„Wędrując przez kilka lat z koncertami po Polsce dotarłem wiosną 2016 roku do studia nagrań. Zatrzymałem się. Z pozbieranych po drodze doświadczeń, melodii i tekstów złożyłem nową płytę”.
Tak oto powstała druga płyta Piotra Salaty. Laureat jednego z telewizyjnych show, nagrodzony na jazzowych festiwalach, dumnie zaspokaja nasze pragnienia o przyjemnej jazzowej polskiej (!!!) piosence. Dlaczego jazz? Przecież zdobywając sukces szaleńczych pościgów uczestników coraz głośniej pukających do drzwi telewizji można stać się popowym kolorowym celebrytą.

Artysta tłumaczy to bardzo prosto:
„Na gruncie tej muzyki znalazłem nowe możliwości ekspresji, swobodniejsze sposoby muzycznego i artystycznego spełnienia. Chyba nigdzie nie udaje się w sposób tak twórczy, jak w jazzie, harmonizować najostrzejszą nawet ekspresję z rytmicznymi subtelnościami swingującego podania tekstu i muzyki”.
Nie są to tylko puste słowa, co by postawić się w jak najlepszym świetle i zyskać aprobatę słuchaczy. Wypowiadane słowa są mniej ważne w porównaniu z tym, co usłyszymy na płycie. Największym atutem jej bezspornie barwa głosu Piotra. Głęboki, szorstki, dosadny ale bardzo ciepły jest znakiem charakterystycznym, a to już połowa sukcesu. Druga połowa to melodyjność kompozycji, porządna oprawa muzyczna, nieskomplikowane uniwersalne teksty i co najważniejsze piosenki w języku polskim. Nawet zaskakujące duety z Gordonem Haskellem są dwujęzyczne. Myślę, że to właśnie to nazwisko jest mimo wszystko wabikiem, który kusi aby chwycić za wydawnictwo „PS”. Taka też i rola duetów, aby przywołać szersze grono słuchaczy. Współpraca ta jest dopiero początkiem ciekawości, bo nawet jeśli „Rio” w wykonaniu obydwu Panów jest bardzo radiową propozycją, to na płycie znajduje się kilka lepszych propozycji.
www.youtube.com/watch?v=5ez4i8-UwL0
Zacznijmy od strony bardziej melancholijnej. „Namaluję”, „Światłem”, „Kiedy mija deszcz”, ”Nocna droga” to pozycje dla romantycznych poszukiwaczy miłosnych rymów zaplecionych we wzniosłe melodie. Przyzwoita alternatywa dla często bezmyślnych prezentowanych w radio schematycznych plastikowych piosenek. Piotr Salata może i nie ma górnolotnych tekstów, które skłonią do refleksji ale nie o tu chodzi. Są to proste autentyczne historie o uczuciach w relacji tych, którzy kochają. Druga połowa albumu to kolejna porcja tekstów o miłości, ale w bardziej energicznym wydaniu. „Obiecałaś”, startujący swing jak odrzutowiec wprowadza nas w ten album. Już po pierwszych dźwiękach wiadomo, że będzie zacnie. Zresztą trzon muzyczny pod postacią klawiszowca Rafała Stępienia, perkusisty Pawła Twardocha oraz basisty Mirosława Wiśniewskiego gotów to zapewnić w ciemno. Szczęściarz z Salaty, że ma tak wyborne jazzowych instrumentalistów. Dodając do tego wspomniane duety z Hasekellem w „Rio” i „Żywago” to już tylko formalność, aby uznać całość za udany materiał.
Album jest przyjemny, intrygujący i pobudzający. „Lato ma twoją twarz”, „Z nieba ci spadłem”, „Kochaj śmiej się i płacz” to zdecydowanie najmocniejsze punkty „PS”. Jeśli dostaną szansę aby zostać singlami, to Piotr Salata może mieć swoje kolejne 5 minut. W kategorii jazzu opartym na rozrywce, jest to bardzo mocna pozycja dla fanów tych że klimatów.


