Rihanna po raz piąty odwiedziła koncertowo Polskę, ale dopiero drugi raz Warszawę. Seksowna Barbadoska tym razem zawitała do naszego kraju, by wypromować swój najnowszy album pt. „Anti” w ramach trasy koncertowej zatytułowanej „Anti World Tour”. I choć oczekiwania wobec światowej gwiazdy były bardzo wysokie, piątkowy koncert na warszawskim stadionie PGE Narodowy był dość przeciętny.

Podobnie jak w przypadku poprzednich tras, także na „Anti World Tour” Rihanna skupiła się głównie na graniu aktualnego repertuaru. W trakcie półtoragodzinnego koncertu, który zaczął się z ponad 30-minutowym opóźnieniem, popularna wokalistka zaprezentowała zatem większość kawałków z najnowszej płyty zatytułowanej „Anti„. Nie zabrakło singli: „Needed Me„, „Kiss It Better” (kończącego koncert) czy porywającego publiczność „Work„, ale także niesinglowych utworów „Same Ol’ Mistakes” czy „Desperado„, w którym urzekała świetna solówka gitarzysty.

Niestety, materiał z samej płyty bardzo podzielił fanów Rihanny, a na koncercie okazał się po prostu… nudny. Pomijając wspomniany przebój „Work”, fani – nie licząc tych spod samej sceny – raczej nie szaleli przy rytmach z pogranicza R&B, dancehallu i soulu. Akustyka koncertu także pozostawiała czasem wiele do życzenia. Sama Rihanna zdawała się robić dobrą minę do złej gry, przy okazji nie ukrywając raczej tego, że występ w Polsce nie jest wyjątkowym wydarzeniem, a raczej kolejnym państwem na liście, przy którym może zaznaczyć „Done”.

Na szczęście, żeby nie wylewać wiadra pomyj na Rihannę, podczas Anti World Tour nie zabrakło ponadczasowych przebojów Barbadoski, na czele z przełomowym singlem „Umbrella„, dyskotekowym „Where Have You Been” oraz „We Found Love„, z którego wokalistka zrobiła mashup, dodając do niego fragmenty piosenki „How Deep Is Your Love Calvina Harrisa. Wszystkie kawałki sprawiły, że cała publiczność razem śpiewała, oddając się przy okazji tańcu. Niestety, wielu fanom seksownej artystki na setliście „Anti World Tour” zabrakło numeru „Only Girl (In the World)„, którym Rihanna mogłaby naprawdę podgrzać atmosferę. Takich momentów nie było zbyt dużo podczas koncertu, a jego zdecydowana większość brzmiała do znużenia podobnie. Nie pomagały ani zmiany strojów przez gwiazdę (łącznie cztery kreacje, z czego jedna – prześwitujący czarny kombinezon z kryształowymi frędzlami – podkreśliła seksowną talię piosenkarki), ani dziwna peruka na jej głowie, ani nawet zachęcanie widowni do wspólnego śpiewania.

Świetnym pomysłem Rihanny było praktycznie zerowe wykorzystanie wizualizacji, co pozwalało się bardziej skupić na tym, co dzieje się na scenie. A na niej zdecydowanie rządzili tancerze, którzy zaprezentowali rewelacyjne układy taneczne, przy okazji chwaląc się bardzo wyrzeźbionymi ciałami. Niestety, jak na gwiazdę tego pokroju, to wciąż trochę za mało. Zwłaszcza, że Rihanna tradycyjnie nie popisała się zdolnościami wokalnymi, a mniej wygodne i nieco trudniejsze partie po raz kolejny po prostu pozostawiała do śpiewania swoim rozszalałym fanom. Sama w tym czasie albo tańczyła, albo nieco przesadnie i zbyt często łapała się za krocze. No cóż…

Rihanna i „Anti World Tour” – podsumowanie

Ogólnie rzecz biorąc, Rihanna nie popisała się na koncercie w PGE Narodowym, który zagrała w ramach „Anti World Tour”. Wszyscy, którzy spodziewali się przewagi materiału z płyty pt. „Anti” na pewno wyszli z koncertu zadowoleni. Ci, którzy czekali na dużą liczbę przebojów z repertuaru wokalistki mogli obejść się smakiem i ewentualnie w drodze powrotnej do domu puścić sobie niesłyszane na żywo hity. Liczymy, że następny koncert o wiele bardziej nas porwie.

fot. Sergiusz Królak
fot. Sergiusz Królak
fot. Sergiusz Królak
fot. Sergiusz Królak
fot. Sergiusz Królak
fot. Sergiusz Królak
fot. Sergiusz Królak
fot. Sergiusz Królak
fot. Sławomir Hrycyk
fot. Sławomir Hrycyk
fot. Sławomir Hrycyk
fot. Sławomir Hrycyk
fot. Sławomir Hrycyk
fot. Sławomir Hrycyk
fot. Sławomir Hrycyk
fot. Sławomir Hrycyk
fot. Sławomir Hrycyk
fot. Sławomir Hrycyk
fot. Sławomir Hrycyk
fot. Sławomir Hrycyk