Po pierwsze głos, po drugie treść, po trzecie muzyka.

Jacob Banks urodził się w Nigerii. W wieku 13 lat wraz z rodzicami przeprowadził się do Wielkiej Brytanii. Jest samoukiem, muzyką zaczął się zajmować w wieku 20 lat. W Birmingham występował podczas wieczorów „open-mic”. Jego kariera nabrała tempa w 2013 roku, dzięki debiutanckiej EPce „The Monologue”. Następnie ukazały się także „The Paradox” oraz „The Boy Who Cried Freedom”. W końcu w 2018 roku nadszedł czas na jego debiutancki, pełnometrażowy album „Village”.

Jacob Banks - Village

Głos.

Głęboki baryton Jacoba Banksa przenika przez każdą część ciała. W połączeniu z trudnymi tematami, zawartymi na albumie, porusza, wzrusza i zmusza do myślenia. To pewny siebie artysta i watościowy artysta, dlatego jego intepretacje są przekonywujące i autentyczne. Jestem przekonany, że jego wokal rozgrzeje każdego w mroźny, zimowy wieczór.

Treść.

Jacob Banks śpiewa o swoich doświadczeniach, które odzwierciedlają pragnienia i problemy współczesnych dwudziesto i trzydziestolatków. Przekaz jest zrozumiały i spójny. Przyjemny dla ucha wokal artysty podkreśla umiejętnie wyjątkowość tych opowieści. W niektórych momentach piosenki potrafią przeszywać całe ciało i przyprawić o dreszcze, jak choćby w refrenie „Be Good to Me”.

Muzyka. 

Stanowi jedynie tło dla tak niebanalnego głosu Jacoba. Jest nienagabująca, całościowo niestety lekko „spłaszczona”. Brzmienia w subtelny sposób łączą hip-hop, neo-blues, soul i r’n’b. Jako smaczki potraktować można trąbkę w „Mexico”, skrzypce w „Kumbaya” i „Unknown [To You]) oraz riffy fortepianowe w „Prosecco” i „Caroline”. Choć wyczuwalne są inspiracje Al Green’a i Steviego Wondera, Jacob Banks pozostał sobą i płyta stanowi jego prawdziwy manifest.

Ocena płyty: