Obok kogoś, kto wśród swoich inspiracji jednym tchem wymienia Portishead, Tori Amos i Leelę James, nie można przejść obojętnie. JANXX, której imienna EPka ukazała się 1. kwietnia, żartobliwie nazywa siebie Elektroniczną Divą z Północnej Karoliny. Szczerość, poczucie humoru i głęboki, zmysłowy głos to jej niekwestionowane atuty. Z JANXX rozmawiamy o jej wielu artystycznych twarzach i życiu na niezależnej scenie muzycznej.

Jakie jest Twoje najwcześniejsze wspomnienie związane z muzyką?

Hm. Myślę, że urządzanie „przedstawień” dla moich rodziców w pokoju gościnnym, które organizowałam wraz z kuzynami w czasie wakacji. Potrafiliśmy ćwiczyć godzinami i traktowaliśmy ten proces bardzo poważnie. Moja rodzina była związana z lokalnym teatrem, więc mieliśmy wielki kosz pełen najdziwniejszych strojów. Przedstawienie, które pamiętam najbardziej to skomplikowany układ baletowy, który wykonaliśmy do piosenki Coolio „Gangsta’s Paradise”, ubrani w stare koronkowe piżamy. Bardzo mega!

Kto miał na Ciebie największy wpływ, w sensie muzycznym, kiedy dorastałaś?

Moi rodzice byli naprawdę super, jeśli chodzi o zachęcanie nas do kreatywności, więc myślę, że musiałabym podziękować właśnie im. Gdyby cierpliwie nie znosili naszego zawodzenia, malowania, czy popisywania się, myślę, że byłabym teraz zupełnie inną osobą.

Którą ze swoich piosenek mogłabyś nazwać piosenką przewodnią, taką, która odzwierciedla to, jaka jesteś naprawdę?

W pewnym sensie „Miss Elevator” powstała z takim właśnie zamysłem. Ona, albo „Mammalion”. Myślę, że pierwsza z nich odzwierciedla tę bardziej zaczepną stronę mojej osobowości. Natomiast „Mammalion” to w pewnego rodzaju hymn, który chciałabym wyśpiewać całemu Wszechświatowi.

Jaką kobietą jest Miss Elevator?

Jest królową pszczół (Queen of the Bees), kobietą pierwsza klasa!

www.youtube.com/watch?v=KzBqYRjFfCo

W jakich innych dziedzinach realizujesz się artystycznie?

Projektowanie kostiumów, fotografia i produkcja materiałów wideo. Bycie niezależnym muzykiem daje mi szansę „zanurzyć się” w wielu różnych artystycznych formach i środkach wyrazu. We wszystkim, oprócz gotowania, które uwielbiam, ale w którym jestem beznadziejna!

Jaka tematyka interesuję Cię najbardziej i inspiruje Twoją twórczość?

Zmaganie się z byciem autentycznym w dzisiejszych czasach.

Skąd wziął się Twój pseudonim?

Janxx to przestarzałe określenie pochodzące z angielskiego slangu, które w dużym stopniu może oznaczać cokolwiek ci pasuje. Zwykle funkcjonuje jako rzeczownik albo przymiotnik (na przykład „śmieć”, albo „niesamowity”). Jest ono również nazwą pewnego trunku bardzo popularnego w niektórych rejonach galaktyki (patrz film „Autostopem przez Galaktykę”).

Twój cover piosenki Ellie Goulding „Love Me Like You Do” zdradza zainteresowanie mroczniejszymi odcieniami muzyki. Jak myślisz, skąd wzięła się ta fascynacja?

Zawsze interesowała mnie mroczniejsza strona sztuki. Wydaje mi się być bardziej szczera, bardziej przepełniona autentyczną emocją. Zawsze miałam tendencję do ponownego odtwarzania tych najsmutniejszych utworów na słuchanych przeze mnie płytach.

Mężczyźni w Twoich piosenkach to dosyć podłe stworzenia. Dlaczego?

Ha ha, nie wiem. Myślę, że to dlatego, iż mam większą tendencję do pisania o bólu, niż o szczęściu. Muzyka ma dla mnie funkcję kathartystyczną, oczyszczającą. Oprócz tego, w piosenkach takich jak „Beat Down”, czy „Long Grass”, postaci męskie nie są kimś konkretnym, tylko raczej reprezentacją pewnego konceptu.

www.youtube.com/watch?v=YafClT5r3Rg

Bohaterka piosenki „Fool’s Gold” brzmi jak osoba bardzo zdeterminowana, samowystarczalna, wyemancypowana. Z którą artyską identyfikujesz się najbardziej?

Ze mną samą! Myślę, że większość artystów, czy osób zajmujących się zajęciami kreatywnymi, ma tendencje indywidualistyczne, więc nigdy specjalnie nie identyfikowałam się z innym artystą. Jeśli już miało to miejsce, to chodziło bardziej o pewne wyrwane z kontekstu fragmenty muzyki, piosenek, czy sztuki w ogóle.

Jaką emocję chciałabyś przekazać słuchaczom za pośrednictwem swojej muzyki?

Nigdy nie jest to jedna emocja. Raczej intensywność emocji, tak mi się wydaje.

Piszesz i produkujesz piosenki sama w domu. Czy mogłabyś nam przybliżyć ten aspekt Twojej twórczości?

Piszę, nagrywam i produkuję wszystko samodzielnie, od początku do końca. Często piosenki zaczynają się w mojej głowie. Bardzo lubię jeździć samochodem i odkrywać nowe pomysły – nikt mnie wtedy nie słyszy, więc mogę brzmieć okropnie. Innym razem, zaczynam od stworzenia beatu, który potem rozwijam w cały utwór. Ponieważ moja muzyka jest elektroniczna, ostatnim i najżmudniejszym dla mnie etapem jest nagrywanie wokali i miksowanie.

Czy masz już jakieś plany na wydanie debiutanckiego albumu i czy będzie on zawierać Twoje starsze piosenki, takie jak „S.O.S.”, czy „Wicked Woman”?

Nie mam planów na wydanie pełnowymiarowego albumu w najbliższym czasie, ale chciałabym nagrać kolejną EPkę w tym roku. Myślę, że z wielu powodów wydawanie EPek ma większy sens dla artystów niezależnych w dzisiejszych czasach. Będzie to w całości nowa muzyka. Przerabianie starszych utworów jest kuszące, ale myślę, że z twórczej perspektywy ważniejsze jest patrzenie naprzód, niż za siebie.

www.youtube.com/watch?v=g9Kf8AYFQ94

Autor publikuje również na swoim blogu: http://bartosz-po-prostu.blog.pl.