Sławek Jaskułke powrócił, chociaż właściwie nigdzie nie zniknął. Po kilku latach działalności solowej („Moments”, „Sea”, wcześniej „Hong Kong” zarejestrowany na żywo), ale także świetnym albumie w duecie z Piotrem Wyleżołem (DuoDram), projektem „Chopin na pięć fortepianów”, płytami z Z. Namysłowskim, P. Dyakowskim i kilkoma innymi zacnymi jazzmanami, Jaskułke powrócił do realizowania swojego pomysłu na trio. Myślę, że to świetna wiadomość dla wielbicieli tego niezwykle utalentowanego pianisty średniego pokolenia, bowiem od rewelacyjnego albumu „Sugarfree” (jeszcze jako Sławek Jaskułke 3YO) minęło już 12 lat.

SJ_ON_COVER

W nowej odsłonie zespołu kontrabasistą został Max Mucha. Miejsce bębniarza nadal piastuje szalony, momentami nadekspresywny (szczególnie w wersji „live”) Krzysztof Dziedzic – i to słychać już od pierwszych dźwięków płyty. Album „ON” otwiera kompozycja „Bueya” – nieco zmieniona i bardziej zwarta wersja „My Way” pożyczona z płyty DuoDram. Mocne otwarcie skutecznie równoważy „Kinia”, dedykowana Kalinie, córce lidera. To pogodna  „ilustracja drogi”, z miotełkami i fortepianem w szesnastkowym pulsie oraz flażoletami kontrabasu. Z kolei „Igo” stanowi wyborny popis nie tylko swingowania, ale też luzu i humoru, bowiem rasowy swing regularnie rozsypuje się w „nieporadną”, czteroakordową figurę graną ad libitum (na koncertach sprawdza się to świetnie). I znów uspokojenie, jednak nie dajmy się zwieść – na pozór wyciszona ballada „Mary” posiada kontrastujące emocjonalnie „piętro” i – podobnie jak poprzednio – charakterystyczną sekwencję akordową, która je antycypuje. Kompozycja stwarza interesujące pole do kreacji dla wszystkich muzyków tria (ponownie piękne flażolety Muchy, ale także świetna gra Dziedzica – gdzieś przewinęło mi się skojarzenie z triem kontrabasisty Avishaia Cohena). A to jeszcze nie koniec niespodzianek. „Know” pojawił się jak dotąd na wszystkich triowych albumach Jaskułke (wcześniej dwukrotnie jako „Reality known”), można więc uznać go za „flagowy” temat, szczególnie ważny dla lidera, a przy tym przekonać się, jak na przestrzeni lat ewoluował, przeobrażał się, dojrzewał… Ostinatowa, równomiernie „tnąca” figura kontrabasu, charakterystyczna fraza otwarcia, ale i powtarzana fraza domknięcia, która ułatwia orientację w formie. No i wszystko to, co pomiędzy, czyli… Jazz. Wolność. Tytułowe „ON” jest oparte na znanym już schemacie – początkowo niby narracja balladowa, „ciemna” i tajemnicza, później jednak niespodziewane doprowadzenie do unisona fortepianu z basem (hipnotyzujące ostinato na 9/8) i zabawy rytmiczne z frazą. Temperatura rośnie z każdą sekundą, a ostatnia scena należy do Krzysztofa Dziedzica, który – na szczęście – panuje nad emocjami i nadpobudliwością rąk, dając tyle, ile trzeba. Miejsce klasycznie pojmowanej ballady wypełnia „Lefu”, w której pięknie wybrzmiewają perkusyjne szmery i kontrabasowe drewno, budując podstawę dla niespiesznej, fortepianowej narracji. Klamrę albumu tworzy finałowy, energetyczny „Yelon”, przesiąknięty bluesem, gospelem i szczyptą modalności. Godne zamknięcie interesującej i zróżnicowanej płyty.

Wielowymiarowy tytuł Jaskułke interpretuje przede wszystkim jako zaimek wskazujący na siebie oraz męskie pojmowanie swojej muzyki. Dla mnie to bardziej informacja o tym, że trio wreszcie zakończyło pracę w trybie „OFF”, a dioda aktywności ponownie zaświeciła. Pozostaje nadzieja, że lider nie każe czekać zbyt długo na kolejny album formacji. „ON” na nowo rozbudza apetyt i oczekiwania, choć raczej nie odnajdziemy tu młodzieńczego szaleństwa i dysonansowych wycieczek z „Sugarfree”, ale oczywiście nie jest to zarzut. Czas płynie jednakowo dla wszystkich, materiał z „ON” jest więc rezultatem poszukiwań kompozytorskich zapewne z kilku ostatnich lat – a dodajmy jeszcze, że poszukiwań nader owocnych, ze świetnym wyczuciem narracji i formy. Warto też wspomnieć o pomysłowej, „awangardowej” plastykowej okładce albumu, która po rozłożeniu przypomina sześcian do samodzielnego składania. Charakterystyczny logotyp płyty stworzył grafik i projektant ubrań Oskar Podolski OESUONE.

Temperamenty muzyczne członków Tria Sławka Jaskułke najlepiej zweryfikować na koncercie. Dlatego życzę zespołowi dobrego nagłośnienia oraz przemyślanych, właściwych proporcji, które niewątpliwie ułatwią odbiór tej muzyki w wersji na żywo – z całym bagażem niuansów, który ze sobą niesie.

Ocena płyty:

Autor recenzji: Michał K. Zawadzki