Dalsza część podsumowania 2018 roku. Tym razem przygotowana przez naszych gości: Rosalie., Alicja Janosz oraz Adam Bałdych.

Rosalie.

Blood Orange „Negro Swan”

To według mnie zdecydowanie najlepsza płyta tego roku. Po płycie Freetown Sound miałam bardzo duże oczekiwania wobec nowego albumu i w sumie czekałam ze zniecierpliwieniem. Za co kocham te płytę i to już od pierwszych dźwięków? Za jej spójność, za melancholijne ale zarazem taneczne numery, masę harmonii, charakterystyczne bity, wokale, dobór feat. Mnie ona totalnie oczarowała. Cudo

Mick Jenkins „Pieces of a Man”

Przede wszystkim jest płyta wyprodukowana przez wielu producentów, w tym Badbadnotgood, Kaytranada czy Black Milk. Jak dla mnie im większa ilośc producentów tym ciekawszy mi się projekt wydaje, z tego co wiem ze swojego doświadczenia, nie jest to najprostsze zadanie zespojenie takiej ilości przeróżnych twórców. W tym przypadku nie słychać jakichkolwiek trudności. Jest to bardzo autentyczna i przyjemna podróż a wszystko w bardzo klimatycznej odsłonie.

Kamasi Washington „Heaven and Earth”

Sam koncept albumu już sprawił, że byłam ciekawa co usłyszę. Założeniem było wprowadzenie słuchacza do dwóch różnych światów: zewnętrznego i wewnętrznego.To połączenie hip-hopu i jazzu, przez co pewnie płyta nie jest dla każdego, momentami ilość zagranych solówek może co po niektórych przerazić ale jak dla mnie nie ma nic przyjemniejszego i chyba właśnie ta trudność mi się w niej najbardziej podoba.

The Carters „Everything is love”

Płyta musiała się tu znaleźć nie tylko ze względu na ogromny sentyment jakim obdarzam Beyonce i Jay’a- Z ale również za ilość zapętleń tego krążka w moich głośnikach. Czy to były wakacje, czy jazda w trasę, czy puszczanie w domu…męczyłam ją 🙂 W sumie to nie oczekiwałam niczego odkrywczego od tego albumu, byłam ciekawa jak ta mieszanka sprawdzi się jako duet na całej płycie. Czy powtórzą powodzenie numeru jakim był : Bonnie and Clyde czy Drunk in love. Tak jak wszyscy oszaleli w sieci na punkcie APESHIT i jego klipu, tak ja dopiero w momencie odsłuchania SUMMER się rozpłynęłam. Jest romantycznie, momentami vintageowo, pierwszy raz było dane mi usłyszeć Beyonce na autotune z czego w sumie nie wiem, czy jestem zadowolona ale takie numery jak 713 sprawiają, że jestem w stanie o tym zapomnieć.

Kali Uchis „Isolation”

Mega hipnotyzujący wokal, trochę leniwy, nawet momentami nieprecyzyjny. Piękne bity, dźwięki, rytmy. Od samego początku wita nas Body Language, które wprowadza w totalny chill. Słuchając tej płyty za każdym razem czuje się jak na plaży w strasznym upale. HOT HOT HOT. Czekam tylko na jakiś kolejny koncert, który mnie bardziej zadowoli bo jak narazie jestem bardziej wierna samej płycie niż występom na żywo wokalistki.

Adam Bałdych

Vijay Iyer Trio „Break Stuff”

Vijay i jego trio grają jak jeden organizm, eksperymentują z rytmem, który dla Vijaya, mocno czerpiącego ze swoich indyjskich korzeni, jest czymś naturalnym. Break Stuff to świetna płyta ponieważ jest niezwykle zbalansowana i obok rytmicznych eksploracji mamy też bardzo komunikatywne przesłanie i pełny głębi język pianisty.

Matt Corby „Rainbow Valley”

Kolejny album australijskiego artysty, który potrafi wyjątkowo łączyć melancholijne brzmienie West Coast’u lat 70-tych ze współczesnością. Pisze pięknie i bardzo dobrze śpiewa, również na żywo. W Lutym występuje w Hamburgu. Będę tam !

Avishai Cohen „Cross my Palm WIth Silver”

Tego trębacza mógłbym słuchać na okrągło. Jego koncert podczas Rumuńskiego Garana Jazz festival, na którym również występowałem, zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Po powrocie jego nowy album kręcił się u mnie bez przerwy.

Debussy, Messiaen, Ravel

Wszystko, co napotkałem na Spotify. Muzyka tych kompozytorów dotyka serca i umysłu. Polecam.

King Krule „Live on the Moon”

Lubię jego wulgarnie brzmiący wokal, wulgarnie brzmiące gitary, jazzowy kontekst tego materiału i naprawdę unikalny sound całego materiału. Do tego clip kręcony na „księżycu”.

Alicja Janosz

All Out Exes Live In Texas „When We Fall”

Uwielbiam ten krążek! Natrafiłam na niego przypadkiem na Spotify’u i zakochałam się w harmoniach wokali i w folkowych aranżacjach. Piękne, nieskomplikowane kompozycje i mnóstwo melodii, nie tylko wyśpiewanych, ale też zagranych. Nie prędko się z niego wyleczę, a piosenki Then The Sun Comes Up, Candle i Tell Me, to moje ukochane. 

Angus and Julia Stone „Snow“

Poznałam ich dopiero w tym roku i pochłonęłam ich całą twórczość. Uwielbiam ich klimat. Jestem jeńcem piosenki tytułowej oraz Nothing Else, do której nota bene jest wspaniały teledysk. Piękne słowa i cudowna muzyka. Poruszająca w swoistym braku ciśnienia, który powoduje, że słuchanie ich daje luz.. 

Lady Gaga & Bradley Cooper „A Star Is Born“

Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, bo film wydał mi się nazbyt wygładzony i Hollywoodzki. Ale wpadłam w pułapkę i nie mogę się uwolnić od soundtracku, zwłaszcza piosenki „Shallow“, którą codziennie od kilku dni gram na gitarze i śpiewam. Płyta różnorodna, ale bardzo dobrze wyprodukowana i warta uwagi. 

Cory Henry & The Funk Apostoles „Art Of Love“

Odkąd byłam na ich koncercie kilka miesięcy temu, uwielbiam ich! To, co i jak grają powoduje, że śpiewam i tańczę całą sobą. Na krążku jest tylo 6 piosenek, ale jeśli ktoś lubi pobujać się do dobrych dźwięków, to tego tytułu nie może przegapić!  

Anita Lipnicka „Miód i Dym“

Album, w który jestem zaangażowana emocjonalnie, bo mój mąż gra z Anitą i nagrywał tę płytę. Ale i bez tego, byłaby to jedna z moich 5 najulubieńszych płyt w minionym roku. „Za Tobą“, „Lot Anioła“, „Tęczowa“ z Julią Pietruchą i Raphem Kamińskim, „Diamond Of Your Heart“ i „Back To The Sea“ z Fismollem, którego śpiew po prostu uwielbiam. Wspaniały krążek, pełen mądrych, poetyckich tekstów, jak to zwykle u Anity. Wspaniała podróż w kierunku natury i wgłąb siebie. Melodie, aranże, produkcja – tu wszystko na mnie działa. Wspaniała płyta, warta uwagi!