Mogą sobie istnieć różnice rasowe, kulturowe i religijne, ale jak świat światem młode dziewczyny – Białe, Czarne i Oliwkowe – śpiewać będą piosenki o tytułach takich jak „Lonely Cry” czy „Walk My Way”. A jeśli takim tytułom – i odpowiednim tekstom – towarzyszy delikatna, ale chwytliwa melodia, zaś śpiewa je młoda i, co tu ukrywać, śliczna dziewczyna to sukces jest sprawą więcej niż pewną.

Ten debiut nie przejdzie bez echa.

jones

Na premierowy materiał JONES czekaliśmy ponad rok. Opłaciło się. „New Skin” to ponadczasowa płyta, która dziś jest wielka, a za kilka lat, kilkanaście lat nazywana będzie klasyczną! Przesadzam? Posłuchajcie uważnie produkcji Brytyjki, bo to soul, który składając hołd muzycznej tradycji tego gatunku, zarazem soulem już nie jest! Czym więc? Mnie brakuje słów na opisanie tej, nie ukrywam, znakomicie stymulującej do myślenia i fantazjowania muzyki. Z jednej strony są tu bowiem rozważania na temat zależności między miłością a pożądaniem w rytmie erotycznego jazzu i elektro („Bring Me Down”), z drugiej – maestria słowa i połączenie old-schoolowych bitów z futurystyczną produkcją w hołdzie początkom R&B („Indulge”). Z ogromu tej muzyki trudno wyłowić lepsze czy gorsze utwory, tak silnie one bowiem ze sobą współgrają. Dlatego już pierwsze spotkanie z tym materiałem sprawia wrażenie zderzenia ze ścianą dźwięków, wątków i inspiracji. Dopiero kolejne przesłuchania pomogą „odcedzić” utwory takie, jak choćby dynamiczny, wręcz oszałamiający „Hoops” oparty na mocniejszym bicie, czy singlowy „Melt”, który jest niczym skrzyżowanie Jessie Ware z klasycznym brzmieniem Coldplay. Grzechem byłoby zbagatelizować zmysłowe „Waterloo”. Zamykająca album kompozycja „New Skin” przypadnie do gustu tym, którzy lubią marzyć. Najlepiej nocą. Muzyka JONES nabiera głębi właśnie po zmroku. Album jest bardzo stonowany, refleksyjny, może nawet w jakimś stopniu naznaczony smutkiem. Ale gdzieś między nutami i wersami czai się nadzieja. Warto się jej załapać, by „New Skin” przeżyć głębiej, niż tylko kolejną płytę z coraz bardziej zaśmieconej półki z alternatywnym popem i soulem.

Bez dwóch zdań – wspaniale skroiła swój materiał JONES!

Zaserwowała słuchaczom garść muzycznych zachcianek, przemieszczając się pomiędzy stylistyką lat 80., przez zupełnie przebojowe brzmienia tzw. neo-soulowe, aż po jazzowe smaczki. JONES ma głowę napakowaną świeżymi pomysłami, a komplementuje to wyborną techniką wokalną. Transparentna struktura „New Skin” powoduje, że muzyka oddycha i zaciekawia, owiewa głos wokalistki niczym muślin, stebnowany akustycznymi instrumentami.

Jeśli ta płyta nie poruszy słuchacza do głębi, to taki nieszczęśnik powinien odbyć ciężką pokutę, bowiem znaczy to, że ktoś za karę pozbawił go możliwości odczuwania najwspanialszych wzruszeń dostępnych człowiekowi.

Ocena płyty: