Fenomen Martyny Jakubowicz nie doczekał się dotąd rzetelnego rozbioru. Twórczość jej, opisywana na razie tylko przez apologetów, to – bardzo upraszczając – połączenie dość prostych patentów muzycznych z piętrowymi obrazami poetyckimi. Przypominają kopce termitów: misterna, czasem aż nadmiernie kunsztowna konstrukcja literacka dźwiga dość bryłowatą i powtarzalną formę. Nie jest to oczywiście zarzut – Jakubowicz nie pisze do tańca. Jej piosenki to rodzaj felietonów – raz historiozoficznych, raz kuglarskich, czasem doraźnych.

000542CUGH0L2F0O-C122

Już kiedy zadebiutowała singlem „W domach z betonu nie ma wolnej miłości”, wywołała w Polsce sensację. Kolejne albumy pokazały, że jest wybitną autorką, której twórczość jest następstwem walki z własnymi demonami. Ostrość spostrzeżeń i brak tematów tabu sprawiły, że przyrównano ją do Nicka Cave’a, choć jej oryginalność była niepodważalna.

Na „Prostej piosenceMartyna Jakubowicz znów jest w wielkiej formie. Wśród nowych utworów znajdziemy i piękne liryczne piosenki („Mój czas ucieka”), i wzruszający duet z Kortezem („Rzeka miłości, morze radości, ocean szczęścia”), i refleksyjne protest songi uzupełnione skłaniającymi do głębokich przemyśleń obserwacjami  („Macherzy od pieniędzy”). Nie brakuje też elementów zaskakujących, gdy po melancholijno-ironicznym „Busz a la Blues” czeka nas czysto rockowy „Ja płonę”. Podobna niespodzianka czyha, gdy właśnie wybrzmi przygnębiające „Rządzi zło”, a pojawią się humorystyczne „Fiolety”. Mamy tu zresztą więcej żartów – tak należy chyba rozumieć „Kota na kolanach mam”, który jeżeli ma do odegrania jakąś rolę, to chyba wyłącznie jako kiczowaty dowcip. Teksty nie przeintelektualizowane, ale i nie prostackie. Piosenki zadumane, spokojne, choć czasem też mocno zjadliwe, opisujące naszą współczesność – z dużego dystansu. Część tekstów wyszła spod pióra starego współpracownika, byłego męża artystki, Andrzeja Jakubowicza.

Jak Martyna Jakubowicz śpiewa, każdy wie, wypada więc zwrócić uwagę, że nigdy dotąd nie wydała płyty zagranej (i nagranej) tak dobrze. Przyczyniła się do tego gra towarzyszących liderce doborowych muzyków (m.in. Darek Bafeltowski, Jan Smoczyński) i aranżacje poszczególnych utworów, pełne często niezwykle ulotnych subtelności, jednak decydujące o spójnym i jakże dalekim od stereotypu brzmieniu. W składzie instrumentalnym pojawia się ukulele oraz mandolina i za każdym razem są to momenty niezwykłe. Najbardziej niewiarygodna w muzyce Jakubowicz jest ilość planów dźwiękowych – tak zrealizowane nagranie (niczym fascynującą kochankę) odkrywa się wciąż na nowo.

Jak tę płytę oceniać? Jeśli przyjąć kryterium polskiego rynku muzycznego, to zawarty na płycie Martyny Jakubowicz przekaz jest absolutną rewelacją: głęboki i dojrzały. „Prostą piosenkę” uważam za jeden z najwybitniejszych polskich albumów tej dekady. Niestety, bez wsparcia promocyjnego krążek przejdzie bez echa. Duchowa matka polskich songwriterów znów przemówiła donośnym głosem.

Ocena płyty: