Trzeci album Kuby Płużka przynosi muzykę gęstą, ciekawą, a z drugiej strony kłaniającą się tradycji.

Do nagrania „Froots” młody pianista zaprosił uznanych już muzyków: kontrabasistę Maxa Muchę, perkusistę Dawida Fortunę i saksofonistę Marka Pospieszalskiego. I każdy z nich jest tu na absolutnie równych prawach, bowiem wszyscy czterej grają 'pierwsze skrzypce' niemalże cały czas.

kuba pluzek froots cover

Już w otwierającym płytę utworze tytułowym czuć wibrację zespołu – nie tylko za sprawą elektrycznego pianina, które przyjemnie funkuje główną melodię. Reszta składu bowiem delikatnie i nienachalnie „płynie” wraz z liderem. Saksofon Marka Pospieszalskiego, tutaj nie tak eksploatowany jak na przykład w kwintecie Wojciecha Mazolewskiego, zachowuję swój charakterystyczny sound, którego nie da się pomylić z żadnym innym. Dalszą część płyty stanowią kompozycje „Ogumienie” (w dwóch częściach), „Veehighster – Place For Critics” oraz „Homoto” (obie w trzech). Pierwsza kłania się tradycji Johna Coltrane’a, ale też ma sporo polskiej melancholii. Dużo w niej nastrojowych fraz, które już w drugiej części przechodzą w znacznie swobodniejsze formy. Mimo licznych 'lotów', nie rozsadzają one kompozycji i pozostają w jej ryzach. Drugi utwór początkowo jest nieco spokojniejszy, ale gdzieś na wysokości trzeciej minuty przyspiesza, zmieniając się w rwący prąd dźwięków, zwieńczony solówką Maxa. Środkowa część, to właściwie przebój – objawia talent melodyczny Płużka, który nie ogranicza się jedynie do miarodajnego wciskania klawiszy, ale ozdabia główny temat kilkoma ozdobnikami. Ostatniej odsłony „wihajstra” nie powstydziłby się nawet Leszek Możdżer. Kapitalne partie fortepianu punktowane saksofonem sopranowym Pospieszalskiego i bębnami Fortuny po prostu wymiatają. Inaczej sprawa ma się z „Homonto”. Z jednej strony główna melodia zbliżona jest bowiem do „Chan Chan” Compay Segundo ze słynnej płyty „Buena Vista Social Club”, a z drugiej – wszystkie trzy odsłony tej kompozycji, to apogeum krążka i kwintesencja możliwości tego składu. To zaskakujące, jak instrumentaliści przekładają tutaj swoje partie między sobą. Finał kompozycji zaskakuje maksymalnie grubą, mięsistą i intensywną codą, którą, narzuconą przez lidera. Album wieńczy natomiast wspaniały hołd dla Janusza Muniaka. „Ballad…” to smutny, przesycony melancholią, a jednocześnie bardzo autorski „tribute”. Pozostawia słuchacza w refleksji, ale i w pewnym natchnieniu.

Kuba Płużek lada moment przebije się do pierwszej ligi pianistów jazzowych w naszym kraju. Jego styl, wibracja i warsztat kompozycyjny świadczą o jego stale poszerzających się horyzontach, ale i kulturze w kłanianiu się tradycji jazzowej.

„Froots” jest na to najlepszym dowodem.

Ocena płyty: