George Braith to prawdziwa legenda nowojorskiego jazzu. Sam o sobie mówi, że pochodzi z epoki „cats”. Specjalizuje się w grze na saksofonach altowym i barytonowym, które doprowadziły do powstania jednego instrumentu o nazwie Braithophone, który zaprojektował i stale rozwija.

George będzie jedną z gwiazd tegorocznej edycji Sopot Jazz Festival.

Wystąpi na niej z polskimi muzykami: pianistą Joachimem Menclem, kontrabasistą Adamem Kowalewskim oraz perkusistą Kazimierzem Jonkiszem.

Poniżej zapis krótkiej rozmowy, jaką z nim odbyliśmy.

Nie wydajesz albumów zbyt często. Ostatnie twoje wydawnictwo wyszło 11 lat temu. Czemu nagrywasz tak rzadko?

Musisz zajrzeć na stronę mojej wytwórni Excellence Records. Tam znajdują się wszystkie moje płyty. Poza tym wszystko znajdziesz na iTunes. Nie nagrywam często, bo jazz jest muzyką życia, zapisem chwili. Niekoniecznie wszystko trzeba od razu nagrywać.

Jesteś legendą nowojorskiego jazzu. Widziałem mozaikę Ciebie, jaką zrobiono na jednej ze stacji metra w Nowym Jorku. Natomiast czytając artykuł na ten temat, znalazłem informację, że jesteś też muzykiem ulicznym. Czy to prawda?

W latach 80. rzeczywiście grałem na ulicy, ale obecnie taka sytuacja nie ma miejsca.  To było ponad 30 lat temu. Sytuacja się zmieniła (śmiech).

Znam Twoją klasyczną płytę „Musart” z 1967, która jest dla mnie jednym z przykładów znakomitego free jazzu. Ostatnie Twoje nagrania skłaniają się jednak bardziej ku muzyce funky. Co zatem kręci Cię muzycznie dzisiaj?

Przede wszystkim gram jazz i różne jego odmiany. Przez ostatnie 7 lat grałem w Harlemie. Te inklinacje się przenikają. Czasem jest więcej modern jazzu, czasem free, a czasem funku. Dla mnie to zupełnie naturalne. Gram tak od zawsze. Kiedy miałem 13 lat, grałem w big bandzie latynoskim z Tito Puente. Najbardziej kręci mnie jazz progresywny. Muzykę, którą mogę zagrać na moim instrumencie, Braithophonie.

Czym zatem jazz jest dzisiaj dla Ciebie?

O tym będziesz mógł się przekonać 6 października na Sopot Jazz Festival. Zagram z polskimi muzykami. To będzie muzyka dnia dzisiejszego. Jazz chwili. Wszystko wychodzi od brzmienia Braithophone’u. Na nim można jednocześnie grać harmonie i bardziej wyszukane dźwięki. Ten instrument daje takie możliwości. Uczyłem się go wiele lat i cały czas go odkrywam.

Zdarzyło Ci się grać z Gregiem Osbym (dyrektorem artystycznym Sopot Jazz Festival – przyp. MM)?

Wiele lat temu, kiedy przyjechał do Nowego Jorku na początku lat 80. Nie jestem pewien, czy o tym pamięta, ale powinien. Graliśmy razem z trębaczem Earlem Davisem. Jestem fanem tego, co robi Greg Osby, a i on lubi moją grę. Jesteśmy w różnym wieku, ale szanujemy się.