to, że te warstwy muzyczne tak gładko się przenikają jest zasługą Piotra, odpowiedzialnego za miksowanie tego albumu, który doskonale wyczuł charakter kompozycji i aranżacji tęskno. Dla nas muzyka to jedna, organiczna materia. W naszych utworach poszczególne warstwy i brzmienia “kleją się” ze sobą w bardzo naturalny sposób. Chciałyśmy pokazać, że dźwięki analogowych syntezatorów doskonale współgrają z akustycznymi brzmieniami, tworząc wrażenie jednego instrumentu, tak aby słuchacz nie skupiał się na poszczególnych elementach, a dał się ponieść się ogólnemu wrażeniu. Prawdą jest jednak, że album skonstruowany jest z tysięcy malutkich elementów i detali. To muzyka bardzo “skomponowana”, mało improwizowana. Muzyka, której można przyglądać się z daleka oraz z bliska, pod mikroskopem.


Brzmienie płyty jest niemalże krystaliczne. Rozumiem, że to również zasługa Piotra?

JL: Tak, to przede wszystkim jego zasługa. Bardzo się nad tym napracował.

HR: Najpierw była edycja i wybór odpowiednich wersji, bo materiału było naprawdę mnóstwo. Oczyszczenie go ze zbędnych usterek, potem sklejanie poszczególnych plików i praca nad brzmieniem, wcześniej przygotowanych przez nas produkcji. Chylę czoła, bo to nie pierwsza nasza realizacja z Piotrem i zdaję sobie sprawę jak wymagającym materiałem jest ta płyta. Piotr zna nasz zespół od lat, realizował pierwsze nagrania tęskno i doskonale rozumie nasze wyobrażenie o dźwięku. Dodatkowo to człowiek wielkiej wrażliwości muzycznej, a zaproponowane przez niego pomysły doskonale dopełniły naszą wizję.

A jak było z tekstami? Bo mam wrażenie, że powstały one symultanicznie z muzyką.

JL: To zależy od utworu. Ale rzeczywiście w przypadku „Kombinacji” ułożyłam jednocześnie melodię z tekstemna podstawie prostych harmonii fortepianu. Natomiast w przypadku chociażby utworu „Razem” Hania przedstawiła mi gotowy zarys piosenki, a ja przełożyłam dźwięki na konkretne słowa (śmiech). Kolejność tworzenia jest bardzo różna, a dla nas to też jest ciekawe, że ten proces za każdym razem jest inny.

Utwór „Kombinacje”, od którego zaczęłyście tworzyć razem, kojarzy mi się trochę z twórczością Republiki – głównie ze względu na klawisze, ale i także z uwagi na tytuł.

HR: Racja, Republika ma „Kombinat”. Natomiast to raczej daleko od naszych inspiracji (śmiech).

Kiedy gracie koncerty we dwie, to skąd biorą się brzmienia smyczkowe?

JL: Wtedy ja łapię za skrzypce i loopujemy je na żywo. Efekt jest bardzo ciekawy, bo obok długich dźwięków tła granych smyczkiem pojawia się wiele brzmień perkusyjnych, które dodają piosenkom energii.

HR: Musiałyśmy zmienić aranżacje pod tym względem, bo nie jesteśmy w stanie odtworzyć wszystkiego same. Cały set powstał praktycznie od nowa i jest poniekąd “nowym” tworem muzycznym.


Wiem, że wszyscy Was pytają za czym tęsknicie, natomiast ja się zastanawiam, czy Wam tej tęsknoty nie braknie?

JL: (śmiech) Zawsze jest coś za czym można potęsknić, niekoniecznie wspominać, ale patrzeć do przodu, skupić się na celach, które chcemy osiągnąć. Wystarczy chwila zadumy.

Czy tęskno poszerzy skład?

HR: Wydaje mi się, że nie, bo we dwie dajemy sobie radę. Zresztą na koncertach skład bywa większy w zależności od sytuacji. Na scenie jest nas czasami aż 7 osób. Chciałabym, żeby nam się raczej poszerzyło instrumentarium, że opanujemy grę na większej ilości instrumentów, niż liczba muzyków. Myślę, że to byłoby ciekawsze.

JL: Marzy mi się gra na instrumentach dętych, natomiast na wszystko potrzebny jest czas.

Będzie winyl?

HR: Winyl to zdecydowanie nasze marzenie – oby jak najszybciej!